IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Téléphone rose

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Téléphone rose   Nie Wrz 29, 2013 6:47 pm

Francja siedział w gabinecie znajdującym się na pierwszym piętrze swojego mieszkania. Gdyby nie to, iż na weekend miał go odwiedzić ktoś strasznie irytujący teraz pewnie robiłby coś innego. Szlag by trafił te cholerne sprawy państwowe. To właśnie dzięki nim ominie go jeden z najbardziej wyczekiwanych występów tej jesieni. A ukochany lokal nie często gościł takie gwiazdy. Francuz zerknął tęsknie na ulotkę, a zapowiadał się taki udany odpoczynek w towarzystwie pięknych kobiet.
Musiał omówić z Arthurem pewną niecierpiącą zwłoki sprawę. Szkoda tylko, że jak na złość Anglik mógł zjawić się u niego tylko w tym terminie. Jedyne co było pocieszające to to, iż istniała szansa, że uda mu się zaciągnąć go do klubu, by chociaż popatrzeć. Nie było mowy by z gościem za ścianą sprowadzić do swojej sypialni jakąś panienkę. Chociaż... Czy jego towarzysz bardzo się zezłości, gdy zostawi go na jakiś czas samego w klubie?
Albo będzie chociaż na tyle pijany, że da mu spokój i będzie miał wolną rękę. Westchnął, przynajmniej nie tylko on lubił się bawić w takich miejscach. Byle by tylko nie musiał go stamtąd wynosić. Co w jego przypadku tylko zwiększało prawdopodobieństwo. Bo kiedy już sąsiad dobrał się do baru ciężko było go od niego oderwać.
Z rozmyśleń wyrwał go dzwonek do drzwi. W stał z fotela i ruszył w ich kierunku. Chwilę później już je otwierał z nieco sztucznym uśmiechem.
- Bonjour Angleterre. Wejdź - mruknął dość pogodnym tonem przepuszczając go w drzwiach. Tak, zapowiadał się naprawdę ciekawy weekend.
Powrót do góry Go down
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: Téléphone rose   Wto Paź 15, 2013 5:44 pm

Arthur siedział w taksówce, wyglądając przez jej okno na odwiedzone przez niego miasto. Zdążył już zauważyć - nie teraz, a wieki temu - iż Paryż w rzeczywistości nie jest piękny. Piękny był Londyn; cudowny w całej swojej ponurości, migoczący kolorowymi neonami w te zimne noce. Gdyby nie to, że sprawy niecierpiące zwłok wyciągały go poza obręb swojego miasta, odprawiałby swój popołudniowy rytuał picia herbaty przy stosie pracy lub jakiejś książce i nim by się obejrzał, nastałby mrok. Jego plany zostały jednak zupełnie zignorowane, chociaż nie miał za to żalu do szefostwa. Był na tyle dojrzały, by doskonale rozumieć powagę niektórych spraw, a przede wszystkim ciężar obowiązku, jaki na nim ciąży. Skoro powiedziano, że rzecz nie może czekać, Arthur kupił bilet do Paryża bez sprawy sprzeciwu.
Po dojechaniu na miejsce zapłacił i wyszedł z taksówki. Na widok znajomego budynku skrzywił się po swojemu i poczuł olbrzymią niechęć. Nieważne jak bardzo rozumiał powagę niektórych spraw, nic nie mogło go przekonać do czerpania przyjemności z widoku Francisa. A nawet jego tolerowania. Ten wieczór miał zatem spędzić w potwornych katuszach, starając się dojść do porozumienia z Żabojadem w sprawie, która nie mogła czekać, a na którą nie mieli innego terminu.
Odpowiedział na jego przywitanie, samemu osobiście nie przymuszając się do czegoś tak absurdalnego jak uśmiech. Nie miał ani humoru, ani powodu, dla którego miałby. Przyjechał tutaj tylko w sprawach służbowych i kiedy tylko zostanie zwolniony, ma nadzieje wrócić do domu. Przestąpił próg i zwyczajowo rozejrzał się wokoło, zatrzymując ostatecznie wzrok na Francuzie.
- Tak więc co to za sprawa?



*Wstaje i zatacza się*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Téléphone rose   Pią Lis 01, 2013 7:39 pm

Gdyby Francisowi kiedykolwiek przyszło rozprawiać o domniemanym pięknie stolicy sąsiada, doszedłby do wniosku, że Londyn prezentuje się średnio. Zawsze gdy jeździł w delegacje do Anglii atmosfera i pogoda miasta działała na niego w pewnym stopniu nawet depresyjnie. Jednak mniejsza o to, Francuzowi nie o tym przyszło teraz myśleć. Ze sztucznym uśmieszkiem przepuścił Kirklanda w drzwiach.
- Kultura Arthur, gdzie ta wasza brytyjska kultura, by przywitać się z gospodarzem? – spytał sztucznym, niby to uprzejmym tonem, uśmiechając się równie sztucznie. Można by powiedzieć, że specjalnie przeciągał na własne życzenie. Nie, Bonnefoy po prostu tak jak i inni Francuzi cenił sobie kulturę.
- Napijesz się czegoś? Kawy, herbaty? – spytał z grzeczności, mówiąc to z lekką wyższością w głosie. O proszę, już on pokaże temu dżentelmenowi za trzy grosze jak powinno się zachować w towarzystwie, nawet tym nielubianym. Odchrząknął.
- Nie wezwałbym Cię do siebie gdyby to nie było pilne. Otóż, jest pewne niedomówienie w związane z papierami, które niedawno podpisywałeś i musisz to naprostować. I to właściwie wszystko. Oryginalna wersja jest w pałacu Elizejskim, który znajduje się niedaleko, więc jeśli nie masz nic przeciwko przejdziemy się tam za chwilę. Takie procedury – wzruszył ramionami jakby nie było to dla niego istotne. Oparł się o framugę drzwi i spojrzał na swojego gościa.
- Jeśli chcesz możemy później gdzieś wyskoczyć, jak za starych czasów, Angleterre.– powiedział spokojnie z nutką rozbawienia w głosie - Bo samolot jak mniemam masz dopiero jutro?
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Téléphone rose   

Powrót do góry Go down
 
Téléphone rose
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Victoria Rose
» Darkness Rose
» Axl Rose???

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pirate Hetalia :: 
 :: 
E v e n t y
-
Skocz do: