IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 8:30 pm

Przyjrzał się uważnie Alfredowi. Miał krew na skroni i chyba mało co widział, ale tak to Chilijczyk nie dostrzegł jakiś poważniejszych ran. Westchnął cicho, z ulgą. Co prawda źle było, bo mimo wszystko zawsze lepiej było być w pełnym zdrowiu, ale nie było to nic aż tak groźnego. Przynajmniej tak mu się wydawało, ekspertem nie był.
-Niedaleko jest Dominica i... Jakiś nieznany mi blondyn, nieprzytomny- zerknął w tamtym kierunku.- Nie wiem kto to, ale na pewno z twojej załogi. No i mój brat.
Po raz pierwszy od dawna wypowiedział to słowo z nutką sympatii, jako iż nie określał nim Martina czy innego Peruwiańczyka, a prawdziwego brata. Który, bądź co bądź, był dla niego ważny.
-Na razie nic się nie dzieje- syknął, zaciskając zęby. Jego chora noga trzęsła się niekontrolowanie, nie dawała mu żadnego oparcia.- Coś mi utknęło w stopie, kawałek drewna. Muszę... Muszę to wyjąć. A Dominice się coś stało w rękę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 8:47 pm

Alfred skrzywił się, ale narazie nic nie powiedział. Blondyn, którego Jose nie kojarzył. Jedyny, który przychodził mu do głowy to...Matthew! Aż drgnął. Było widać, iż był to dla niego ktoś bliski. Bowiem w końcu był to jego brat. Po wyglądzie było widać, jednak teraz...no niestety.
-Matt...-poczuł jak zasycha mu w gardle.
Ale, chociaż tyle, że jego rodzeństwo było całe. Jeszcze tylko pytanie co z resztą rodziny. Do tego Arthur. Chłopak był na granicy. Widać było, że brało go na płacz. Ale nie dał się. Skierował głowę ku niewyraźnej postaci Jose'a. Mimo, iż nic prawie nie widział, musiał mu pomóc. Taka rola superbohaterów!
-Rozumiem... Poczekaj, jakoś Ci pomogę. Ale nie mogę obiecać, że nie zemdlejesz.
Chłopak znał podstawy jeśli o takie rzeczy chodziło. Anglik był jaki był, ale dzięki niemu Alfred miał jakąś wiedzę, mimo robienia z siebie głupka. Ostrożnie wyszukał palcami wbity w nogę Chilijczyka przedmiot. Złapał mocno i jednym szybkim ruchem to wyciągnął. Spodziewał się, że ten albo zaryczy z bólu, albo zemdleje z wycienczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 05, 2014 9:02 pm

Po jego reakcji Chilijczyk uznał, że to zapewne był ktoś mu bliski i lekko się skrzywił. Ah, dużo było tych powiązań, być może więcej niż powinno. Zapewne lepiej byłoby gdyby jednak członkowie nawet tej samej załogi byli obojętni, wtedy przynajmniej nie byłoby tego lęku, tego strachu, tego zmartwienia.
Jose starał wypchnąć Martina z myśli, ale ten powracał. Irytujący, uparty, nachalny. Jak zawsze. Nie zbierało mu się na płacz, bo naprawdę niesłychanie rzadko to robił, ale i tak czuł się jakby coś chwyciło go za serce. Ból gorszy niż ten fizyczny.
-Najpierw usiądę...- tak też zrobił. Nie chciał upaść i zrobić sobie krzywdy. Chociaż piach był w miarę miękki to nadal nie byłoby to szczególnie przyjemne. Chociaż „przyjemne” nie miało być nic, co go czekało.- Graci...
Zaczął, ale nie było mu dane dokończyć podziękowań. Ból był tak ogromny, że mimowolnie wierzgnął się, chociaż na szczęście Alfred zdążył wyrwać drewno. Od razu też ryknął potężnie. Jeśli ktokolwiek był w pobliżu to z pewnością usłyszałby ten zwierzęcy wręcz okrzyk bólu. Cierpienie było na tyle wielkie, że do jego oczu momentalnie napłynęły łzy. Jęknął raz jeszcze, tym razem ciszej. Z jego nogi momentalnie trysnęła krew, bo rana była po prostu paskudna.
-Mój Boże- wyrzucił jeszcze. Chciał pozostać przytomnym, ale nie udało mu się to. Upadł plecami na piach, nagle nieruchomiejąc. Twarz nie rozluźniła się, brwi pozostały zmarszczone, a zęby zaciśnięte. Nie był to spokojny sen.
Oczywiście jego stopa nadal krwawiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wyspa Wielkanocna

avatar

Orientacja : ಠ_ಠ
Ekwipunek : Rapier, pistolet skałkowy, kord.
Wątki i powiązania : DEMONICZNI BRACIA RODRIGUEZ
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Moneyy, poweeer, gloryyy~!
User : Punk. (Chilijski. :c)
Liczba postów : 91
Join date : 03/03/2013
Skąd : Hanga Roa

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Nie Lip 06, 2014 2:35 pm

Trzymał rękę na ramieniu brata. Chciał mu pomóc chociaż tak, wesprzeć trochę, mimo że Jose na pewno zaprotestowałby, że nie, nie potrzebuje pomocy. Moai o tym wiedział, ale musiał mu jakoś pokazać, że jest przy nim.
Kiedy Alfred wyrwał uporczywy odłamek z nogi Jose, a Chilijczyk krzyknął i osunął się na ziemię, Javier w pierwszej chwili spanikował.
- Jose! - wyrwało mu się. Nie wiedział, czy ze strachu o brata, czy z zaskoczenia. Nie przypuszczał, że jego stan jest aż tak poważny.
Ukląkł przy nim i nie myśląc zbyt wiele rozerwał jego koszulę. Wyglądało na to, że wszyscy będą chodzić po tej wyspie na wpół rozebrani, ale i tak było gorąco. Szybko przemył ranę i owinął ją strzępami, tamując krwawienie. Opatrunek był prowizoryczny, ale był. Na razie musiał wystarczyć.
Otrzepał ręce, a resztę materiału z koszuli schował do kieszeni. Będzie mógł potem zmienić bandaż, gdy już nasiąknie krwią.
Sprawdził funkcje życiowe Jose, pochylając się nad nim. Chłopak oddychał. Moai odetchnął z ulgą.
- Wygląda na to, że stracił przytomność - oznajmił, chociaż to akurat było oczywiste - ale nic poza tym. Jeśli nie straci zbyt wiele krwi, to wszystko będzie dobrze.
Tylko co teraz? Wciąż tkwili na brzegu. Nie mogli tu zostawić chłopaka, bo prędzej czy później jakaś fala zabrałaby go ze sobą na otwarte morze.
- Musimy go przenieść tam, do cienia - zwrócił się do Alfreda, wskazując na linię drzew. Co prawda dżungla nie była bezpieczna, ale wiedział, że w końcu i tak będą musieli do niej wejść, jeśli chcieli przeżyć. - Pomożesz mi?
Złapał Jose za ramiona. Przynajmniej nie protestował, gdy był nieprzytomny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Nie Lip 06, 2014 5:44 pm

Słysząc ten ryk bólu, Ameryka drgnął. To było przerażające jakby nie patrzeć. Straszne. Z tej ciszy i reakcji brata Jose’a Alfred wywnioskował, że ten zemdlał. Okazało się, że tak właśnie było. No cóż. Skierował wzrok, mimo że można rzec, nie widząc i tak, na brata Chilijczyka. Przymknął powieki i skrzywił się lekko. Pokiwał głową.
-Spróbuje pomóc, ale nie mogę obiecać, że się nie wyrżnę niosąc go wraz z Tobą. Mimo wszystko nie widzę.
Ostrożnie wziął Jose’a i zerknął w stronę jak przypuszczał brata owego chłopaka. Podniósł go ostrożnie.
-No to dziemy. Lepiej go mimo wszystko nie puścić.-wychrypiał.
Rozejrzał się. Pięknie, dwójka nieprzytomnych, trójka łącznie z nim, z pewnością ranna. A gdzie reszta? Przerażało go, że mogli się zapodziać na drugiej stronie wyspy, czy coś, albo gorzej. Broda mu zadygotała. Mimo to, wziął się w garść. Odetchnął głęboko.
-Zdecydowanie, lepiej żeby był w cieniu, ki grom wie, czy nie umrze na słońcu. A w cieniu zawsze może być lepiej. Obyśmy znaleźli wodę inną, niż ta z oceanu. Przyda się jemu zwłaszcza.-Alfred martwił się nawet o wrogą załogę? A i owszem. Bo skoro żył z tymi ludźmi dobrze, lubił ich, to czemu miałoby być inaczej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Nie Lip 06, 2014 6:42 pm

Otworzyła powoli oczy i pierwsze co zobaczyła to oślepiające światło słoneczne i błękit nieba. Obróciła się gwałtownie na drugi bok a odruch wymiotny zrobił swoje. Na szczęście fala szybko obmyła jej twarz z ohydnej cieczy. Wstała ciężko i upewniła się, że nie ma żadnych poważnych obrażeń, ot niewyczerpane zasoby szczęścia, których nieboszczyk leżący pod jej stopami nie miał. Kopnęła go przewracając na plecy. O ironio, Maria zaśmiała się w myślach, ów nieboszczyk nazywany był Szczęściarzem Jackiem. I był z jej załogi, ale teraz chyba najmniej liczyło się kto z jakiego był statku.
Rozglądnęła się i kilkadziesiąt metrów dalej zauważyła grupkę piratów, pierwsze co rozpoznała to brązowe włosy Dominici. Oszacowała stan reszty rozbitków. wszyscy odnieśli jakieś obrażenia. Już o Matthewie nie wspominając. Będąc już blisko tych osób uniosła lekko ręce w pokojowym geście.
-Olá...-przywitała się i westchnęła.
Powrót do góry Go down
Dominica

avatar

Orientacja : Hetero
Wątki i powiązania : Skrzypce i ciasto moim życiem. A, i Francis i Arthur się mną opiekowali.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Proszę cię, jestem kierownikiem wodopoju.
User : Didime
Multikonta : nie mam C:
Liczba postów : 100
Join date : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Nie Lip 06, 2014 6:52 pm

Kątem oka spostrzegła, że Alfred razem z tym chłopakiem, którego imienia nie zna, wloką w cień krzyczącego jeszcze chwilkę temu Jose'a. Spojrzała na Kanadyjczyka. To dobry pomysł, i jego powinna tam położyć. W cieniu będzie mu o wiele lepiej.
Zawlokła więc go do cienia i położyła obok Jose'a. Choć było trudno..nie, było bardzo trudno! Przez chwilę jedną ręką próbowała, ale widziała, że to bez sensu. Musiała więc zaangażować i drugą rękę.
Aż dziw że zęby jej się nie połamały od tak mocnego zaciskania ich. Ból był niemożliwy wręcz, Domi czuła jak robi jej się słabo. A wysiłek tylko spotęgował krwawienie. A przypomnijmy, ona nie ma tego niczym zabandażowanym. Uroczo.
Ale ważne jest to, że teraz Kanada znajdował się w cieniu, czyli nie powinno mu się nic aż takiego stać.
Ale tylko minęła krawędź cienia, sama padła na kolana z wycieczenia, dysząc ciężko.
Zerknęła tylko na chłopaków, a potem na swoją rękę. Cholera, przecież ona była niemal cała we krwi! Jak to mogło cieknąć aż tak bardzo?! Musiała coś uszkodzić.
W myślach wertowała już wszystkie możliwe sposoby, jakimi ona mogła sobie to zrobić. Rana była, z tego co zauważyła, głęboka, ale też niewielka. Czyżby...została postrzelona podczas walki?
Już miała pytać chłopaków czy nie mają czegoś co można było by użyć jako bandaż, gdy zauważyła idącą w ich stronę Portugalię.
- H-hej... - wydyszała, ale uśmiechnęła się. Mimo że może nie pałają do siebie aż taką sympatią, to cieszyła się, że żyje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kanada

avatar

Orientacja : Piękno miejsce swe ma w duszy, cóż więc ciało znaczy?
Wątki i powiązania : Wspomnienia potęgi Brytyjskiej.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Poprzysiągł zemstę na tych, którzy odebrali jedno z najważniejszych dla niego osób.
User : Meanness
Liczba postów : 48
Join date : 03/09/2013
Skąd : Ottawa

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Nie Lip 06, 2014 7:32 pm

Powoli uchylił powieki, przyglądając się promieniom słońca, tańczących na kosmykach ciemnych włosów, które teraz były dla niego całym światem. Przyglądał się damie skąpanej w blasku słońce i szkarłatnej posoce.
- Umarłem...? Pani jest aniołem...? - nie był w stanie przypomnieć sobie kim była panna przed nim, gdyż ból skutecznie uniemożliwiał mu skupienie swych myśli. Głowa wydawała się być bliska eksplozji i gdyby nie to, że jeszcze jej potrzebował, zapewne by ją odciął przy najbliższej okazji, byleby tylko nie czuć bólu. Usłyszał krzyk podobny do ryku rannej lwicy i zauważył, że to jego anielica cierpi. Widok jej pięknych włosów sprawiał, że on sam zapominał o bólu. Jednak... Znał jedynie jedną damę, która mogła być tak olśniewająco piękna i młoda...
- Domi... - wyszeptał, oddychając ciężko. Wciąż trudno było mu przyzwyczaić oczy do światła, zwłaszcza teraz, gdy nie chroniły ich szkła okularów. Widział jedynie rozmazane barwy, choć zapewne po pewnym czasie odzyska ostrość wzroku. Najważniejszym było jednak to, iż rozpoznał jedną z najważniejszych osób w jego życiu. To dawało mu wolę, by nabrać kolejny oddech mimo bólu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wyspa Wielkanocna

avatar

Orientacja : ಠ_ಠ
Ekwipunek : Rapier, pistolet skałkowy, kord.
Wątki i powiązania : DEMONICZNI BRACIA RODRIGUEZ
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Moneyy, poweeer, gloryyy~!
User : Punk. (Chilijski. :c)
Liczba postów : 91
Join date : 03/03/2013
Skąd : Hanga Roa

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Nie Lip 06, 2014 7:55 pm

- Po słodką wodę to musielibyśmy chyba wejść do dżungli - stwierdził, rzucając niespokojne spojrzenie na gąszcz drzew. Tam było niebezpiecznie.
Położyli Jose w cieniu, układając go tak, by było mu jak najwygodniej, mimo że był przecież nieprzytomny. Moai otarł czoło i zerknął na Alfreda. Czegoś mu brakowało. W końcu sobie przypomniał.
- Gdzie są twoje okulary? - zapytał, rozglądając się. Jakby leżały gdzieś w pobliżu. - Pewnie kiepsko widzisz, co?...
Teraz, kiedy Jose zemdlał, Moai w zasadzie pozostawał sam. Wszyscy ocaleni należeli do przeciwnej załogi. Gdyby chcieli, mogliby bez problemu go zlikwidować... Nie, Chilijczyk powiedział przecież, że może im zaufać. Na razie. Ale musi uważać.
Po chwili pojawiły się kolejne osoby. I nadal nikt z ich załogi. Skinął im głową.
Już miał zaoferować Dominice pomoc - dojrzał bowiem, że jej ręka nieźle krwawi - kiedy obudził się ten blondyn, którego w ogóle nie kojarzył. Dziewczyna zajęła się nim, tak więc Moai postanowił nie przeszkadzać. Stanął obok Alfreda. Przejął się trochę tym, że chłopak kiepsko widzi, więc uznał, że będzie trzymał się blisko, w razie gdyby potrzebował pomocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Nie Lip 06, 2014 8:04 pm

-Rozumiem... Wejść wgłąb...
Choć widział tylko zarysy postaci, cieszył się. Czemu? Gdyż wzrok nie wysiadł mu całkowicie. To było najważniejsze. Wraz z Rodriguezem zaniósł Jose’a w cień. Cały czas stawiał kroki ostrożnie, mrużąc oczy i skupiając się na tym zarysie sylwetki Wyspy Wielkanocnej. Zdecydowanie było mu ciężko się na tym skupić. Odetchnął głęboko, a gdy doszli, położył chłopaka na ziemię. W cieniu. Odetchnął głęboko i wytarł czoło. Było niezwykle gorąco… Wzrok Ameryki był pusty. Bo i co się dziwić? Musiał niezłego mieć pecha, żeby w takim stopniu nie widzieć. Skierował spojrzenie na zarys dwóch kolejnych postaci. Była do Domi i Matt. On żył… Całe szczęście.
-Mattie… Żyjesz…-wymamrotał z ulgą.
Skierował teraz głowę w stronę brata Jose’a. No tak, nie miał okularów… No ale nawet z nimi chyba by nic nie widział. To było zdecydowanie przerąbane.
-Nie mam pojęcia, musiały mi zginąć przy tej bezsensownej walce… Ale mimo to…Widzę jedynie zarysy sylwetek…-pomasował sobie skroń, która nadal lekko krwawiła.
Skrzywił się. No pięknie. Teraz musiał dowiedzieć się, jak z rodzeństwem. Chłopak z wrogiej załogi widać był w dobrym stanie. Na szczęście. Alfred odetchnął.
-Domi, Matt… Wszystko z Wami w porządku?-tym razem…spojrzał po prostu w dal.
Po chwili usłyszał i głos Portugalii. Miał nadzieje, że ta nie będzie głupia i nie zaatakuje ,,wrogów”. Ale nie zapowiadało się na to. Zamknął oczy i zaczął je pocierać. Otworzył. Dalej nic… Ani trochę lepiej. Znów to zrobił i znów i znów… Nic. Eh. Miał nadzieje, że to minie, bo nie widziało mu się być niewidomym.
-Maria! J-Jest ktoś z Tobą…?-głos mu się zatrząsł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Nie Lip 06, 2014 8:38 pm

-Oprócz was widziałam tylko trupa.- odpowiedziała szybko. Przetarła dłonie aby je rozgrzać i zakasała rękawy. Złapała Alfreda delikatnie za ramie i przyciągnęła bliżej siebie. Pomachała mu przed oczami dłonią. Zero reakcji. Rana na głowie nie wyglądała na niebezpieczną.
-Widzisz cokolwiek?-zapytała z cieniem współczucia- Kolorowe plamy, mgłe czy tylko ciemność?-kciuk przyłożyła do jego dolnej powieki a palec wskazujący do górnej i naciągnęła je.
-Poruszaj okiem w górę i w dół...-robiła się nieco zaniepokojona. Co jeśli oślepł? Dała mu chwilę na poruszanie oczami. I co teraz z nim zrobić? Puściła jego powieki i cofnęła się o pół stopy. Rozwiązała swoje mokre włosy, przeczesała je kilka razy palcami i zaplotła w długi warkocz potem zdjęła buty i wylała z nich wodę.
Odwróciła się w stronę WW i podeszła nieufnie. Jego rana wyglądała paskudnie.
-Opatrzę cię, dobrze?-oznajmiła spokojnie.
Powrót do góry Go down
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Nie Lip 06, 2014 8:46 pm

Amerykanin drgnął na reakcję Portugalii. I szczerze, aż się wystraszył. Coś znowu zrobił, czy jak?! Jednak ta sprawdzała jego stan. Odetchnął głęboko. Pokiwał głową spokojnie. Mimo pustki w oczach spojrzał to w górę, to w dół. Był blady. Choć to głównie przez słowa o trupie.
-Widzę ciemność. I jakąś białą mgiełkę robiącą za zarys postaci. Coś w tym guście.-pokiwał głową.-Trupa? Ktoś ważny...?
Według niego każdy był ważny, ale każdy wiedział, że miał na myśli resztę rodziny. Czytaj : Anglika, albo Seszele. Skierował oczy na chłopaka stojącego obok.
-Czemu nie mówiłeś, że jesteś ranny?-skrzywił się, wyglądając na zmartwionego.-Mogłeś paść z wycieńczenia, niosąc Jose'a!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wyspa Wielkanocna

avatar

Orientacja : ಠ_ಠ
Ekwipunek : Rapier, pistolet skałkowy, kord.
Wątki i powiązania : DEMONICZNI BRACIA RODRIGUEZ
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Moneyy, poweeer, gloryyy~!
User : Punk. (Chilijski. :c)
Liczba postów : 91
Join date : 03/03/2013
Skąd : Hanga Roa

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Nie Lip 06, 2014 8:58 pm

Moai wzruszył ramionami.
- Były większe zmartwienia, niż to - odparł, wskazując na przesiąknięty krwią materiał na brzuchu. No dobra, może nie wyglądało to AŻ TAK szczęśliwie, ale był pewien, że stan niektórych był jeszcze gorszy. Na przykład takiego Jose.
Skinął głową na propozycję Marii, chociaż nie lubił, kiedy ktoś go dotykał. Ale musiał się chyba przyzwyczaić, że jeśli chciał przeżyć, to o takich głupich fobiach trzeba było zapomnieć.
Usiadł w cieniu, tuż przy dwóch już leżących, żeby dać się opatrzyć.
- Twoje okulary bardzo by się przydały - powiedział cicho do Alfreda. - Moglibyśmy rozpalić ognisko. Może są gdzieś na tej wyspie?
Raczej wątpliwe, ale nadzieja umiera ostatnia. Musieli zacząć już myśleć o przeżyciu, jeśli nie chcieli umrzeć pierwszej nocy. A ogień był jedną z podstawowych rzeczy. Tak jak i woda...
Zerknął w stronę dżungli. W końcu będą musieli tam wejść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dominica

avatar

Orientacja : Hetero
Wątki i powiązania : Skrzypce i ciasto moim życiem. A, i Francis i Arthur się mną opiekowali.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Proszę cię, jestem kierownikiem wodopoju.
User : Didime
Multikonta : nie mam C:
Liczba postów : 100
Join date : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Nie Lip 06, 2014 9:50 pm

Usłyszała dobrze znany sobie głos Matta. Spojrzała na niego, potem na zebranych wokół, a potem znów na niego.
-Mattie!- powiedziała, choć bardziej zahaczało to o radosny pisk czy krzyk. Chciała go wytulić, ale bała się go dotknąć, by nie zadać mu niepotrzebnego bólu. Nie wiedziała bowiem, czy czasami, oprócz prowizorycznie opatrzonej głowy, nie ma innych ran. Odgarnęła delikatnie kosmyki włosów z jego czoła i zapytała
- Mattie? Jak się czujesz? Masz jakieś rany oprócz ten na głowie? Próbowałam ci to opatrzyć...
Po jego minie widać było, że boli go równie jak jej ręka. Chciała pomóc mu się podnieść, ale gdy tylko wyciągnęła obie ręce w jego stronę.
Znów.
Ból.
Kolejny lwi ryk, gdyż nie miała w zwyczaju piszczeć jak dziewczynka jeśli chodzi o ból. Spojrzała na rękę. Było coś z nią mocno nie halo.
Może ją odciąć?
Przynajmniej tyle dobrego, że to lewa.
Musi coś z tym zrobić. Szybciutko.
Rozglądnęła się. Maria właśnie opatrywała tego chłopaka. I dobrze, on był poważniej ranny. Przyda mu się pomoc. Rozglądała się więc dalej. Na jednym z drzew kilka metrów dalej zwisała liana.
- Poczekaj... sekundkę...
Podniosła się więc, bo zechciała jej użyć jako opaski uciskowej. Podniosła i postawiła kilka kroków, ale nogi zatrzęsły się jak galareta i znów padła. Było jej coraz słabiej. Więc tym bardziej musiała to załatwić szybko.
Raz, dwa, trzy.
Wstała i zaczęła biec, a gdy ugięły się pod nią ponownie kolana, przejechała na nich metr, chwytając wcześniej jeszcze lianę. Dobyła sztyleciku i ucięła ją, a następnie szybko i mocno zawiązała około dziesięć centymetrów nad raną. Wiązanie było tak mocne, że aż bolało. To dobrze, bo odwracało uwagę od tego prawdziwego bólu.
Dotknęła ręki z drugiej strony, jakby przeciwlegle do rany. Kolejny ryk, bo wyczuła, w którym miejscu jest kula. Przeszła kilka centymetrów od kości. Może ją lekko uszkodziła, ale przebywała w tym lelawym miejscu, że można ją było wyczuć palcami. Cholera.
Raz, dwa, trzy.
Szybkim ruchem dźgnęła palcem, sprawiając, że kula przemieściła się bardziej w stronę wyjścia. Ale nadal nie znajdywała się na wylocie.
Spojrzała na linię wody znajdującą się kilka metrów dalej. Teraz już nie wstanie, więc doczołgała się tam i przemyła rękę, którą miała być wykonywana operacja. Jeszcze brakowało, żeby dostał się do niej piasek.
No, dajesz Domi. Nie jesteś palcem robiona.
Zacisnęła zęby i jednym szybkim ruchem zanurkowała palcami w ranie, wyciągając problem.
Nie będę pisać że przy akompaniamencie ryków, no bo to oczywiste. Ale rozchodziły się i to dość rozlegle. Nowym dodatkiem mogą być łzy, które zaczęły ciec same z siebie
Ale się udało. Mocniej krwawiło, bolało jak cholera, ale stopniowo ból ulegał zmniejszeniu. Czyli bolało trochę mniej niż wcześniej.
Teraz tylko się nie wykrwawić.
Kulę wsadziła do kieszeni, przemyła rękę i ranę wokół, bynajmniej nie dobijając się wlewaniem słonej wody do rany i czołgając się w stronę kompanii, krzyknęła mocno łamiącym się głosem
- Macie... cokolwiek... by zatamować...
A kilka metrów dalej padła twarzą w piasek ze zmęczenia.
Próbowała się podnieść, ale ręka się pod nią ugięła.
-Aaalbo nie. Tak jest bardzo przyjemnie.
I ułożyła głowę na kupce piasku, patrząc w dal.
Co z krwawiącą ręką? Poczeka. Taki ładny widoczek. Najwyżej się opatrzy jak już się zdrzemnie.
Minutę? Piętnaście? Całą wieczność?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pon Lip 07, 2014 10:08 am

Uklękła obok Rodrigueza i powoli zaczęła rozwiązywać jego "opatrunek". Gdy jej oczom ukazała się rana, która najprawdopodobniej wywołana była przez ostry kawałek drewna, wstała i podbiegła do nieżyjącego Jacka i zaczęła przeczesywać jego okazałe kieszenie w poszukiwaniu czegoś konkretnego. Przydatne były tylko dwie półlitrowe butelki wódki.
Podeszła do WW, ucięła kawałki materiału ze swojego płaszczu. Jeden nasączyła wódką i zaczęła obmywać mu ranę.
Powrót do góry Go down
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pon Lip 07, 2014 2:30 pm

Młodzieniec kierował niewidzące nic oczy w stronę Moai’a. Uśmiechnął się krzywo. Ta, były ważniejsze rzeczy od tego… No, ciekawe jakie. Odetchnął głęboko. Modlił się w duchy, żeby nikt nie zginął, prócz faceta, którego widziała Portugalia. Jakoś mu się to nie widziało. Wsunął dłonie do kieszeni i usiadł na ziemi, przez co dość mocno walnął tyłkiem o glebę. Skrzywił się, ale to wszystko. Oj tam, gorszy ból przeżywał, jeśli mowa była o tym momencie. Zamknął oczy. Hm… Niewielka różnica.
Wsłuchiwał się w słowa każdego z osobna. Tak, okulary by się przydały, tutaj Moai miał rację. Ale Alfred potrafił odpalać ogień dwoma kamieniami! Więc co to za problem?! No właśnie… Jest problem. Osiemnastolatek mimo wszystko widział jedynie mgiełki. Wątpił, czy by mu się to udało. Już otworzył usta, żeby o tym powiedzieć, gdy po chwili zrezygnował. Pierwszy raz od dość sporego czasu, z jego strony nie było nic, prócz ciszy. Trochę się bał, szczerze powiedziawszy. Zwłaszcza słysząc głosy wydobywające się z ust siostry. Przygryzł lekko dolną wargę. Czuł się beznadziejnie, kiedy nie mógł zbyt wiele zrobić. Naprawdę… Otworzył puste teraz oczy i można by rzec, że się rozejrzał. E tam, że nic nie widzi, zawsze można się rozejrzeć… Skierował spojrzenie w stronę Portugalii i Wyspy Wielkanocnej. A potem na Domi.
-…S-Sis…?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wyspa Wielkanocna

avatar

Orientacja : ಠ_ಠ
Ekwipunek : Rapier, pistolet skałkowy, kord.
Wątki i powiązania : DEMONICZNI BRACIA RODRIGUEZ
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Moneyy, poweeer, gloryyy~!
User : Punk. (Chilijski. :c)
Liczba postów : 91
Join date : 03/03/2013
Skąd : Hanga Roa

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pon Lip 07, 2014 8:38 pm

Syknął cicho. Rana piekła nieznośnie. Zacisnął zęby.
- Dziękuję - mruknął do dziewczyny. Był naprawdę wdzięczny, sam raczej nie dałby rady się porządnie opatrzyć.
Zerknął na Jose, żeby nie myśleć o bólu. Żeby tylko wszystko było z nim dobrze...! Dopiero co odzyskał brata, nie mógł go przecież teraz stracić.
- Powinniśmy poszukać wody - odezwał się w końcu, raczej do wszystkich, niż do kogoś konkretnego. Bo taka była prawda. Bez wody długo nie pożyją. - Trzeba będzie wejść w głąb dżungli...
Niby nie za bardzo mu się to podobało, ale z drugiej strony kto wie, co czekało na nich w tym gąszczu? Może chłodne jezioro. Może palmy kokosowe i bananowce. Może ratunek w postaci przyjaznych tubylców z wielką łodzią.
A może osada kanibali, albo dzikie zwierzęta, albo jakaś zaraza... kto wie. Tak czy inaczej, na pewno miało to być coś ciekawego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kanada

avatar

Orientacja : Piękno miejsce swe ma w duszy, cóż więc ciało znaczy?
Wątki i powiązania : Wspomnienia potęgi Brytyjskiej.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Poprzysiągł zemstę na tych, którzy odebrali jedno z najważniejszych dla niego osób.
User : Meanness
Liczba postów : 48
Join date : 03/09/2013
Skąd : Ottawa

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Wto Lip 08, 2014 8:05 pm

Starał się wsłuchać w odgłosy w okół niego, by zapomnieć o bólu. Usłyszał głos swego brata, kolejny krzyk siostry i dźwięki rozmowy, nieznane mu głosy. Czuł, że jest blisko osób, którym może ufać. Nie poruszał głową, więc jedynym co widział było błękitne niebo i liście roślin, które dawały mu cień. Uśmiechnął się delikatnie. Mimo tego jak ogromne nieszczęście ich spotkało, wciąż byli razem, a nawet nowe osoby pojawiły się przy nich. Dopóki nic nie rozdzieliło ich rodziny, wszystko było dobrze. Rodzina... Ach, właśnie! Nie słyszał głosu Anglika. Czyżby jeszcze go nie odnaleźli? A może wolał, jak zwykle, być sam i znajdował się w innej części wyspy? A może... Nie. Nie chciał myśleć, że jego wręcz nieśmiertelnemu opiekunowi mogła stać się krzywda. On był jego nadzieją. Gdy wszystko upada, on zawsze stał prosto, patrząc przed siebie, nigdy nie padał na kolana, choćby cały świat był przeciwko niemu. Ten obraz dawał siłę młodzieńcowi, by przeżyć każdy kolejny, nieznany dzień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pią Lip 11, 2014 9:26 am

MG
Można by uznać, że słowa Javiera miały jakąś moc sprawczą, zapewne jednak był to jedynie przypadek. Zrządzenie losu, że gdy tylko wspomniał o wodzie, pogoda zmieniła się diametralnie w przeciągu kilku tylko minut.
Nagle uaktywnił się wiatr, który targał waszymi ubraniami i spieniał ocean, a potem jeszcze napędził ciemnych, czarnych wręcz chmur, które przysłoniły cały horyzont. Nagle nie było już widać słońca i zrobiło się podejrzanie zimno
Huknęło potężnie, a niebo na parę sekund rozjaśnił piorun. Rozległ się jakiś przeraźliwy jęk, jakiś obmierzły trzask - a stojąca nie tak daleko palma nagle stanęła w płomieniach. Żeby tylko tyle! Zaraz zachybotała niebezpiecznie, ułamała i z całym impetem uderzyła o ziemię, prawie że przygniatając leżącą tuż obok Dominicę.
Ogień tańczył, nadal wam zagrażając - miał wyraźną chrapkę na ludzkie mięso. Gdzieś w oddali ponownie błysnęło. Nie padało. Jeszcze.


//bo za długo nie było nowych postów!//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pią Lip 11, 2014 1:12 pm

Amerykaniec siedział tak w milczeniu. Czemu? Nie wiedział co ma mówić... A to tak czy siak było dziwne. Przy okazji podczas życia na statku nauczył się nieco pokory. Nie do końca wiele, ale zawsze. Zresztą, co miał robić, bądź mówić, jeśli nic nie widział? Czuł się jak kretyn... Nagle poczuł, jak zrywa się wiatr. Pięknie... Teraz?!? Kiedy mają nieprzytomnego? Rozejrzał się, jednak co z tego? Nic to nie dało. Chociaż nie, wróć! Mimo czarnego obrazu przed oczami, ujrzał biały błysk. A następnie usłyszał uderzenie i poczuł gorąco. Zerwał się na rowne nogi i wyszukał ręką kogoś...w tym przypadku Dominice...odciągając lekko na bok. Stanął jak wryty, po czym skierował puste oczy w bliżej nieokreślonym kierunku.
- No to pogoda zrobiła sobie z nas jaja... Ej. Coś się pali, nie...? - zapytał dla pewności.
No co za...! Odciągnąłby więcej ludzi, ale był ślepy, kurka! Nie wiedział, czy nie pociągnął kogoś z mocnymi obrażeniami. ...Ale że mnie deeeeebil!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dominica

avatar

Orientacja : Hetero
Wątki i powiązania : Skrzypce i ciasto moim życiem. A, i Francis i Arthur się mną opiekowali.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Proszę cię, jestem kierownikiem wodopoju.
User : Didime
Multikonta : nie mam C:
Liczba postów : 100
Join date : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pią Lip 11, 2014 2:58 pm

Jedno czerwone ziarenko, drugie czerwone ziarenko, czerwony kamyczek, trzecie czerwone ziarenko..
o, muszelka.
Domi powoli czuła że opuszczają ją siły. Pewnie zapytała za cicho, dlatego nikt nie zareagował na jej prośbę.
Jęknęła cicho. Robiło się coraz zimniej. A może to ona miała gorączkę?
Spojrzała w niebo, które rozbłysło na chwilę dzięki błyskawicy. Burza?
- Bogowie się gniewają...- powiedziała cicho, przełykając ślinę. To stało się tak szybko...
- Powinnam...wyczuć..powinnam..ostrzec...- zaczęła cichutko majaczyć, leciutko dysząc. Miała lekki stan podgorączkowy, a płaszcz zostawiła kilka metrów dalej, nie mogąc go dosięgnąć i się nim okryć.
Spojrzała w górę. Palma niczym pochodnie na jej wyspie płonęła takim pięknym światłem. I światło to stawało się coraz bliższe jej małej osóbce, by potem paść kilka metrów od młodej wyspiarki.
Jak...cieplej.
Ogień.
- Zróbcie pochodnie...- powiedziała cicho, trochę głośniej- ogień...przyda się wam...- dodała. Wiedziała, że pewnie zaraz straci przytomność, więc chciała przekazać im jak najwięcej informacji. Co jeszcze mogła im powiedzieć...?
- Najlepiej znajdźcie... suche... nisko położone miejsce... woda przewodzi...- dodała cicho i przymknęła oczy. Szybko!
- Nie jedz...cie...podejrzanych... i uważajcie...pod nogi...zwierzęta...
I odleciała.

//proszę o pomijanie mnie aż do 22 lipca, gdyż jadę na wakacje :v Do tego czasu Domi nieprzytomna xD //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jan Mayen

avatar

Orientacja : Nie będę się wypowiadać na ten temat.
Ekwipunek : Dwa sztylety
Wątki i powiązania : Siostra Norwegii i Islandii
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Kh!- Po cholerę ci ta informacja?
User : Mayek / Sesz
Multikonta : Brazylia
Liczba postów : 137
Join date : 13/03/2012
Wiek : 24

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Nie Lip 13, 2014 11:26 am

// Tak wiem. Kochacie mnie, tęskniliście. Więc macie moje wypociny, które zapewne nie mają sensu, bo boli mnie głowa :"I //
Jak to było? Ach tak. Dwaj narwani kapitanowie. Jeden gorszy od drugiego. Niestety Sesz jest pokojową osobą. Niestety... Nie chciała się bić. Omijała ciosy i biła się, by nie zabić. Bardziej martwił ją stan ludzi. Miała przewieszoną ciężką apteczkę przez ramię. Wypełnioną po same brzegi. Udało jej się pomóc dwóm osobą. Jednak... Pamięta. Ktoś przejechał ostrzą szablą po jej plecach. Rana była płytka, ale bardzo bolesna. Co jeszcze pamięta?... Ogień i krzyki, a po tym wodę. Złapała coś. Skrzynię na którą się wspięła. Pamięta walący się masz. Odłamki drewna. Jej plecy które ucierpiały jeszcze bardziej. Po tym była już tylko pustka. Czerń i samotność.
Otworzyła niepewnie oczy i złapała łapczywie powietrze, by zaraz znowu zostać przykrytą przez fale. Utknęła. Na tyle by oddychając ale też na tyle by krztusić się wodą. Zajęło jej chwilę nim nie zorientowała się, że skrzynia poszła na dno. Ciągnąc ją za materiał sukienki. Zanurkowała i szarpnęła skrzynią. To był bardzo duży błąd. Poczuła przeszywający ból w plecach. Przypomniała sobie rany. Wynurzyła się i spojrzała na brzeg. Nie widziała nikogo. Nawet innych odłamków statku tu nie było. Musiała być gdzieś- zaraz. To czyjeś krzyki! Na pewno!
To ją zmotywowało. Zanurkowała po raz kolejny, zaparła się nogami o dno i zaczęła przesuwać skrzynię. Ból był straszny. Widziała czerwone smugi w wodzie. A sól wcale nie pomagała. Jednak jej wysiłek się opłacił opadła na kolana przy samym brzegu. Dalej nie da rady. Woda jako-tako pomagała. Otworzyła skrzynię uwalniając spódniczkę. Kilka butelek rumu. Mimo wszystko tylko jedna się uchowała. To dobrze. Będzie można obmyć rany. Wyrzuciła szkło za siebie, by nie przeszkadzało. Co dalej. Jej torba! Zbawienie! Brakowało kilku rzeczy. Jednak liczyło się, że była. Kilka niepotrzebnych materiałów. Nie. Teraz wszystko było potrzebne. Upchnęła je do torby, a jeden z męskich i co prawda za dużych płaszczy zarzuciła na ramiona. Nikt nie zobaczy jej pleców. Ona przeżyje gorzej jak z innymi. Alfred! Co z nim?! Zarzuciła torbę na ramię i ruszyła brzegiem. Dopiero teraz miała okazję by się rozejrzeć. Wyspa. Miała już z takimi spotkania. Może nie przyprawi jej to dużej ilości kłopotów. Z zamyśleń wyrwał ją błysk, a zaraz po nim grzmot. Burza. Najbardziej przerażająca rzecz. Pisnęła cicho i przyśpieszyła. Zaraz zobaczyła wszystkich. Odetchnęła z ulgą. Był ogień. Ale żyli.
-Alfred! - Wrzasnęła jak najgłośniej. I dopiero w tym momencie przekonała się, ze nabieranie dużej ilości powietrza do płuc jest głupie. Naciąga wtedy skórę i rany bolą jeszcze bardziej.
-Jose, Domi, Maria... - powiedziała rozróżniając ich. Cieszyła się. Bardzo. Nie widziała jednak nigdzie Anglii. Ani... Mało ich. Stanowczo za mało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Nie Lip 13, 2014 3:22 pm

To wszystko było beznadziejne... Każdy był ranny. Nie wiedział jak z Marią, jednak u reszty wystąpiła jakakolwiek, choć jedna rana. Do tego burza. Nie widział, a słyszał... A to było okropne. Alfred zawsze polegał na wzroku i sile. Jednak teraz co mu z tego? Siły miał mniej. Nie widział. Nie był przyzwyczajony do polegania na innych zmysłach. Niestety... Skrzywił się, odchodząc od palmy jeszcze krok. Czuł gorąco bijące od ognia.
Nagle usłyszał dobrze sobie znany głos. Szybko przeniósł wzrok pustych oczu gdzieś w tamtym kierunku. Chociaż jedna! Jeszcze Anglik...!
- Vic! - uśmiech pojawił się na twarzy młodzieńca.
Seszele była mu bliska, więc cieszył się niemiłosiernie, że ta przeżyła! Co do każdego się strasznie radował, więc wyobraźcie teraz jak to musiało wyglądać w sprawie z Victorią... Nie widział jej... Jednak słyszał. To mu wystarczyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jan Mayen

avatar

Orientacja : Nie będę się wypowiadać na ten temat.
Ekwipunek : Dwa sztylety
Wątki i powiązania : Siostra Norwegii i Islandii
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Kh!- Po cholerę ci ta informacja?
User : Mayek / Sesz
Multikonta : Brazylia
Liczba postów : 137
Join date : 13/03/2012
Wiek : 24

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Nie Lip 13, 2014 3:41 pm

Szła w jego stronę próbując zorientować się w rannych. Brzuch, noga, ręka... Wszystko porozwalane. Znowu spojrzała na Alfreda. Krew. Nie wyglądał jednak jakby rana miała mu robić wiele problemów. Nie miał okularów. To był problem. Wiedziała jak słabo bez nich widzi. Alfred jest silny, mógłby wiele pomóc. Rozejrzała się jeszcze ostatni raz. Tragedia. Trzeba wszystkich zebrać, opatrzyć, zrobić schronienie na noc i przed deszczem. Rozpalić ognisko i co najważniejsze... Znaleźć wodę. Jednak, teraz miała Alfreda. A słysząc kolejny grzmot wtuliła się w niego mocno, nie przejmując się bólem.
-Alfi... Bałam się... - pociągnęła nosem powstrzymując łzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Nie Lip 13, 2014 6:05 pm

Młodzieniec nie miał okularów, fakt. Jednak nawet gdyby miał, niewiele by to dało. Obraz przed jego oczami nie był zamazany. Był czarny. Nie widział nic. Już nawet te mgiełki naokoło sylwetek innych były słabo przez Alfreda widoczne. A oczy chłopaka mówiły coś w stylu "niewidomy". Może nie do końca, ale w ogromnym stopniu. Sam nie wiedział, co musiało się zdarzyć, żeby tak się stało. Ale cóż poradzić? Seszele widocznie tego nie zauważyła. Pomyślała, że chłopak źle widzi bo nie ma okularów. To dobrze. Przynajmniej Alfie tak twierdził. Przymknął powieki czując, jak Victoria się do niego przytula. Znów uśmiechnął się szeroko, po czym sam również odwzajemnił ten uścisk. Delikatnie, gdyż nie miał pojęcia, czy ta nie należy do rannych.
-Już nie masz się czego bać, of course! I'm with you.-ostatnie zdanie powiedział do dziewczyny szeptem, a nadal czując ogień, skrzywił się delikatnie.-Chyba palma się podpaliła, czy coś. Trzeba się przenieść w jakieś bezpieczniejsze miejsce. Ale nie wiem jakie. I nie wiem, kto jest nieprzytomny.
Skierował na nią puste ciągle oczy. Rajciu... Czuł się dziwnie nie mogąc jej choćby w maleńkim stopniu dostrzec. Westchnął. Łatwiej by mu było, gdyby stał się głuchy. Chociaż wiedziałby co, gdzie, jak i po co. A tak? Nic nie widział, co było dla niego przekleństwem. Czuł się nieco jak kula u nogi. Skrzywił się lekko i puścił dziewczynę. Ona mogła pomóc, więc...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   

Powrót do góry Go down
 
BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY
Powrót do góry 
Strona 2 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Bezludna Wyspa - Survival Time.
» Wyspa Twarzy
» Wyspa Endor
» Event #9 | Ślub w Lucky Coin | Zapowiedź {odroczona w czasie}
» Kronika rodu Tarth

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pirate Hetalia :: 
 :: 
E v e n t y
-
Skocz do: