IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Jan Mayen

avatar

Orientacja : Nie będę się wypowiadać na ten temat.
Ekwipunek : Dwa sztylety
Wątki i powiązania : Siostra Norwegii i Islandii
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Kh!- Po cholerę ci ta informacja?
User : Mayek / Sesz
Multikonta : Brazylia
Liczba postów : 137
Join date : 13/03/2012
Wiek : 24

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pon Lip 14, 2014 11:09 am

Skrzywiła się czując ból. Miała nadzieję że krew nie przebije się przez płaszcz. Choć czuła jak pojedyncze stróżki spływają po żebrach. Chodziła. Była nawet w miarę sprawna. A to teraz było bardzo potrzebne. Fakt. Nie poświęciła za wiele czasu na ocenie stanu Ame. Nie chciała go puszczać. Czuła się przy nim bezpiecznie. Jednak w końcu to nadeszła. Zacisnęła dłonie w piąstki i rozejrzała się po raz kolejny. Jose ma względny opatrunek. Choć to pewnie wiele nie da. Musi obejrzeć ranę, ale pierw ważniejsi. Javier też jest opatrywany. Nie zdziwiło ją że Maria nie ma poważniejszych obrażeń. Jest w końcu silną kobietą. Jeszcze dwójka. Domi, zemdlała i jest we krwi. Nie dobrze, ją się zajmie jako pierwszą. Zdjęła z włosów poszarpaną wstążkę, drugą już zgubiła, i upięła włosy w kucyk.
-Alfie, pomożesz mi, dobrze? Pokieruje tobą.- starała się mówić pewnie i udawać że nie boi się wszystkich błysków.
-Według mnie nie powinniśmy się ruszać z plaży. Jak na razie. Noc bez wody wytrzymamy. A i chyba nawet zacznie padać. Ruszymy gdy wszyscy będą opatrzeni. - sama nie nie miała pewności do kogo to mówi. Może do Alfreda. Może do siebie?
Podeszła do Domi i kucnęła obok niej. Strasznie dużo krwi. Wszystko z ręki. Musiała zostać uszkodzona tętnica, albo żyła. Ale już by nie żyła. Zmarszczył brwi próbując dostrzec co jej się stało. Nie może tego robić tutaj. Zawołała Amerykę.
-Musisz ją przenieść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Wto Lip 15, 2014 4:53 pm

To wszystko było męczące. Dla niego. Z pewnością i dla reszty. Nic nie szło po ich myśli. Ale nie czas teraz na marudzenie! Trzeba ratować ludzi z tego bagna! Cholera z tym, że był ślepy. A co! Przeprostował ręce i podszedł do Seszelki. Wyszukał dziewczynę rękami.
-W porządku! Ale jeśli się z nią na rękach wywróce, to będzie Twoja wina!-zażartował.
Kucnął ostrożnie wyszukując rękami głowę i nogi Dominicy, po czym złapał ją w ramionach i zgięciu nóg. Nie był pewien, czy w ramionach. Jednak na pewno gdzieś w okolicy. Wstał, podnosząc siostrę. Z nią na rękach skierował puste oczy w dal, przed siebie.
-Gdzie ją przenieść?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jan Mayen

avatar

Orientacja : Nie będę się wypowiadać na ten temat.
Ekwipunek : Dwa sztylety
Wątki i powiązania : Siostra Norwegii i Islandii
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Kh!- Po cholerę ci ta informacja?
User : Mayek / Sesz
Multikonta : Brazylia
Liczba postów : 137
Join date : 13/03/2012
Wiek : 24

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pią Lip 18, 2014 9:01 am

Prychnęła pod nosem. Że też on jeszcze miał ochotę na takie żarty. Teraz trzeba było wszystko przygotować. Otworzyła torbę i wyjęła z niej płaszcz. Rozłożyła go ostrożnie na ziemi obok Jose. Wróciła się i złapała Alfreda za ramię i delikatnie go pociągnęła w stronę przygotowanego legowiska.
-Tutaj. Obstawiam, że nie obejdzie się bez szwów. Mam apteczkę, nie jest niestety kompletna. Bandaży może starczyć tylko na opatrzenie wszystkich jeden raz. Ale jest cała szpulka nici która możliwe, że się później przyda i szpulka z żyłką. Zaszyje rany i zabezpieczę przed bakteriami -puściła w końcu Ame i zaczęła grzebać w torbie - Mam jeszcze butelkę rumu. Przyda się do oczyszczania ran.
Kiwała delikatnie głową przeglądając zawartość apteczki. Dobrze wiedziała na ile ran starczy opatrunków. Głowa Ame, ramie Domi, noga Jose i brzuch Raviera. Ale przecież jest jeszcze ktoś. Gdzie on znowu jest. Wyprostowała się i rozejrzała mrużąc oczy.
-Kto jest jeszcze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pią Lip 18, 2014 1:10 pm

Chłopak już znów miał zażartować, że ślepy nie powinien nosić ludzi, ale poczuł, jak dziewczyna go prowadzi. Od razu lepiej. Chociaż wiedział, że idzie dobrze. No, powiedzmy sobie szczerze, jego słuch nie działał aż tak dobrze, żeby określić dokładne ustawienie Seszelki. Stanął w miejscu i niepewnie, ostrożnie położył Dominice na legowisku. Ekhm... Może nie dokładnie, ale mniej więcej. Wyprostował się i spojrzał w kierunku Victorii. Uniósł brew.A to niby on był ślepy... Ale jaja.
-A no... Jest tutaj Domi, Maria, Jose, braciszek Jose'a, którego tak bejdełej imienia nie pamiętam...-zmarszczył brwi wyliczając osoby na palcach.-...Matt, ja i Ty.Nikt więcej się nie znalazł...
Skrzywił się delikatnie. Tak przynajmniej mu się wydawało... No. Zamknął oczy czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Może ktoś prócz nich otworzy japę i zacznie coś gadać...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pią Lip 18, 2014 2:04 pm

Powoli zaczęła wracać mu świadomość.
Bolało go całe ciało, był wykończony. Przez chwilę powieki były dla niego za ciężkie i nie był w stanie otworzyć oczu - i wpadł w panikę.
Zapomniał o tym, że rozbili się na wyspie. Zapomniał bitwę. Zapomniał, że udało mu się wtedy uciec. Znowu był pod wrogim pokładem, targany gorączką, bólem i nienawiścią do pewnego Japończykq. Każda chwila mogła być jego ostatnią, a uwiązany obok Martin skończył tak z jego winy...
Właśnie, Argentyńczyk! Gdzie on był? Gdzie?
-Martin!- praktycznie krzyknął, nagle odnajdując siłę, żeby podnieść się do siadu. Gdy wreszcie otworzył oczy zdał sobie sprawę, że nie był już na statku. Był na świeżym powietrzu. Nie miał jednak czasu na rozglądanie się na boki i podziwianie widoku - tuż przy nim paliła się palma. Ogień był co prawda na bezpiecznej odległości, ale i tak za blisko. José zerwał się na równe nogi, zapominając o stanie swojej stopy i niemalże od razu upadł z powrotem na plecy. Prawie też ryknął z bólu, ale w ostatniej chwili zacisnął mocno zęby i wyszedł tylko zduszony jęk. Odczołgał się od palmy, zostawiając na piasku krwawy ślad i dopiero wtedy się rozejrzał. Widział parę niewyraźnych sylwetek, a wśród nich... Wśród nich blondyn!
-Martin!- powtórzył głośno, z nadzieją. Dopiero wtedy przetarł oczy i dostrzegł, że to nie był on. To był Alfred. Lubił Amerykanina i normalnie być może poczułby choć trochę entuzjazmu. Tym razem jednak jego widok sprawił mu tylko zawód. Tak samo jak Victoria.
Gdzie oni, do cholery, byli? I co się stało? Jak uciekł i gdzie była jego załoga? 
W jego umyśle była ciemna plama, zakrywająca część wspomnień.
-Gdzie on jest?- dodał gniewnie. Nie miał pojęcia co się działo, ale stanowczo mu się to nie podobało. I naszła go ochota uderzenia kogoś, najlepiej pochodzącego z Japonii.
//jeden na dzień można i na fonie xD


Ostatnio zmieniony przez Chile dnia Pon Lip 21, 2014 2:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pon Lip 21, 2014 1:31 pm

Najchętniej po prostu zostawiłaby ich tu i poszła siną w dal odgrywając własną wersję Robinsona Cruzoe. Ale wiedziała, że nie może, to byłoby prawie nieludzkie. Przecież nie było aż tak źle... to tylko 4 osoby, które straciły przytomność, i jeden niewidomy.
I jeszcze płonąca palma i burza. Halleluja, chwalmy pana!
Spojrzała na Victorię. Gdyby teraz odeszła nie miałaby wyrzutów sumienia z powodu zostawienia rannych samych, bo przecież Sesz tu była. Lecz Picalut sama sobie z nimi nie poradzi.
Omiotła wzrokiem wszystkich rozbitków. Żaden z nich nigdy jej nie zaszkodził, wręcz przeciwnie- większość z nich nawet lubiła.
Podeszła do nich i kucnęła blisko Dominici. Miała ochotę rozpłakać się jak mała dziewczynka, ale wiedziała, że nic to nie da. Musiała być silna. Albo przynajmniej taką udawać. Z zawziętością wpatrywała się w twarz Dominici.
Gdy usłyszała głos Jose odwróciła się jak na komendę. Podniosła się z ziemi i podeszła do niego szybko.

//Jakby były jakieś niedopatrzenia to sorry, bo nie ogarniam za bardzo. XD
Powrót do góry Go down
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pon Lip 21, 2014 2:12 pm

Kolejna sylwetka weszła w jego pole widzenia. I zbliżała się w jego stronę. Szybko.
Oczywiście pierwszym odruchem skołowanego, rannego pirata było ocenienie zagrożenia- czy istniało i jak duże było. Chilijczyk zmrużył oczy, postanawiając najpierw poznać tożsamość owej postaci.
Dość szybko ją skojarzył. Oczywiście, że tak – znał ją. Maria. Nie żywił do niej jakiejś osobistej niechęci, nie miał żadnych sporów czy waśni. Właściwie to wręcz przeciwnie, była jedną z najnormalniejszych osób w ich „rodzince”. Ale w takich momentach ważniejszy był fakt, że była z wrogiej załogi.
A jeśli była z wrogiej załogi to nie mogła mieć przyjacielskich zamiarów, czyż nie?
Zwłaszcza, że Jose jakoś umknął z pamięci ten drobny fakt, że już dawno uciekł z ich niewoli. Doszedł więc do całkiem logicznego wniosku, że chciała go znowu zaciągnąć do tej dziury, tego piekła. A że wcześniej dość ostro przekonał się o fakcie, że chodzić nie może, zaczął gwałtownie czołgać się do tyłu, odbijając się ramionami i zdrową stopą, stękając cicho w wysiłku.
Zdawał sobie jednak sprawę, że w ten sposób jedynie gorzej się zrani. Dlatego też szybko chwycił sztylet, który jeszcze mu się ostał i zamachał nim przed sobą.
-Nie zbliżaj się- wycharczał, a potem zaniósł się kaszlem. Dyszał ciężko, był osłabiony i kręciło mu się w głowie, nie zamierzał jednak odpuszczać.- Co z nim zrobiliście?
Wpatrywał się w nią z jawną wrogością, niczym zwierzę przyparte do muru. W jego wzroku widać było też jednak zmieszanie, zdezorientowanie. Nie wiedział co się działo. Nie miał siły udawać, że było inaczej.

//Nikt nie wie co tu się dzieje D:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Islandia

avatar

Orientacja : Tu du du duuum. *dhramatyczna muzyczka* Nie wiem.
Ekwipunek : AŻ sztylet \o/
Wątki i powiązania : Brat Jan Meyen i Norwegi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Eee... Ee?
User : Ymel
Liczba postów : 18
Join date : 05/07/2014

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pon Lip 21, 2014 6:40 pm

Obudził się gdzieś daleko, leżąc bezwiednie na plaży i niezbyt pamiętając co się działo. Ubranie miał zniszczone, jeden but gdzieś się zgubił, a drugi pomimo dość długiego leżenia na słońcu wciąż w środku miał sporo wody.
Podniósł się do pozycji siedzącej łapiąc się za bolącą głowę. Gdy odjął od niej rękę zauważył, że ma na niej coś czerwonego. Najwyraźniej rozciął ją sobie, ale już jakiś czas temu, bo krew przestała się już lać, choć wciąż była dość świeża i lepiąca. Powinien ją przemyć, bo piasek, ale nie ma czym, bo morze. Ugh, i całe ciuchy z przody wciąż były mokre. Mógł leżeć na plecach, ale nie, bo leżał na brzuchu. Wolałby mieć mokre plecy... Ale wtedy miałby też mokry tyłek... To może jednak lepiej mokre z przodu...? Eee... Nie, jednak nie. Lepiej mokre z tyłu.
Niepewnie stanął na nogi oceniając swój stan na wirującą z głodu głowę i lekko zadrapane kolana oraz dłonie. Zapewne upadła. Ale dlaczego? I gdzie wywiało resztę załogi?
Rozglądając się wokół siebie nie dostrzegł zbytniej ilości drewna ale zakładał, że im więcej drewna tym większe prawdopodobieństwo znalezienia innych rozbitków. Dlatego ruszył przed siebie powoli zbliżając się do ludzi, ale serio powoli, by wciąż nie ogarniał co się wokół niego dzieje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pon Lip 21, 2014 7:23 pm

Zatrzymała się w półkroku i zastygła na chwilę. Podniosła powoli ręce do góry w geście pokoju. W tej sytuacji najmniej liczyło się kto z jakiego był statku. Bo statków już nie było. Zrobiła powoli krok w stronę Chilijczyka.
-Spokojnie.-mówiła łagodnym tonem, zupełnie jakby chłopak był przestraszoną zwierzyną, którą bardzo łatwo można spłoszyć. -Nie wiemy gdzie jest Martin i nic mu nie zrobiliśmy. -wytłumaczyła- Teraz musisz dać opatrzyć sobie rany, dobrze, Jose?
Zrobiła kilka kroków do przodu i zaczęła pomału kucać, ręce wciąż trzymając w górze i w miarę unikając zasięgu sztyletu.
Powrót do góry Go down
Jan Mayen

avatar

Orientacja : Nie będę się wypowiadać na ten temat.
Ekwipunek : Dwa sztylety
Wątki i powiązania : Siostra Norwegii i Islandii
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Kh!- Po cholerę ci ta informacja?
User : Mayek / Sesz
Multikonta : Brazylia
Liczba postów : 137
Join date : 13/03/2012
Wiek : 24

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pon Lip 21, 2014 9:54 pm

-Matt... -mruknęła. Też powinien znajdować się obok nich. Żeby móc go opatrzyć. Przemyła ranę Dominici i zszyła ją. Głupia. Mogła całkiem rozwalić sobie żyłę... Nie powinna wyjmować kuli. Widać że nie przebiła jej ręki. Na szczęście nie uszkodziła kości. Całość zabandażowała i owinęła jeszcze materiałem by i bandaż się nie brudził. Dominica gotowa. Będzie żyć, oczywiście jak już się ocknie. Straciła w końcu dużo krwi. Chciała interweniować przy Jose, ale najwidoczniej Port już się nim zajęła. Tak więc gdy skończyła podeszła spokojnie bliżej Jose i zatrzymała się za plecami Marii.
-Jose, uspokój się. Zajmę się tobą dobrze? Nie celuj w nas nożem. - groźnie spojrzała na ostrze. Nie było czasu na takie rzeczy. Słońce nie było już najwyżej. Wiało i grzmiało. Tylko czekać na ten przeklęty deszcz i noc! - I nie utrudniaj. Javierem też będę musiała się zająć. - miała nadzieje, że zareaguje na wieści o rannym bracie. Albo chociaż zacznie współpracować. W całym tym zamieszaniu nie zauważyła kolejnego człowieka zbliżającego się do nich.

// Udało mi się ; ; UDAŁO- Przepraszam więc za wszelkie błędy. q-q
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kanada

avatar

Orientacja : Piękno miejsce swe ma w duszy, cóż więc ciało znaczy?
Wątki i powiązania : Wspomnienia potęgi Brytyjskiej.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Poprzysiągł zemstę na tych, którzy odebrali jedno z najważniejszych dla niego osób.
User : Meanness
Liczba postów : 48
Join date : 03/09/2013
Skąd : Ottawa

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pon Lip 21, 2014 10:04 pm

Widział swego brata, który musiał znosić wielkie cierpienie, lecz wciąż się nie poddawał. Słyszał jęki bólu ludzi w okół i czuł zapach spalenizny. Zupełnie, jakby, choć wciąż byli żywi, trafili do piekła. Jednak widział również jak wrodzy sobie ludzie nagle stali się sojusznikami w walce z bezlitosną naturą. To było piękne. Wola walki, rodząca się przyjaźń. Choć swąd ognia i dym przerażał go, a pobliskie morze było wspomnieniem nieszczęścia, to jednak wiedział, że nie może stracić nadziei. Powoli, choć z trudem, podniósł się na nogi. Świat w okół niego wirował, ukazując feerię barw płomieni i jasnego nieba. Jednak ten kalejdoskop zniszczenia tworzył w jego sercu nowe więzi z rzeczywistością. Nie mógł teraz ich zawieść, opuścić ich, tym bardziej w tragiczny sposób. Musiał stać się oczami swego brata. Ruszył ku niemu stawiając powolne i niepewne kroki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Wto Lip 22, 2014 8:12 am

Nie spuszczał z Marii wzroku, właściwie to przygotowując się do odparcia ataku czy przynajmniej dalszej ucieczki. Ale ta najwyraźniej wcale nie miała złych zamiarów. Uniosła ręce w dość uniwersalnym geście i ogólnie nie wyglądała na wrogo nastawioną. Wręcz przeciwnie. Oczywiście mogła udawać, ale Chilijczyk musiał przyznać, że to nie miałoby sensu. Miała nad nim znaczną przewagę, to było widać i nie musiała uciekać się do podstępu.
Jej głos również był łagodny, a to podziałało. Uspokoił się nieco- jeśli używała takiego tonu to naprawdę musiał zachowywać się kompletnie irracjonalnie. Więc przestał.
-Dobrze- wykrztusił w końcu. Pozwolił sztyletowi wyślizgnąć mu się z palców i upaść na piasek. Jednak prawie od razu znów po niego sięgnął, żeby z powrotem go schować. Nie mógł sobie pozwolić na zgubienie swojej jedynej broni.
Później też doszedł do niego głos Victorii. Powoli przeniósł na nią wzrok i zamarł. Tak wpół siedząc, wpół leżąc, z wyciągniętymi nogami, bez żadnego ruchu- wyraźnie poddał się i nie zamierzał już niczego utrudniać.
Wzmianka o bracie podziałała jednak na niego inaczej niż zapewne było w planach.
-Javier?!- powtórzył, z niedowierzaniem. Przecież jego brat był bezpieczny, na ich statku. Przecież go nie wzięli do niewoli. Chilijczyk, już prawie uspokojony, zbladł znacznie i rozejrzał się szybko.- Co on tu robi?!
Nie mówiąc już o tym, że ta plaża i okolice były dla niego zupełnie obce. Nie mógł sobie przypomnieć skąd się tam wziął, chociaż wysilał swoją głowę jak najbardziej tylko się dało.
-Gdzie my jesteśmy?- ponowił pytanie, powracając spojrzeniem w stronę dwójki kobiet. Miał co prawda wrażenie, że w kącie oka pojawiła mu się jakaś odległa sylwetka.- Co się, mierda, dzieje?
Ta postać jednak nie dawała mu spokoju. Co jeśli był to ktoś bliski? Ponownie więc odwrócił głowę i wytężył wzrok, czekając aż trochę podejdzie. Może będzie się dało ją zidentyfikować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reunion

avatar

Orientacja : Po co się ograniczać? .w.
Ekwipunek : Sztylet
User : Kage
Liczba postów : 18
Join date : 16/07/2014
Skąd : Saint-Denis

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Wto Lip 22, 2014 12:11 pm

Wylądowała gdzieś, dosłownie bo nie wiedziała gdzie tak właściwie jest. Wyglądało to na ładną plażę, dalej trochę drzew i jakby dżungla? Pewnie jakaś wyspa. Pamiętała tylko, że doszło do walki między dwoma załogami, ona oczywiście nie brała w tym udziału. Robiła za kucharza i poza tym była kobietą. Atakowałaby tylko w obronie własnej.
Teraz siedziała na słoneczku i suszyła się bo sukienka jej trochę przemokła, ale w to w sumie nic dziwnego. Niedługo pewnie ruszy się by poszukać reszty załogi. Wychodzi na to, że rozbili się tutaj. Po pewnym czasie usłyszała kroki na piasku, odwróciła głowę i zauważyła jakiegoś chłopaka, który się zbliżał w jej stronę. Nie znała go, ale to nic. Przynajmniej wiedziała, że ktoś tu jest. Podniosła się z piasku i ruszyła w stronę młodego.
- Salut - przywitała się z promiennym uśmiechem - Wiesz może gdzie jesteśmy? - sukienka nadal była nieco mokra i pewnie lekko prześwitywała, ale ona nie przejmowała się nigdy takimi rzeczami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Islandia

avatar

Orientacja : Tu du du duuum. *dhramatyczna muzyczka* Nie wiem.
Ekwipunek : AŻ sztylet \o/
Wątki i powiązania : Brat Jan Meyen i Norwegi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Eee... Ee?
User : Ymel
Liczba postów : 18
Join date : 05/07/2014

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sro Lip 23, 2014 7:58 pm

Co prawda nie myślał, że po drodze spotka kogoś... Najwyraźniej z innej załogi. Ale cóż. Nie zauważył u niej ran, więc może i innym też nic się nie stało? Albo choć są to tylko delikatne rany, tak jak u niego?
- Nie bardzo... - odpowiedział lustrując dziewczynę wzrokiem i zauważając, że nie tylko on jest mokry w sposób beznadziejny.
Odchrząknął nieco speszony i popatrzył w kierunku, gdzie wydawało mu się, że zaczęli mu majaczyć inni ludzie. Właśnie, majaczyć. Stał przez chwilę w miejscu nie bardzo wiedząc co zrobić. W końcu nie miał względem niej żadnych obowiązków, nie jego załoga, nie jest ranna. Absolutnie nic go przy niej nie trzymało, ale czuł... W jakiś sposób czuł się zobowiązany, by jej powiedzieć... Coś. Cokolwiek. Tylko co?
Znów odchrząknął, po czym w końcu wykrztusił:
- Idę poszukać innych, panienko...
Jak powiedział tak zrobił. Odwrócił się od kobiety i krokami człowieka wciąż niezbyt ogarniającego rzeczywistość ruszył w kierunku rozbitków, z każdą chwilą zmniejszając odległość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Czw Lip 24, 2014 3:54 am

Alfred stanął w miejscu nie wiedząc do końca co ma robić. No błagam, jak on niby miał cokolwiek wiedzieć, jeśli chodzi o pomaganie w tej sytuacji, która zaistniała? Zwłaszcza, że nie wiedział co, gdzie, kto i jak. Słuchał jedynie słów ludzi obecnych w miejscu, gdzie Amerykaniec się znajdował. Zamknął oczy i westchnął. Nie wiedział, co dzieje się z Jose. Skąd nagle taka reakcja...? I czemu myślał, jak Alfred sądził, że Ameryka jest Martinem? Już chciał coś powiedzieć, ale zajęły się tym Maria oraz Victoria. Tak więc wolał nie dołączać...
Westchnął głęboko i otworzył puste oczy, patrząc w przestrzeń. Ktoś chyba ku niemu zmierzał... Ale Alfie nie był pewny. Spojrzał mniej więcej w owym kierunku.
-...Kto tam...?-zapytał nieco niepewnie.
Ktoś, kto już tu był? Czy ktoś nowy? Chłopak nie miał pojęcia, że to sam Matt ku niemu zmierzał. Przymknął powieki.
-Ymmm...?-mruknął pytająco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reunion

avatar

Orientacja : Po co się ograniczać? .w.
Ekwipunek : Sztylet
User : Kage
Liczba postów : 18
Join date : 16/07/2014
Skąd : Saint-Denis

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Czw Lip 24, 2014 1:24 pm

Zrobiła lekko zamyśloną minę. Czyli na razie nie dowie się gdzie tak właściwie statki się rozbiły. Zdecydowanie liczba mnoga bo tego chłopaka nie kojarzyła by był z jej załogi, a jako kuk widywała wszystkich wydając im obiady.
- Szkoda, zgubiliśmy się w takim razie - odpowiedziała rozglądając się, szczególnie w stronę gdzie młody dziwnie intensywnie się wpatrywał. Czyżby zauważył ludzi? No tak, najważniejsze to odnaleźć innych bo w grupie zawsze łatwiej przeżyć.
Kiedy więc nieznajomy młodzieniec poinformował ją o zamiarze szukania innych i ruszył z miejsca Amelie szybko go dogoniła w kilku krokach i złapała pod ramię lekko.
- Pozwól, że Ci potowarzyszę, ja również wolę odnaleźć innych niż siedzieć tu samej - powiedziała z uśmiechem. Wolną rękę założyła lekko na plecy, o dziwo pomimo tego co się stało miała dobry humor, zapewne dlatego, że była lekkoduchem.
- Kim jesteś na swoim statku? - skoro już kogoś spotkała to można porozmawiać, prawda? Po co iść w głuchej ciszy kiedy można milej spędzić tą chwilkę czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kanada

avatar

Orientacja : Piękno miejsce swe ma w duszy, cóż więc ciało znaczy?
Wątki i powiązania : Wspomnienia potęgi Brytyjskiej.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Poprzysiągł zemstę na tych, którzy odebrali jedno z najważniejszych dla niego osób.
User : Meanness
Liczba postów : 48
Join date : 03/09/2013
Skąd : Ottawa

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Czw Lip 24, 2014 1:57 pm

Przyglądał się swemu bratu, który niewidzący wzrok kierował w jego stronę. To było takie nierealne. Ten silny, wyjątkowy, zawsze najlepszy starszy brat, teraz nie był w stanie choćby ujrzeć tego, co go otaczało. Był jedną z niewielu osób, które zwracały na niego uwagę, które go nie ignorowały, lecz teraz nawet on nie był w stanie rozpoznać jego twarzy. Zupełnie, jakby obraz młodzieńca rozmył się całkowicie, jakby cały świat o nim zapomniał. Jednak nie wolno było mu się poddawać. Musiał stać się oczami swego brata i zaprowadzić go ku najszczęśliwszemu możliwemu zakończeniu.
- Braciszku - zaczął cicho, zbliżając się ku niemu. - Braciszku, nic Ci nie jest? To dobrze, że żyjesz - podszedł do niego i delikatnie ujął dłoń brata, by ten wiedział, że nie jest sam, że już nigdy, przenigdy nie zazna smaku samotności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Czw Lip 24, 2014 8:40 pm

OGŁOSZENIE
Jako iż chaos coraz bardziej nam się powiększa, pojawiła się konieczność wprowadzenia kolejności odpisów. Ale tylko w grupie. Ludzie, którzy znajdują się gdzieś na uboczu (w tej chwili Islandia i Reunion) nie są do niej włączeni. Przynajmniej dopóki nie przyjdą oni do miejsca gdzie jest więcej userów, oczywiście. Jeśli minie 48 godzin od ostatniego odpisu w temacie, a osoba jeszcze nie odpisała, jej kolej przepada i automatycznie trafia do osoby następnej.
Kolejka:
Portugalia- Seszele- Chile- USA - Kanada
(Jako iż Wyspa Wielkanocna nie odpisuje już od bardzo dawna, kolejka jej nie dotyczy. Później się z nią policzę-)
Posty osób niestosujących się zostaną usunięte C:


Ostatnio zmieniony przez Chile dnia Pią Lip 25, 2014 7:56 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Czw Lip 24, 2014 10:09 pm

Spojrzała mu prosto w oczy.
-Była jakaś walka pomiędzy naszymi załogami.-na temat tego niewiele wie. Alkohol i różne środki odurzające swoje robią, ale to historyjka na inną okazje. Przegapić taką epicką bójkę. Brawo dla tej pani.- Jesteśmy teraz rozbitkami. Ale nie ma się co martwić- gorzej już być nie może. - korona najlepszego pocieszyciela trafia do...- Javier ma dość poważną ranę, ale już się nim zajęłam, wydobrzeje. Martina chyba żaden z nas nie widział, więc musisz być dobrej myśli. -na pewno nie do Marii.
Odwróciła się w stronę Sesz i ściągnęła brwi w zamyśleniu. Żeby przetrwać potrzebują dobrej organizacji. W głowie zaczęła układać plan na przetrwanie. Bo fajnie od czasu do czasu pobawić się Beara Gryllsa.
Podniosła głowę wysoko by zobaczyć postacie w oddali i je rozpoznać.
Powrót do góry Go down
Jan Mayen

avatar

Orientacja : Nie będę się wypowiadać na ten temat.
Ekwipunek : Dwa sztylety
Wątki i powiązania : Siostra Norwegii i Islandii
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Kh!- Po cholerę ci ta informacja?
User : Mayek / Sesz
Multikonta : Brazylia
Liczba postów : 137
Join date : 13/03/2012
Wiek : 24

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Czw Lip 24, 2014 10:44 pm

Chciała jeszcze coś pomóc. Ale chyba nie była za dobra w pocieszaniu. Więc stwierdziła, że zajmie się tym w czym jest najlepsza, czyli leczeniem. Mogła by pomóc w organizacji. Zna się też na tropikalnych wyspach. Jednak teraz najważniejsze jest zajęcie się innymi. Potem ogień i potem woda. Odsunęła się od tej dwójki i spojrzała na Ame. Stał obok niego chłopak. Nie widziała go i w pierwszej chwili nie rozpoznała.
-Alfred - chciała go mieć przy sobie. Czuła by się pewniej. Ale najwidoczniej drugi blondyn go zna-...
DLACZEGO ON GO TRZYMA ZA RĘKĘ?! - zazdrosna dziewczyna mode on. Podeszła bliżej i złapała go za przedramię. Dopiero teraz przyjrzała się chłopakowi który był niewyobrażalnie podobny do Ameryki. (cóż wybacz mi Can, jednak nie mieliśmy okazji pisać na fabule. Sesz nie ma brata, ale obydwojga są podopiecznymi Francji, więc możemy uznać, że spotkali się za młodu, więc teraz Vic go nie rozpoznaje.) Miała wrażenie, że go zna. Choć może to tylko przez podobieństwo do Alfreda.
Zacisnęła dłoń na rękawie chłopaka. Tak jakby miał jej uciec.
-Alfred, chodź. Zajmę się twoją raną i zbadam twój wzrok - miała twardy i niewnoszący sprzeciwu głos.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Pią Lip 25, 2014 7:57 am

Przyglądał się Marii gdy mówiła. Właściwie to jej słowa stworzyły jeszcze większy zamęt w jego głowie. Pojawiły się kolejne pytania, na które chciałby znać odpowiedź. Chociażby jakim cudem nie pamiętał takiej bitwy?
Jednakże wbrew pozorom może nie tyle pocieszyła go, ale przynajmniej pomogła mu odzyskać zimną krew. Zwłaszcza gdy wspomniała o byciu rozbitkiem. Zapewne na bezludnej wyspie. I jeśli sytuacja naprawdę była taka zła to nie było czasu na oszołomienie czy oburzenie.
-Gracias- wtrącił na wzmiankę o Javierze. A raczej o zajęciu się jego raną. Chociaż sam fakt, że miał jakąś był niepokojący, ale przynajmniej nie zostawiła go samemu sobie... Skinął głową z wdzięcznością. Potem rozejrzał się, ale nadal nigdzie go nie dostrzegał. Tak samo jak żadnego członka swojej załogi.- Poszedł gdzieś?
Jego ton głosu był już opanowany, niemalże obojętny. Widać było po nim, że zupełnie już nad sobą panuje. Musiał. Nawet słowa dotyczące Martina nim nie poruszyły – przynajmniej na zewnątrz.
Oderwał kawałek materiału z nogawki swoich spodni i zawinął go jeszcze na stopie, tak dla pewności. Później odepchnął się mocno ramionami i stanął na nogach. Zachwiał się nieco, zacisnął zęby z bólu, ale już się nie przewrócił.
-Czym trzeba się zająć?- głównie chodziło o to, że nadal był lekko oszołomiony i nie myślał szczególnie szybko. Ale był gotów chwycić się każdej roboty, jak zwykle. A najchętniej poszukałby paru osób. Na przykład Martina. Albo kapitana.

//Khm, na razie uznajemy, że Wyspa Wielkanocna poszedł szukać wody na własną rękę i dlatego go nie ma. Żeby nie było, że wsiąkł w powietrze.
Dominica zaś zostanie wliczona do kolejki gdy napisze posta. Na razie też ją pomijamy.
*kopie Prusy*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 26, 2014 12:15 am

Ciemno wszędzie... Nic nie mógł poradzić na fakt, iż ludzie nagle zaczęli go ignorować. Więc tym bardziej nie wiedział, co jest grane. Kto, co, gdzie, jak, po co i na co. Ale nagle poczuł, jak ktoś złapał go za rękę. Alfred nieco zdezorientowany skierował wzrok w kierunku osobnika. No ale co z tego? Nie potrafił określić kto to, póki nie usłyszał głosu. Bardzo dobrze mu znanego. Był to Matthew. Blondyn odetchnął z ulgą. Bal się, że z chłopakiem było źle. Ale jednak... Uśmiechnął się w jego kierunku. Nie mógł go dostrzec, jednak cieszył się, że go widzi...? No...można tak powiedzieć...
-Yes, bro. Wszystko gra... Cieszę się, że Tobie nic nie jest.-mimo iż zrobiło mu się dziwnie sucho w ustach i wychrypiał owe słowa, to naprawdę słychać było radość w głosie młodzieńca.
Po chwili jednak drgnął. Co jest...? Czemu Victoria ma taki dziwny ton głosu...? Nie rozumiał. Czując uścisk na swoim ramieniu, skierował w jej kierunku puste oczy.
-S...Spokojnie, nie musisz mówić do mnie w ten s-sposób...-wymamrotał nieco niepewnie.-Zresztą... Chyba możesz to zrobić przy bro, yes? On bardziej potrzebuje Twojej pomocy niż ja...prawda?
Uśmiechnął się do Seszelki, a następnie do Kanadyjczyka. Z miłością. Cieszył się, że byli tutaj razem.... Naprawdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wyspa Wielkanocna

avatar

Orientacja : ಠ_ಠ
Ekwipunek : Rapier, pistolet skałkowy, kord.
Wątki i powiązania : DEMONICZNI BRACIA RODRIGUEZ
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Moneyy, poweeer, gloryyy~!
User : Punk. (Chilijski. :c)
Liczba postów : 91
Join date : 03/03/2013
Skąd : Hanga Roa

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 26, 2014 4:00 pm

Nic nie znalazł. Żadnej wody. To było wprawdzie do przewidzenia - w końcu i tak nie mógł się zbytnio oddalić, przynajmniej nie sam - a jeśli już było tu jakieś jezioro, to pewnie w głębi wyspy. Dlatego w którymś momencie zawrócił na plażę. W sumie wiedział, że wyjście do dżungli nie zakończy się sukcesem. To był tylko pretekst, żeby uwolnić się na chwilę od ludzi, od nic nie wnoszących rozmów... nie lubił tego. Wolał działać.
Ale naprawdę ucieszył się, gdy zobaczył, że Jose odzyskał przytomność. To była w sumie jedyna osoba na wyspie, na której mu zależało.
Podszedł do niego, akurat w momencie, gdy ten zadawał pytanie.
- Trzeba poszukać rozbitków - odparł, chociaż to nie do niego Chilijczyk kierował swoje słowa. Trudno. Już go to nie obchodziło. Znowu był rozbitkiem na wyspie, wracały więc dawne instynkty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kanada

avatar

Orientacja : Piękno miejsce swe ma w duszy, cóż więc ciało znaczy?
Wątki i powiązania : Wspomnienia potęgi Brytyjskiej.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Poprzysiągł zemstę na tych, którzy odebrali jedno z najważniejszych dla niego osób.
User : Meanness
Liczba postów : 48
Join date : 03/09/2013
Skąd : Ottawa

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Sob Lip 26, 2014 11:39 pm

Przyglądał się bratu i pięknej damie tuż obok niego. Wydawali się być sobie bardzo bliscy, a on sam miał wrażenie, że zna tę młodą kobietę, choć niewiele mógł sobie przypomnieć. Może kiedyś, zanim jego życie zmieniło się diametralnie, ujrzał gdzieś podobnie piękne oczy. Jednak teraz te własnie oczy patrzyły na niego z wrogością. Czyżby ta dama była narzeczoną jego brata, a teraz uznała jego samego za zagrożenie? Wydawała się być zazdrosna, nieco zdenerwowana, gdy podszedł zbyt blisko. Czyżby chciała, by jego brat był jedynie jej własnością? Młodzieniec poczuł się nieco nieswojo, jakby niepotrzebny, wręcz jak przeszkoda. Jednak po chwili głos i wzrok jego brata sprawiły, że zrozumiał, iż nieważne co będzie się działo, musi być przy nim.
- Widzę, braciszku, że masz bardzo dobrą opiekę... Na pewno możesz być bezpieczny nawet tutaj, bo Ciebie wszyscy kochają i nie pozwolą Ci zginąć... - uśmiechnął się nikle, czując, że nawet, jeśli jego by nie było, na pewno nikt by tego nie zauważył, a nawet jego własny brat na pewno szybko mógłby nauczyć się żyć zupełnie bez niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jan Mayen

avatar

Orientacja : Nie będę się wypowiadać na ten temat.
Ekwipunek : Dwa sztylety
Wątki i powiązania : Siostra Norwegii i Islandii
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Kh!- Po cholerę ci ta informacja?
User : Mayek / Sesz
Multikonta : Brazylia
Liczba postów : 137
Join date : 13/03/2012
Wiek : 24

PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   Wto Lip 29, 2014 3:00 pm

Miała świadomość, że Alfred już prawie nie widzi. Tak więc wbiła w Kanadyjczyka groźne spojrzenie i lustrowała go dłuższą chwilę. Brat?, pomyślała, w końcu są podobni, nie? Stała tak dłuższą chwilę siłując się z własnymi myślami. W końcu jednak jej spojrzenie złagodniało. Puściła ramię Alfreda i wsunęła swoją dłoń w jego by delikatnie ją złapać i pogładzić jej wierzch kciukiem.
-Khem. Wybaczcie mi moją szorstkość - uśmiechnęła się delikatnie do chłopaków - Zajmę się i jednym, i drugim. Oui? Więc nie marudzić~
Ton jej głosu był dużo delikatniejszy i milszy. Choć wewnętrznie dalej nie ufała 'nowemu'. Złapała mocniej jego dłoń obiema rękami i pociągnęła. Co zakończyło się... Ostrym warknięciem. Nie chciała krzyczeć. Ale poczuła jak jedna z ran na nowo się otwiera. Kolejne stróżki krwi zaczęły spływać po jej plecach. Miała nadzieję, że obejdzie się bez jakichkolwiek szwów. W końcu nikt z tu obecnych nie będzie potrafił tego dobrze zrobić. Puściła chłopaka i skuliła się delikatnie czujące do oczu łzy. Zacisnęła zęby i powstrzymała płacz, by zaraz z uśmiechem, który nieudolnie miał zamaskować grymas bólu, spojrzała na blondynów.
-Ch-chodźmy do innych... - wyburczała starając się by jej głos był naturalny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY   

Powrót do góry Go down
 
BEZLUDNA WYSPA. EVENT ROZRUSZAJĄCY
Powrót do góry 
Strona 3 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Bezludna Wyspa - Survival Time.
» Wyspa Twarzy
» Wyspa Endor
» Event #9 | Ślub w Lucky Coin | Zapowiedź {odroczona w czasie}
» Kronika rodu Tarth

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pirate Hetalia :: 
 :: 
E v e n t y
-
Skocz do: