IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Dominica

avatar

Orientacja : Hetero
Wątki i powiązania : Skrzypce i ciasto moim życiem. A, i Francis i Arthur się mną opiekowali.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Proszę cię, jestem kierownikiem wodopoju.
User : Didime
Multikonta : nie mam C:
Liczba postów : 100
Join date : 21/04/2013

PisanieTemat: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pią Lip 04, 2014 1:07 pm

//Tak jak napisałam w temacie. //



Mała, acz niezamieszkała, malownicza wysepka. Witała was ciepła, piaszczysta plaża, rozciągająca się po granicach tej niewielkiej, acz groźnej wysepki.
Groźnej? Niecałe bowiem piętnaście metrów dalej zaczynała się puszcza. Puszcza gęsta na tyle, że nie można było do końca spostrzec, co kryje się w jej gęstwinach.

A na tej wyspie wy. Wśród wraków własnych statków, desek, i całego innego ustrojstwa. Na tej plaży. Co się stało? Jedni może pamiętają dokładnie, jedni może nie, ale obie załogi pamiętają walkę.

Wasze statki spotkały się na morzu. A przez dumę kapitanów zaczęliście walkę.

Ale żyjecie, no nie? Na bezludnej wyspie. Tylko od was zależy, co teraz. Będziecie kontynuować walkę? A może ramię w ramię zaczniecie walkę o przeżycie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pią Lip 04, 2014 1:35 pm

W pierwszej chwili nie miał pojęcia gdzie się znajdował.
Kręciło mu się w głowie, w ustach miał ten charakterystyczny słonawy posmak, jego lewa nogą rwała bólem. Nagle zdał sobie sprawę, że leży w wodzie. Tak być nie mogło. Jednakże nie udało mu się wstać, był w stanie jedynie nieco unieść się na łokciach i zwymiotować czymś bliżej nieokreślonym, o podejrzanie czerwonej barwie. Gdy jego żołądek nieco się uspokoił zaczął się czołgać w kierunku, w którym popychały go fale- na plaże.
Po drodze powoli przypominała mu się cała sytuacja. To piekło na ziemi, bitwę, która zniszczyła jego statek i być może nawet całą załogę. Na razie bowiem nie dostrzegał nic oprócz paru desek i rozwalonych beczek.
Wreszcie wydostał się na piasek, suchy i stabilny. Trochę czasu zajęło mu podniesienie się do siadu. Wtedy też wychylił się, żeby przyjrzeć się swojej nodze. Na przemokniętej nogawce ujrzał plamę krwi i ponownie zrobiło mu się niedobrze. Nie mógł skupić myśli. Jego umysł zupełnie odmawiał posłuszeństwa.
-Hola!- zdecydował się w końcu wrzasnąć. Wyszło mu nieco ochryple, ale zawsze głośno.- Jest tu kto?
Na nic więce nie było go w tamtym momencie stać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dominica

avatar

Orientacja : Hetero
Wątki i powiązania : Skrzypce i ciasto moim życiem. A, i Francis i Arthur się mną opiekowali.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Proszę cię, jestem kierownikiem wodopoju.
User : Didime
Multikonta : nie mam C:
Liczba postów : 100
Join date : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pią Lip 04, 2014 1:58 pm

//Posuwam postulat o krótsze posty, by pisać je szybciej. //

Jeśli się rozglądał to zobaczył że spod desek podnosi się jakaś wątła postać kilka metrów dalej. Miała ona mocno zakrwawione i podarte, a już na pewno mokre i brudne ciuchy. Podniosła się na rękach, mętnym wzrokiem rozglądając się po okolicy. Zobaczyła jakąś postać, która wołała. Nie była w stanie stwierdzić kto to, ale kogoś jej przypominał.
- Hej! - krzyknęła, ile sił w płucach. Ale że była słaba, zaraz jej ręce ugięły się, przez co ponownie zaliczyła spotkanie z ziemią. Spojrzała na rękę. To ona była powodem krwawych plam na jej ubraniu. Podniosła się jednak szybko i próbowała doczołgać do towarzysza. Dopiero teraz spostrzegła, że to członek innej załogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pią Lip 04, 2014 2:09 pm

Niby się rozglądał, ale w ogóle nie mógł skupić wzroku- na niczym- i zamiast dziewczyny dojrzał jedynie jakiś ruszający się kształt. Zamrugał i zdał sobie sprawę, że ma całe załzawione oczy. Otarł je przedramieniem i wtedy też wreszcie udało mu się zobaczyć coś więcej. Poza tym obiekt odezwał się, potwierdzając iż owszem jest człowiekiem.
Tylko czy wrogiem, czy przyjacielem?
Spróbował wstać, podejść do tego kogoś, ale jego lewa stopa naprawdę odmawiała posłuszeństwa. Ostatecznie zbliżył się nieco na czworaka, ciągnąc za sobą irytującą nogę.
-... Dominica- rozpoznał ją po chwili i wtedy nagle odzyskał nieco zdolności trzeźwego myślenia. Nawet położył dłoń na rękojeści swojego sztyletu, który, na szczęście, nie zgubił się w wirze.- Nie walczymy, dobrze?
Nie chciał. Nie mógł. Nie był w stanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dominica

avatar

Orientacja : Hetero
Wątki i powiązania : Skrzypce i ciasto moim życiem. A, i Francis i Arthur się mną opiekowali.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Proszę cię, jestem kierownikiem wodopoju.
User : Didime
Multikonta : nie mam C:
Liczba postów : 100
Join date : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pią Lip 04, 2014 2:15 pm

Oddychała szybko. Znów znalazła się na przeklętej wyspie. Znów będzie zmuszona do walki o przeżycie.  Doczołgała się trochę.
- Jasne. Na razie mamy inne problemy... - powiedziała, a jej wzrok powędrował najpierw na sztylet. Cóż, to było czymś jak zaprzeczenie tego co powiedział, ale dała mu szansę.
Z tego miejsca jej wzrok powędrował na jego nogę. Była nienaturalnie skręcona i mocno krwawiła. Do tego... czy tam...w nią... było coś w bite?! Dziewczę nie wiedziało, co z tym zrobić, więc nawet tego nie ruszało. Być może wyciągnięcie spowoduje większe krwawienie.
Nawet nie pytając się o zgodę, udarła kawałek swojej koszuli i zawiązała nad raną, by nie krwawiła aż tak bardzo, tworząc opaskę uciskową.
- Nie znam się niestety na tym... - powiedziała po czym syknęła, bo i jej ręka nie była w najlepszym stanie.
- Musimy... - zaczęła- Musimy znaleźć innych. Skoro my tu jesteśmy... oni też muszą...


Ostatnio zmieniony przez Dominica dnia Pią Lip 04, 2014 2:29 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pią Lip 04, 2014 2:22 pm

Próbował sobie przypomnieć jedną z opowieści jego brata. Przecież on przeżył szmat czasu na wyspie, a nawet udało mu się z niej uciec. Chilijczyk postanowił, że najpierw powinien poszukać jego.
-Bien- mruknął, zabierając dłoń z broni. W sumie to nawet nie zarejestrował tego gestu. On po prostu to zrobił, z przyzwyczajenia, z nawyku.
Syknął cicho, gdy zajęła się jego nogą, ale nie protestował. Ta rana rzeczywiście wymagała opatrunku. W stopę wbił mu się kawałek... Drewna? Chyba tak. Zacisnął zęby. Trzeba to było wyjąć. Ale to potem. Na razie musiało wystarczyć.
-Twoja ręka...- skomentował, próbując skupić wzrok na jej dłoni. Zamknął na chwilę oczy, żeby zebrać siły, a potem odepchnął się od piasku i wstał. Zachwiał się nieco, opierając cały ciężar swojego ciała na prawej nodze.- Kij. Jakiś.
Rozejrzał się posępnie. Jak na razie nikogo nie dostrzegał.
-Tylko czy  żywi- wymamrotał. Raczej nie byłby w stanie chodzić, ale mógł krzyczeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dominica

avatar

Orientacja : Hetero
Wątki i powiązania : Skrzypce i ciasto moim życiem. A, i Francis i Arthur się mną opiekowali.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Proszę cię, jestem kierownikiem wodopoju.
User : Didime
Multikonta : nie mam C:
Liczba postów : 100
Join date : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pią Lip 04, 2014 2:39 pm

Spojrzała na swoją rękę.
- Zignoruj. To nic poważnego.
Oczywiście skłamała. Nie miała pojęcia czy czy to coś poważnego czy nie. Nie chciała jednak martwić jak na razie jedynego towarzysza.
- Nie mów tak, na pewno gdzieś tu są.
Po czym rozglądnęła się wokół. Wszędzie były deski i gwoździe. Nic nie wyglądało na wystarczająco stabilne, by można było się o to oprzeć. Dopiero kilkanaście metrów dalej zauważyła gałęzie. Może byłaby w stanie ułamać jedną z nich, by posłużyła jako podpora?
- Poczekaj... - powiedziała i podniosła się na chwiejnych nogach. Następnie ruszyła w stronę drzew.
Oczywiście napotkała problem. Gałęzie grube a ona z tylko jedną sprawną ręką. Ale powiedziała że to nic, więc to nic.
Mimo bólu obwieszczanemu światu przez jej potężny, lwi ryk bólu, darła jedną z dłuższych i grubszych gałęzi. I puszczała, dysząc. A potem znowu. I dopiero za trzecim razem udało jej się. Chwyciła ją w jedną rękę, tą słabszą, bo drugą, mocniejszą, uciskała ranę, i sama się momentami podpierając, dała zdobycz Chilijczykowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pią Lip 04, 2014 2:53 pm

-... Mhm- oczywiście nie uwierzył. I chociaż normalnie by pewnie nie naciskał, takie „nic poważnego” mogło w ich sytuacji kosztować nawet życie.- Później na to spojrzę.
Medykiem nie był, ale mógł przynajmniej spróbować. Nie był też optymistą, więc nawet nie skomentował jej kolejnych słów. Wiedział, że niektórzy na pewno zginęli. Jeśli nie w walce, to w oceanie.
Obserwował jej działania z mocno zaciśniętymi zębami, tkwiąc w miejscu na jednej nodze. Powinien był sam sobie poradzić, ale nie doszedłby nawet do tego drzewa, nie mówiąc już o czymś więcej. I tak było mu słabo, i tak kręciło mu się w głowie.
Czyżby był bezużyteczny?
-Gracias- rzucił zupełnie szczerze, chwytając kij. Oparł się o niego z ulgą i od razu było mu nieco lepiej. Chociaż ból magicznie nie zniknął przynajmniej był teraz w stanie chodzić. Kuleć. Jakoś.- Może najpierw poszukajmy wody?
Wydawało mu się, że to była kwestia ważniejsza. Oczywiście że martwił się o członków swojej załogi, o niektórych nawet bardzo, ale trzeba było sobie ustawić priorytety. A bez pitnej wody mogli już się modlić o wybaczenie grzechów, którego nie mieli dostąpić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wyspa Wielkanocna

avatar

Orientacja : ಠ_ಠ
Ekwipunek : Rapier, pistolet skałkowy, kord.
Wątki i powiązania : DEMONICZNI BRACIA RODRIGUEZ
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Moneyy, poweeer, gloryyy~!
User : Punk. (Chilijski. :c)
Liczba postów : 91
Join date : 03/03/2013
Skąd : Hanga Roa

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pią Lip 04, 2014 8:56 pm

Obudziły go krzyki, chociaż było to nie tyle obudzenie, co raczej gwałtowne wyrwanie ze snu, albo raczej z omdlenia. W pierwszej chwili nie wiedział, gdzie się znajduje. Zresztą w drugiej i w trzeciej także nie, bowiem mimo że zdołał się wygrzebać spod fragmentu wraku statku i paść wyczerpany na piasek, to i tak widok - morze, palmy, dwie sylwetki odwrócone do niego tyłem - nic mu nie mówił. Może tylko tyle, że znowu powtarzał się ten sam parszywy scenariusz. Znowu był rozbitkiem na jakiejś zapomnianej wyspie.
Gdyby nie to, że wszystko tak go bolało, pomyślałby, że to tylko zły sen. Ale przekonał się szybko, że tak nie jest, patrząc w dół, na czerwoną plamę na swoim brzuchu. Wolał nie zdejmować przylepionej do ciała koszuli. Wydawało mu się, że może tego nie przeżyć.
Wykręcił głowę tak, by dostrzec, z kim przyszło mu dzielić tak paskudny los. I dostrzegł kogoś znajomego. Serce od razu podskoczyło mu do gardła.
- Jose - wychrypiał. Tylko na tyle było go stać. Drugą z osób kojarzył z wrogiej im załogi. Poczuł dreszcz niepokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kanada

avatar

Orientacja : Piękno miejsce swe ma w duszy, cóż więc ciało znaczy?
Wątki i powiązania : Wspomnienia potęgi Brytyjskiej.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Poprzysiągł zemstę na tych, którzy odebrali jedno z najważniejszych dla niego osób.
User : Meanness
Liczba postów : 48
Join date : 03/09/2013
Skąd : Ottawa

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pią Lip 04, 2014 10:59 pm

Bezwładne ciało dryfowało w stronę lądu. Jasne włosy unosiły się na wodzie, gdy twarz o zamkniętych oczach wystawiana była na działanie słońca. Młodzieniec pozbawiony świadomości, nie wiedząc o niczym, powoli zbliżał się do wyspy. Ostatnim, co pamiętał, był widok tonących statków, ogień i odłamki, które pojawiły się w czasie bitwy morskiej. Sam zaś nie był w stanie przypomnieć sobie końca tych wydarzeń, gdyż bardzo szybko jego organizm odmówił posłuszeństwa. Również teraz, choć już spoczywał na piasku plaży, a fale obmywały jego nieprzytomne ciało, nie mógł powrócić do zmysłów. Wciąż był nieruchomy, a oczy miał zamknięte. Mógł wydawać się być martwym, zwłaszcza, gdy twarz jego krwią zachlapana była, gdyż ciecz ta z czoła jego się sączyła, choć zastygła czas już jakiś temu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 8:23 am

Usłyszał znajomy głos i nagle wszystkie racjonalne plany szukania wody poszły w zapomnienie.
Jego brat. Jedyny, z którym łączyły go więzy krwi. Jedyny prawdziwy członek jego rodziny. A że José nadal cierpiał na kompletne oszołomienie, nawet nie ukrywał swoich uczuć- zmartwienia, ulgi, braterskiej miłości. Nie czekając na odpowiedź Dominici ruszył biegiem w stronę blondyna.
Tyle, że ledwo mógł ustać na nogach gdy trwał w bezruchu. Kiedy tak ruszył pełnym pędem jego stopa nie wytrzymała i runął na piasek. Szybko się jednak podniósł i pokonał ostatni kawałek szybkim kuśtykaniem.
-Moai. Wszystko w porządku?- zlustrował go uważnym spojrzeniem.- Jak się czujesz?
Kątem oka zauważył jakieś ciało dryfujące w wodzie. Blondyn, ale... Nie Martin.
-Tam jest ktoś twój!- na chwilę jeszcze zwrócił się do Dominci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dominica

avatar

Orientacja : Hetero
Wątki i powiązania : Skrzypce i ciasto moim życiem. A, i Francis i Arthur się mną opiekowali.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Proszę cię, jestem kierownikiem wodopoju.
User : Didime
Multikonta : nie mam C:
Liczba postów : 100
Join date : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 9:23 am

Woda.
Dziewczę podciągnęło nosem. Nie, nie była w stanie jej wyczuć. Może dlatego, że znajduje się koło słonego jej zbiornika? Spojrzała na morze kątem oka. W warunkach ekstremalnych chyba dałaby radę wydobyć sól, uzdatniając ją. Ale wiadro i płachta o śliskiej powierzchni to raczej coś, czego nie będzie dane jej dotknąć na tej wyspie.
Będą więc musieli iść w puszczę. Pięknie.
Wśród tego całego zamotania usłyszała czyjś głos. Nieznany jej głos. Odwróciła się i nawet nic nie zdążyła powiedzieć, bo Jose już popędził w jego stronę. Tylko mignął jej przed oczami jego przerażony wyraz twarzy. Musiał więc to być ktoś bliski.
Wiedziała, że nie powinien tak biegać, w końcu to może mu tylko pogorszyć ranę. Ale rozumiała, na jego miejscu zrobiłaby to samo.
O właśnie.
Jose kogoś zauważył. ,,Ktoś twój'' rozbrzmiewało jeszcze w jej uszach, aż puściła się biegiem do nieprzytomnego ciała. Z daleka zauważyła blond włosy. Tylko dwie możliwości.
Dłuższe, kręcone. Tylko jedna możliwość.
- Matthew!- krzyknęła, pokonując kilka metrów ślizgiem, na kolanach. Nie był przytomny. Odrzuciła deski leżące wokół niego, w końcu mogły mu coś zrobić. Następnie podniosła lekko (i ledwo też, przez mocno ranną łapkę) i oparła na swoich kolanach. Następnie zaczęła delikatnie bić do dłonią po policzkach, powtarzając
- Matthew? Matthew, braciszku, powiedz coś!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wyspa Wielkanocna

avatar

Orientacja : ಠ_ಠ
Ekwipunek : Rapier, pistolet skałkowy, kord.
Wątki i powiązania : DEMONICZNI BRACIA RODRIGUEZ
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Moneyy, poweeer, gloryyy~!
User : Punk. (Chilijski. :c)
Liczba postów : 91
Join date : 03/03/2013
Skąd : Hanga Roa

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 10:41 am

Odetchnął z ulgą, gdy w zasięgu jego wzroku pojawiła się twarz jego brata. I gdy okazało się, że z jakiegoś powodu wrogie sobie załogi nie mają zamiaru walczyć. Chociaż akurat to było zrozumiałe - z tego, co widział, wszyscy byli w dość kiepskim stanie.
Nie chciał jeszcze podnosić się do siadu. Nie miał po co. Oblizał tylko wyschnięte wargi. Wydawało mu się, że nie miał w ustach nic od tygodnia, no, może oprócz piasku i słonej wody.
- Boli mnie brzuch - przyznał w końcu, bo i tak było to widoczne. Nie chodziło mu o ból spowodowany brakiem jedzenia, tylko tę czerwoną od krwi ranę, której wolał nie dotykać. Nie wiedział nawet, czy jego żebra są całe. W chwili wypadku jak zwykle był wysoko, na maszcie. Nie pamiętał, czy wpadł do wody od razu, czy może najpierw łupnął o pokład i nieźle się potłukł, zresztą to nie miało znaczenia.
- Co się stało? Gdzie jesteśmy? - zapytał, podejrzewając, że Jose wie dokładnie tyle samo, co on. Czyli prawie nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 11:07 am

Już nie patrzył w stronę dziewczyny, chociaż dostrzegł jeszcze że biegła w kierunku zauważonego przez niego ciała. Chilijczyk nie skupiał całej uwagi na swoim bracie, w końcu nie byli do końca bezpieczni, nadal mogło ich coś zaatakować- jakieś zwierzę czy mniej przyjazny członek załogi. Przykucnął jednak obok niego, kładąc kij obok siebie i popatrzył na jego brzuch.
Na jego koszuli doskonale widać było czerwoną plamę.
-Mogę zobaczyć?- nawet nie czekając na odpowiedź wyciągnął dłoń i delikatnie chwycił za krawędź ubrania. Powoli uniósł materiał, mając nadzieję, że nie uszkodzi go bardziej. Cholera, nie znał się na tym. Ale chciał na to spojrzeć.
-Rozbiliśmy się- postarał się, żeby jego głos był obojętny, może nawet pewny siebie, ale chyba wyszło to tylko częściowo.- Zapewne na wyspie.
Rozejrzał się wokół. Dobrze, że wzrok wrócił mu już do normy i przynajmniej mógł się częściowo skupić. Być może stan poprawił mu się gdy ujrzał drogą mu osobę w potrzebie?
-Bezludnej- dodał po chwili. To nie było pewne, ale wielce prawdopodobne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wyspa Wielkanocna

avatar

Orientacja : ಠ_ಠ
Ekwipunek : Rapier, pistolet skałkowy, kord.
Wątki i powiązania : DEMONICZNI BRACIA RODRIGUEZ
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Moneyy, poweeer, gloryyy~!
User : Punk. (Chilijski. :c)
Liczba postów : 91
Join date : 03/03/2013
Skąd : Hanga Roa

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 11:19 am

- Znowu coś ci się stało w nogę? - raczej stwierdził, niż zapytał. Jose chyba zawsze miał z nią problemy.
Syknął, gdy materiał odsłonił paskudną ranę. Nawet nie mógł na nią patrzeć. Pewnie jakiś kawał masztu go drasnął; dobrze, że nie przebił na wylot.
- Może jak się czymś przemyje, to będzie lepiej wyglądać - mruknął, chociaż sam nie był pewien swoich słów. Najchętniej z powrotem straciłby przytomność, żeby nic nie czuć.
Bezludna wyspa... nagle wróciły wspomnienia. Ostatnia wyspa, na której Moai miał okazję być rozbitkiem, stała się bezludna właśnie z jego powodu.
- Ktoś od nas jeszcze tu jest? - miał na myśli zwłaszcza jedną osobę, której brak mógł bardzo wpłynąć na Jose. Albo jej obecność. Nie wiedział w sumie, co wpłynie na Chilijczyka bardziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 11:28 am

Zerknął w kierunku swojej stopy. Choć owinięta była kawałkiem materiału, nadal mocno krwawiła. Skrzywił się nieznacznie.
-Jest pechowa. Ale to nic- podkreślił, żeby nie było! Nie zamierzał narzekać. Zamierzał sobie poradzić i z bólem, i z osłabieniem organizmu, i ewentualnym zakażeniem. Mógł to zrobić, wystarczyło odrobinę samozaparcia.
Cóż, miał dość dziwne podejście do życia.
-Z wodą nie będzie takiego problemu- zerknął w kierunku oceanu. Z tego co wiedział miała dość dobry wpływ na rany, chociaż mogła powodować męki w postaci szczypania.- Dasz radę wstać czy mam cię zanieść?
Na jego kolejne pytanie aż zacisnął zęby. Oczywiście, że jego myśli powędrowały do bardzo konkretnej osoby. Westchnął krótko i potrząsnął głową. On żył. Na pewno.
Chilijczyk chyba nie poradziłby sobie z jego stratą.
-Nikogo nie widziałem, ale to jeszcze o niczym nie świadczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wyspa Wielkanocna

avatar

Orientacja : ಠ_ಠ
Ekwipunek : Rapier, pistolet skałkowy, kord.
Wątki i powiązania : DEMONICZNI BRACIA RODRIGUEZ
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Moneyy, poweeer, gloryyy~!
User : Punk. (Chilijski. :c)
Liczba postów : 91
Join date : 03/03/2013
Skąd : Hanga Roa

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 11:57 am

Z trudem podniósł się do siadu. Rana rwała piekącym bólem. Dopiero z pomocą Jose udało mu się wstać. Mimo, że Chilijczyk był chudy i sprawiał wrażenie raczej mizernego, to Moai mógł bez problemu się na nim oprzeć i się nie przewrócić. Pozwolił mu się prowadzić. Zresztą na razie było mu wszystko jedno, co się z nim stanie.
Przy brzegu były jeszcze dwie osoby - z czego jedna jakby nieprzytomna. Moai wytężał pamięć, ale nie mógł skojarzyć chłopaka z żadnym imieniem, jakie przychodziło mu do głowy. Odwrócił się do Jose.
- Rozumiem, że mamy zawieszenie broni? - zapytał cicho. Mimowolnie sięgnął dłonią za pas. Garłacz wciąż tam był, więc chłopak poczuł się bezpieczniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 12:09 pm

Chilijczyk zwodził pozorami. Jednym z nich była właśnie budowa ciała, przez którą wyglądał jakiś słaby chuderlawiec. Tak naprawdę miał jednak dużo siły. I normalnie zapewne mógłby go nawet nosić, tyle że noga nie pozwalała mu na takie manewry.
Objął go ramieniem, żeby utrzymać go na nogach i ruszył powoli w kierunku oceanu. Sam stękał pod nosem, bo jego ból był ogromny i co parę kroków się chwiał, ale w końcu doprowadził go znów na brzeg. Fala obmyła jego stopę i tym razem aż jęknął. To jednak było za dużo.
-Siadaj- mruknął, gdy woda sięgała im gdzieś do kostek. Nie chciał wchodzić głębiej, nie chodziło mu o utopienie jego i siebie. Chciał po prostu to przemyć. Potem wydrzeć kawałek koszuli i mu to zawinąć. Gdyby lepiej znał się na ziołach i roślinkach mógłby spróbować zrobić to jakimś liściem, ale przecież mogły być trujące.
-Na razie. Ale bądź ostrożny- zerknął w kierunku członków wrogiej im załogi. Blondyn też był mu zupełnie obcy. Cóż, miał okazję to zmienić. O ile tamten jeszcze żył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wyspa Wielkanocna

avatar

Orientacja : ಠ_ಠ
Ekwipunek : Rapier, pistolet skałkowy, kord.
Wątki i powiązania : DEMONICZNI BRACIA RODRIGUEZ
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Moneyy, poweeer, gloryyy~!
User : Punk. (Chilijski. :c)
Liczba postów : 91
Join date : 03/03/2013
Skąd : Hanga Roa

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 12:44 pm

Posłusznie usiadł i aż jęknął z bólu, kiedy słona woda obmyła ranę. Zacisnął zęby. Słona czy nie, trzeba było to jakoś przemyć, żeby zobaczyć, jak poważne jest rozcięcie.
Oprócz oczywistych niedogodności, zimna woda całkiem przyjemnie chłodziła rozgrzaną skórę. Moai zaczął zastanawiać się, czy przypadkiem nie aż nazbyt rozgrzaną. Czyżby miał dostać jakiejś tropikalnej gorączki? Miał nadzieję, że nie.
Po chwili namysłu zdarł z siebie i tak już postrzępioną koszulę. Przemył ranę i obwiązał ją materiałem. Chociaż tyle mógł zrobić.
Ochlapał twarz wodą i wreszcie poczuł, że wraca do przytomności.
- Chodź, zmyjesz z siebie tę krew - rzucił do Jose, oddalając się jeszcze kawałek od brzegu. Zanurzył się, ale ból w żebrach jeszcze nie pozwalał mu na swobodne pływanie. Wynurzył się więc i usiadł na piasku, pozwalając wodzie obmywać swoje stopy. Poprawił opatrunek.
Będzie miał oko na tamtych. Na wszelki wypadek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 1:22 pm

Przez chwilę przyglądał mu się w milczeniu, ze skrzyżowanymi ramionami, czuwając nad jego bezpieczeństwem. Przynajmniej się starał. Wypatrywał rekinów, meduz czy innych Anglików, którzy mogliby zakłócić ten spokój. Odrzucił jeszcze kij na bezpieczny piasek, żeby go nie stracić, a potem do niego dołączył. Wzdrygnął się nieco, bo woda była chłodna. Jednakże gdy człowiek się przyzwyczaił, przynosiła częściowe ukojenie, ulgę od bólu.
Dotknął swojej stopy palcami i przez materiał lekko postukał w kawałek drewna. Zabolało.
-Chyba będę musiał to wyjąć- na szczęście cholerstwo nie przebiło jego ciała na wylot, ale usunięcie go zapewne również spowodowało śmierć. Nie było tu zbyt warunków do zatamowania krwawienia. Ale jednocześnie wiedział, że musiał, po prostu musiał się tego pozbyć.- Pomożesz mi?
Zaczął przeszukiwać kieszenie i z ulgą wymacał igłę. Uważał, że pirat powinien nosić takie rzeczy- właśnie na wypadek gdyby potrzebował zaszyć jakąś ranę. Na szczęście nigdy wcześniej nie musiał z niej korzystać.
-... Zgaduję, że nie masz nici?- rzucił, zrezygnowany. Tego nie miał albo przynajmniej nie mógł odnaleźć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 1:47 pm

Rozbitkowie na bezludnej wyspie. Niewiele pamiętał. Jaki był tego powód? Z pewnością ten, iż chłopak dopiero się obudził z potężnym bólem głowy. Dotknął skroni i poczuł ciepłą ciecz. Gdy spojrzał na swoje palce zauważył, że to nic innego, jak krew. Cudownie... Nie prosił o coś takiego. Syknął i podniósł się ostrożnie, delikatnie chwiejąc. Gdyby nie głowa - nic by mu nie było. Oparł się o jakąś skałę obok siebie. Dopiero po krótkiej chwili zaczęło docierać do młodzieńca, co miało miejsce jeszcze niedawno. Walka... Zamknął oczy i skrzywił się. Do tego zgubił okulary, co sprawiało, że nie widział zbyt wiele. Alfred po prostu nie mógł dostrzec, kto stoi niedaleko. A widział jedynie kilka zarysów postaci. Szit, niby z tamtej załogi większość nic do mnie nie ma, ale nie daj bór trafię na Prusaka... Co to będzie wtedy? Oby to był ktoś ode mnie, albo Jose i Martin. Oj oby...
Wychowanek Anglii ruszył w stronę ludzi chwiejącym się krokiem. Po chwili jednak upadł. No bombowo. Zajebiaszczo. Odetchnął, po czym znów wstał. Trzymając się za krwawiącą głowę, szedł w kierunku ludzi.
-Hallo? K-Kto tu jest?-zapytał dość głośno, ale niepewnie.
Zaczął sądzić, że od tego przywalenia w łeb, wzrok mu siadł jeszcze bardziej. Jeszcze chwila i stanę się całkowitym ślepcem, jęknął w myślach. Zmrużył oczy, zatrzymując się w dość sporej odległości od postaci. Lepiej jednak nie ryzykować. Zwłaszcza, że sam broni nie miał, a w sumie ze statku Arthura też mogli go zaatakować. Ot, taka ironia losu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wyspa Wielkanocna

avatar

Orientacja : ಠ_ಠ
Ekwipunek : Rapier, pistolet skałkowy, kord.
Wątki i powiązania : DEMONICZNI BRACIA RODRIGUEZ
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Moneyy, poweeer, gloryyy~!
User : Punk. (Chilijski. :c)
Liczba postów : 91
Join date : 03/03/2013
Skąd : Hanga Roa

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 2:22 pm

Zmierzył stopę Chilijczyka uważnym spojrzeniem.
- Wiesz, powinno się bandażować rany razem z rzeczami, które w nich tkwią - mruknął w końcu. - Tamują krwawienie. Jak to wyjmiemy, to zaczniesz krwawić. Ale może jak dobrze zabandażujemy...
Rozejrzał się. Swoją koszulę już podarł całkiem na opatrunek, nie mógł jej użyczyć.
- Nie mam - przyznał. Ale może ktoś inny miał?...
Wtedy właśnie usłyszał wołanie. Odwrócił się w kierunku głosu.
Szedł ku nim chłopak, który wyglądał, jakby był na wpół ślepy. Z tego, co Moai pamiętał, nie mieli z nim żadnych wrogich stosunków, raczej wręcz przeciwnie. Odszukał w pamięci imię.
- Alfred - powiedział cicho, raczej za cicho, żeby go usłyszał. Moai wstał więc i pomachał mu, by chłopak mógł lepiej go zobaczyć. - Tutaj!
Wychodziło więc na to, że było ich więcej, niż przypuszczał. Czemu tylko wszyscy należeli do teoretycznie wrogiej im załogi? To mogło się źle skończyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dominica

avatar

Orientacja : Hetero
Wątki i powiązania : Skrzypce i ciasto moim życiem. A, i Francis i Arthur się mną opiekowali.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Proszę cię, jestem kierownikiem wodopoju.
User : Didime
Multikonta : nie mam C:
Liczba postów : 100
Join date : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 2:33 pm

Zaczęła dokładniej przyglądać się głowie chłopaka.
- M-Matthie...- jęknęła żałośnie, patrząc na ranę w jego głowie. Cholera, czy wszyscy tu będą ranni! Ale z drugiej strony, lepiej ranni niż martwi.
Musiała coś z robić z jego głową. Ściągnęła płaszcz, zostając w samej koszuli i spodniach. Po co jej paradować w płaszczu na takim gorącu?
Oderwała kolejny rękaw swojej koszuli (jednocześnie czyniąc go bezrękawnikiem, bo użyła wcześniej na Jose'a drugiego rękawa) i poczuła ból. Tak, kawałki materiału przywarły do rany, a ona nieuważnym ruchem oderwała ją.
Kolejny lwi ryk, obwieszczający falę bólu. Ale zacisnęła zęby. Opłukała z własnej krwi prowizoryczny opatrunek i wycisnęła nadmiar, jednocześnie zostawiając ją lekko wilgotną. Słyszała coś o leczniczych właściwościach wody słonej, ale wolała nie ryzykować. Do tego nie chciała bratu dokładać bólu. A odrobinka sprawi, że będzie czuł chłód. Oczywiście, szczypanie też, ale nie tak bardzo.
Zawinęła więc swój rękaw wokół jego głowy, jako prowizoryczny opatrunek. Następnie spojrzała na swoją rękę. Nie wyglądało to za dobrze. Podciągnęła jedną, sprawną ręką Matthew'a, by woda tylko delikatnie podmywała jego nogi, a sama podeszła do wody i chlusnęła sobie dość dużą ilość słonej wody.
Błąd. Przynajmniej tak wtedy pomyślała.
Kolejny, głośniejszy ryk, bo nie można tego nazwać krzykiem, kochani, wydobył się z jej gardła. Oj piekło, i to okropnie. Mogła to przemyśleć, ale teraz już trochę za późno. Spojrzała na ranę. Trochę krwi zeszło, ale nie cała.
To jeszcze raz.
Kolejne, niczym ryk rannego lwa, oznajmienie, że jednak z Roseau nie jest aż tak dobrze jak kilka minut temu powiedziała. Potrzebowała czegoś, czym będzie mogła się opatrzyć.
I wtedy na horyzoncie zobaczyła drugiego brata. Kamień spadł jej częściowo z serca, że przynajmniej jej rodzeństwo jest całe.
Całe to może za wiele powiedziane. Ale żyło.
Ale szedł w stronę Jose'a i tego drugiego. Może nas nie zauważył? - pomyślała, patrząc na brata, a potem na swoją rękę. Znali go. I wyglądało na to, że nie mieli wrogich stosunków. Jeśli mu coś zrobią- pobiegnie. Na razie jednak niech się nim zajmą, a ona spróbuje opatrzyć rękę i ocucić brata.
Tylko żeby miała czym?
Krew ciekła nadal, powoli ściekając po jej ręce, od ramienia ku dłoni, pokrywając ponownie całą rękę czerwoną cieczą. O ile wcześniej płaszcz maskował całość, tak teraz, bez płaszcza, bez rękawów... Wstała, by rozejrzeć się za czymś zdatnym do zabandażowania jej rany. Cholerny samarytanin, pierwsze inni, potem ona.
Wstała więc i zaczęła się rozglądać. A z daleka na pewno jej ręka musiała wyglądać co najmniej przerażająco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 4:46 pm

-No ale przecież nie mogę latać z kawałkiem drewna w nodze. Chyba- porzucił swoją maskę pewności siebie, bo tak naprawdę był zagubiony jak dziecko. No może nie aż tak, ale prawie. Poza tym ból był okropny, a on musiał zużywać wszystkie swoje siły, żeby go znieść. A przecież powinien być silny. Powinien dawać sobie radę z taką raną.
Co jakiś czas słyszał krzyki dziewczyny. Zerkał wtedy z niepokojem w tamtą stronę, ale chyba nic ją nie zaatakowało. To była tylko rana. Chilijczyk nie mógł jej w żaden sposób pomóc, zwłaszcza, że sam zaciskał wargi na tyle mocno, że prawie krwawiły.
-Może... ktoś ma- mruknął, a potem zerwał ramię swojej koszuli i obwiązał stopę raz jeszcze. Tak na wszelki wypadek. Później ruszył wolno w kierunku brzegu, ale nagle ujrzał znajomą sylwetkę. Alfred.
Jak na razie sama wroga im załoga. Mieli szczęście, że trafili akurat na tych, z którymi łączyły ich nieco lepsze relacje. Jednakże to nie znaczyło, że Jose był zachwycony. Tak naprawdę nieco się bał. Bo naprawdę mieli przewagę liczebną.
-Alfred!- krzyknął jeszcze donośnie, żeby pomóc swojemu bratu. Później praktycznie wyczołgał się na brzeg i wstał, opierając się o swój kij. Ledwo mu się to udało, a ból sprawił, że ryknął. Chyba tylko lepiej, będzie świecić jak latarnia. Podszedłby bliżej do Amerykanina, ale niezbyt był w stanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 7:56 pm

Mrużył oczy, nadal starając się coś dostrzec. Prawie nic nie widział, ale na szczęście słyszał. To było dobrze. Sporo tak, chociaż poznał głosy. Jeden kojarzył, ale ni groma nie wiedział kim jest, ale drugi rozpoznał od razu... Jose! Dzięki Bogu! Chociaż nie był teraz tak pewny siebie. Czemu? Bo nie wiedział tak naprawdę ile ich tam jest i kto dokładnie... Ale fakt był następujący - blondyn sam by dużo nie zrobił, więc postanowił zaryzykować. Podszedł do postaci ślaczkiem. W końcu stanął obok chłopaków, nadal niewiele widząc. Przetarł oczy.
-Żyjecie... To dobrze.-odetchnął z ulgą.-Jose, mam prośbę... Możesz mi powiedzieć, kto tu jest...? Plis.
Wyglądał na zmartwionego. Bał się, taka była prawda. Rozejrzał się niespokojnie. A po chwili usłyszał ryki bólu. Zbladł i otworzył szeroko oczy, lekko dygocząc.
-Co się dzieje?! Jesteś ranny, Jose? I jeszcze...ktoś.-zmarszczył brwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   

Powrót do góry Go down
 
BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY
Powrót do góry 
Strona 1 z 7Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Bezludna Wyspa - Survival Time.
» Wyspa Twarzy
» Wyspa Endor
» Event #9 | Ślub w Lucky Coin | Zapowiedź {odroczona w czasie}
» Kronika rodu Tarth

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pirate Hetalia :: 
 :: 
E v e n t y
-
Skocz do: