IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Kuchnia

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Paź 06, 2012 6:01 pm

Raivis lekko przygryzł dolną wargę, przyglądając się temu małemu przedstawieniu, które znów rozgrywało się przed jego oczami. Wydawało się, że miniona przerwała była jedynie krótkim antraktem w sztuce. Aktorzy odpoczęli, przygotowali się do dalszej części i z nowymi siłami kontynuowali przedstawienie, nie każąc czekać dłużej swojej widowni, która siedziała na swych miejscach z zapartym tchem, zadając sobie pytanie "co dalej?".
Łotysz lekko pokręcił przecząco głową.
- Kiedyś pewna osoba nauczyła mnie kilku zwrotów po francusku. Nie mniej jednak było to bardzo dawno temu, a i nie mam pewności, że nie okłamał mnie w znaczeniu pewnych słów- powiedział, bawiąc się jednym z dłuższych kosmyków okalających jego twarz. Skierował spojrzenie fioletowych oczu na podłogę, nagle wydając się zainteresowanym drewnem zabrudzonym kurzem i gdzieniegdzie czymś, co przypominało zaschniętą krew. Raivis lekko podskoczył do góry, gdy blisko niego przeleciało coś, co można było zaliczyć do rodziny gryzoni.
Usłyszawszy od Francisa tłumaczenie tego, co powiedział, zrobił krok do tyłu, po czym spojrzał na niego zaskoczony.
- Nieee- jęknął.- Powiedz, że żartujesz.- a gdy dotarło do chłopaka, że jednak Francuz mówi prawdę, spojrzał na niego niemal błagalnie, a fioletowe oczy się lekko zaszkliły.-[b] Przepraszam! N-nie wiedziałem, myślałem, że t-to coś innego znaczy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Kuchnia    Nie Paź 07, 2012 3:18 pm

Francuz zachichotał otwarcie widząc zakłopotanie na twarzy kompana Nie pomylił się, sądząc na początku, że chłopiec należy do grona tych urokliwych i zabawnych istot jakie dane mu było poznać. Nie chciał zamęczać Raivisa, ot miał taką a nie inną naturę i lubił się droczyć z ludźmi. Tylko trochę, tak w dobrym smaku, nie popadając w skrajności, bo przesada byłaby nie tyle niezdrowa, co niepoprawna i niekulturalna względem rozmówcy. A Francis mimo, że śmiał się szczerze i już odruchowo przymykał oczy, wciąż zachowywał się przyjaźnie. Róża dygotała w jego dłoni, nie ze złości czy utrapienia, dryfowała wraz z nim, gdy Francuz zanosił się cichym, melodyjnym śmiechem. Po chwili uspokoił się, choć w kącikach jego oczu wciąż błyskały przekorne ogniki, niemy zwiastun, że mógłby owy humor przedłużyć o jeszcze kilka minut.
Albo i jeszcze dłużej, w zależności od rozwoju wypadków.
- Cheri, przecie nic się nie stało. - Francis mrugnął do niego przyjacielsko, poklepując uspokajająco po miękkich, jasnych włosach. Róża w dłoni wykonała reprezentatywny obrót, lądując ponownie między francuskimi palcami. - Twój francuski ogranicza się do interesujących wyrażeń, nie powiem. Bałbym się ciebie zostawić samego gdzieś w Paryżu. Tam na podobne słowa już dawno wiłbyś się z rozkoszy~
Uśmiech Francisa mówił sam za siebie - każde jego słowo było szczerozłotą prawdą. Poczochrał chłopca, przyciągając go bliżej. Znów oplatając ramionami - tym razem w geście przyjacielskiej troskliwości, niemal dobrodusznej miłości. Niemal, bo wiadomo, że Francis aż tak bezinteresowny nie był - choć gdy chciał potrafił wyśmienicie grać. Lata wzorowej nauki na paryskim dworze, ot co. Chociaż w przypadku wąskiego, wręcz elitarnego grona swoich najbliższych, nie udawał.
Aż tak bardzo.
- Ktokolwiek uczył cię francuskiego, nie mógł pochwalić się perfekcyjną wymową. Do mistrzostwa wiele ci brakuje. - zagadnął wesoło Francis łagodnie głaszcząc jego głowę. Róża w dłoni znieruchomiała, bo zwinne palce zajęły się niesfornymi pasmami jasnych włosów.
Powrót do góry Go down
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Kuchnia    Nie Paź 07, 2012 3:47 pm

Idiota, idiota, idiota, chłopiec beształ siebie w myślach, a jego policzki teraz przybrały barwę dorodnego jabłuszka, które spędziło wiele dni wystawione na działanie promieni słonecznych, które delikatnie muskały jego skórką. Owoc był wystarczająco nawadniany, tak, by nie przelać, ale jednocześnie wystarczająco. Dodatkowo żaden robak czy choroba nie próbowała dostać się do jego dziewiczego wnętrza i dokonać spustoszenia.
Melodyjny śmiech był piękny, jednak spowodował, że chłopiec skulił się, unosząc lekko do góry ramiona i opierając brodę o swoją klatkę piersiową. Jego drobne ciało zatrzęsło się lekko, jak gdyby poruszane niemym szlochem, jednak żaden dźwięk nie wyszedł z jego warg.
Po chwili jednak przełknął głośno ślinę, wziął uspokajający wdech i potarł dłonią zwiniętą w pięść prawe oko, a następnie się wyprostował, lecz błądził wzrokiem po pomieszczeniu, fioletowymi oczami badał każdy widoczny zakamarek, wpatrywał się w deski tworzące podłogę, odkrywał różne "skarby" ukryte w kuchni...Wszystko, byle nie spojrzeć mężczyźnie w oczy.
- Perfekcyjnej wymowy może nie miał, ale z Francuzami mógł się porozumieć- odparł, samemu nie wiedząc dlaczego. Uniósł głowę jeszcze wyżej, jak gdyby nastawiając się do głaskania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pon Paź 08, 2012 2:52 pm

Głaskał chłopca dalej po włosach, co jakiś czas zawijając na palec co poniektóre, jasne pasma. Popadł w lekkie zamyślenie, wspominając przyjemne czasy jak to miał pod swoim dachem dwójkę uroczych istotek, małych, drobnych i wychowywanych w mniemaniu, że francuski to najwspanialszy język. Kochany Mathieu i urokliwa Victoria... oui, z tą dwójką zawsze mógł liczyć na rozwianie dziennej, paryskiej nudy. Szkoda tylko, że wraz w ukończeniem osiemnastu lat postanowili pożegnać się z papą i ruszy w wielki, groźny i nieznany świat. I nawet czerwonej różyczki nie chcieli ze sobą zabrać. Tak na szczęście, aby czyhający na nich pech nie zaatakował od razu. Francis wiedział, że w dzisiejszych czasach należy szczególnie uważać na czające się po kątach złośliwości Losu. Mógł mieć tylko nadzieje, że jego dzieciaczki dobrze sobie radzą. I wzrastają we francuskiej magii.
Westchnął cicho, wytrącony z ojcowskich rozterek pytaniem Raivisa. Zamrugał, ale zaraz się rozpogodził.
- Z Francuzami nietrudno się porozumieć. - stwierdził blondyn, wzruszając lekko ramionami. Na jego ustach znów pojawił się przyjacielski uśmiech. - Francja to rozległy kraj, więc to oczywiste, że sam francuski ma przez to wiele odmian. Albo nie tyle odmian, co drobnych przeinaczeń językowych. - przekręcił głowę, powracając do głaskania chłopca. Bawiły go te miękkie pasma włosów, bo ilekroć je zawijał na palce, one uparcie nie chciały tworzyć loków. Nawet na krótką, zupełnie migawkową chwilę. Ale Francis i tak przebierał je dłońmi, sprawdzał z ciekawością każdy kosmyk, poddawał go baczniejszym obserwacjom. Masował skórę głowy chłopca opuszkami, wspominając jak to jasne, krótkie włosy zastępowały znacznie dłuższe, ciemniejsze. Kruczoczarne, wyjątkowo znajome - aksamitne w dotyku. A czasem nawet te ciemnoblond, lekko falowane, przynoszące ze sobą zapach syropu klonowego. To były te rzadkie, przyjemne momenty, gdy Francis nie martwił się niczym, tylko całą swoją uwagę poświęcał swoim dwóm skarbom.
Westchnął cicho, kręcąc głową. O czym to on mówił nim naszły go ckliwe wspomnienia? Ah tak, Francja. Jego piękny kraj; ojczyzna wytrawnego wina, możnowładców i modnych trendów.
- I właśnie te sporadyczne zmiany w języku sprawiają, że Francuzi bardzo łatwo rozumieją obcokrajowców - są przystosowani do błędów w wymowie i potrafią je prawidłowo rozszyfrować. - pochwalił swoich rodaków Francis, uśmiechając się dumnie. Niezaprzeczalnie wierzył w swój kraj - może i ślepo i nieco naiwnie, ale nie można go było winić. Miał takie a nie inne wychowanie.
Powrót do góry Go down
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pon Paź 08, 2012 3:27 pm

Raivis jedynie westchnął, lekko kiwając głową.
- Może masz rację. Nigdy nie miałem większe styczności z obcymi językami.- powiedziawszy to, wzruszył ramionami, wyciągając się, byle być bliżej dłoni, która przyjemnie masowała mu głowę. Gdyby był kotem, Galante z pewnością mruczałby głośno.
Nagle jednak pochylił się lekko do przodu, opierając się czołem o klatkę piersiową mężczyzny, a dłońmi łapiąc za poły jego ubrania, aby nie osunąć się na podłogę. Chłopiec drżał delikatnie na całym ciele, na poły mimowolnie, lecz także z zimna. Zdawało mu się, że jego dłonie, kurczowo zaciśnięte na gustownym materiale ubrania Francisa są niczym więcej jak zwykłymi kawałkami lodu, a powietrze w pomieszczeniu jak gdyby oziębiło się o dobrych kilka stopni.
- P-przepraszam- wyszeptał, szczękając zębami, a po chwili nogi ugięły się pod ciężarem Raivisa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pon Paź 08, 2012 3:57 pm

Już chciał chłopca uspokoić, powiedzieć mu, że obcokrajowcy nie są specjalną nowością i wielkim wydarzeniem, gdy ten... zwyczajnie osłabł. Dosłownie zsunął się na Francisa - na kilka sekund blondyn znieruchomiał. To nie była panika, zwykłe zdziwienie brało za wszystko odpowiedzialność. I dezorientacja - co się dzieje? Przecież dopiero co normalnie rozmawiali i nic nie wskazywało na coś podobnego. Swoją drogą, czego Francuz miałby się spodziewać? Transparentu z napisem "zaraz zemdleje"? A może listu poleconego z krótką adnotacją, że o tej i o tej godzinie będzie miało miejsce omdlenie? Eh, cóż. To się po prostu zdarzyło i nikt nie ma na to wpływu.
Pochwycił chłopaka szybko, unosząc lekko. Rozejrzał się profilaktycznie wokół. Kilka razy był w takiej sytuacji - ah te dworskie panny. I te ich skomplikowane zapięcia gorsetów. Utrapienie boskie z tymi wszystkimi sznurkami, rzemyczkami i czym tam jeszcze. Czego to kobieta nie zrobi dla idealnej figury? Otóż, może sobie odciąć dopływ powietrza. A to kończy się omdleniem.
Stąd Francis orientował się co należy uczynić. Zdjął szybko własny płaszcz, rozłożył niedbale na podłożu i ułożył na niem Łotysza. Jego nogi uniósł do góry, opierając o najbliższą szafkę. Zdjął żabot i zaczął wachlować nim Raivisa. Jednym perfekcyjnym kopnięciem otworzył drzwi kuchni, wpuszczając epizodyczne powiewy świeżego powietrza.
Zerknął z niepokojem na twarz Raivisa.
- Cheri..? Cheri..? Oddychaj spokojnie. Oddychaj.
Róża leżała tuż obok Łotysza. Upuszczona gdzieś w popłochu.
Powrót do góry Go down
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Kuchnia    Wto Paź 09, 2012 12:17 pm

Chłopak miał wrażenie, że jakiś bliżej niezidentyfikowany ciężar przygniata mu klatkę piersiową, nie pozwalając nabrać wystarczającej ilość powietrza. Zacisnął drobne dłonie w pięści, wbijając paznokcie w delikatną skórę. Blondyn oddychał co raz szybciej i płycej, zdenerwowany całą tą sytuacją. Warto wspomnieć, że Raivis był świadomy obecności Francuza, nie mniej jednak wszystkie słowa czy gesty zdawały się dochodzić do niego jakby przez ścianę z mgły, którą można by kroić nożem. Głos mężczyzny docierał doń w akompaniamencie szumów i zlewał się w jedno, długie i nieznane chłopakowi słowo.
Jego zdenerwowanie potęgował fakt, iż nie wiedział co się z nim dzieje. Przecież jeszcze przed chwilą spokojnie stał i rozmawiał z piratem, a tu nagle, ni z tego ni z owego, zrobiło mu się tak słabo. Oczy przestraszonego chłopca zaszkliły się, jak gdyby zwiastując łzy, które miały wkrótce nadejść. Przełknąwszy nerwowo ślinę, spojrzał na mężczyznę, a w jego głowie pojawiła się tylko jedna myśl Co się ze mną dzieje?.
Gdyby jednak miał świadomość tego, co dzieje się wokół niego, na pewno byłby rad, iż to dziwne osłabienie nie spotkało go wtedy, gdy był sam. Po prostu nie wiedziałby co robić a tak nie był sam, zdany jedynie na siebie i łaskę bądź niełaskę okrutnego losu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Paź 12, 2012 11:45 am

Cóż, Francis był w wewnętrznej kropce. Z jednej strony doskonale wiedział co robić, bo już nie raz, nie dwa, a nawet nie trzy miał okazję ratować drobne panienki w chwilach omdlenia. Zawsze robił dokładnie to samo - luzował krępujące rzemyki ich gorsetów zwinnymi palcami, układał na podłodze i kazał otwierać okna. Zwykle skutkowało. Gdy dama nadal utrzymywała stan niepewnej przytomności - Francis nazywał to improwizowaną kokieterią, bowiem nader często był to jedynie minutowy incydent - zmuszony był ją ocucić. Każdy inny zdecydowałby się na lekkie uderzenie w policzek, ale Francuz nie byłby sobą gdyby nie uległ romantyzmowi chwili. Zresztą odegranie księcia z bajki było mile widziane.
Choć w tym przypadku nie wydawało się najlepszym rozwiązaniem.
Bowiem z drugiej strony Francis... nie potrafił w takich momentach postępować z chłopcami. Widział kilka razy jak stajenni omdlewali, ale nie jemu dane było się nimi zajmować. Nie brzydził się nimi, ot w złym guście było spoufalanie się do tego stopnia ze służbą. Nie doglądał w takim stopniu własnych majordomusów, by z lekarską precyzją pomóc Łotyszowi. Tak więc blondyn czynił co w jego mocy mając jednocześnie świadomość... że to może nie być tak wielce pomocne.
- Już dobrze cheri... będzie dobrze... tylko oddychaj. Oddychaj. - powtarzał melodyjnym głosem z wyczuwalną troską, wciąż energicznie wachlując chłopca żabotem. Rozejrzał się trwożnie wokół. Skandal! Żadnego lekarza w promilu kilometra, a przecie tak był teraz potrzebny! Niedopuszczalne niedociągnięcie.
Jasne oczy znowu spoczęły na Raivisie. Długie palce zmiotły z jego twarzy niesforne kosmyki, a usta wygięły się w pocieszającym uśmiechu.
- Inspirez et expirez. Inspirez. Expirez. - powtórzył łagodnie Francis. Zaraz coś wymyśli. Na pewno.


Ostatnio zmieniony przez Francja dnia Pon Paź 15, 2012 5:33 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Kuchnia    Nie Paź 14, 2012 9:52 am

Gdy zdawało mu się, że to wszytko będzie trwać wieczność, nagle szum ustąpił, a Raivis stał się świadomy lekkiego kołysania statkiem, fal uderzających o burty i denerwującego skrzeczenia ptaków. Wszystko nagle odeszło, tak samo niespodziewanie jak się zaczęło. Łotysz rozluźnił mięśnie, by z zadowoleniem stwierdzić, iż ciężar na piersi zniknął. Z lubością wciągnął powietrze, rozkoszując się słonym zapachem zmieszanym z aromatem grzanek i mężczyzny, który był tuż obok Galante. Przymknął na chwilę oczy, walcząc ze zmęczeniem, które go ogarnęło. Uniósł się na rękach do siadu, powoli, jak pisklę, które dopiero opuściło swoją bezpieczną skorupkę i którego kroki były nieumiejętne, gdyż dopiero zapoznawało się ze zmianą otoczenia.
- P-przepraszam- wyszeptał słabo, zerkając na mężczyznę. Jego blade policzki zarumieniły się z zażenowania, a dłoń potarła głowę, plącząc jeszcze bardziej blond włosy.
- Nie wiem co się stało, pierwszy raz mi się coś takiego przydarzyło- wyszeptał nerwowo, opuszczając głowę lekko w dół, a kilka kosmyków opadło mu na twarz. Drobną dłonią zaczął lekko szarpać materiał swoich spodni, nie wiedząc co by mógł powiedzieć. Miał wrażenie, że nic gorszego nie mogło mu się przydarzyć, zwłaszcza w towarzystwie Francisa. Było mu głupio, że omdlał nagle niczym pierwsza lepsza panienka. Był facetem, psiakrew!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pon Paź 15, 2012 5:42 pm

Od razu się uspokoił gdy chłopiec odzyskał świadomość. Mało brakowało a Francis w przypływie paniki wszcząłby alarm na cały statek! Pewnie obudziłby większą część załogi, kapitana (swoją drogą kto tak haniebnie zaniedbuje swoich załogantów? Z nim to by blondyn z wielką chęcią porozmawiał. W cztery oczy. Za zamkniętymi drzwiami, gdzie każe niegodne słowo mogłoby zostać wielokrotnie użyte), prawdziwego kuka i Bóg wie jeszcze kogo. Francuz nie zdziwiłby się, gdyby niespodziewanie na pokład wyskoczyły zdziczałe konie - wszak tutaj wszystko wydawało się możliwe.
Szczególnie jeśli chodzi o kapitańskie zaniedbania.
Machnął dłonią odrzucając nieważkie myśli zaprzątające jego skołatany umysł. Niezły dzień sobie załatwił, nie doświadczył tylu atrakcji od roku. Z hakiem. W gruncie rzeczy cieszyła go ta przelotna znajomość z Łotyszek. Chłopiec wydawał się doskonałym kompanem, o ile nie mdlał i nie skomlał po francusku, życząc sobie wszelkich zbereźnych rzeczy. W dodatku jego pozorna niewinność nie wpływała dobrze na wstrzemięźliwość mężczyzny. W końcu kto jak kto, ale Francis nigdy nie wybierze się do klasztoru. Celibat w jego przypadku byłby gorszy niż gilotyna.
- Cieszę się, że wróciłeś do świata żywych, cheri. - uśmiechnął się lekko, troskliwie przeczesując palcami jego jasne włosy. W jego oczach tliły się iskierki sympatii i przyjaźni, w dodatku wewnętrzny optymizm dawał o sobie znać. - Nie przejmuj się na zapas.
Powrót do góry Go down
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Kuchnia    Wto Paź 16, 2012 4:51 pm

Raivis uśmiechnął się nieśmiało do mężczyzny, a jego oczy zmrużyły się delikatnie, podkreślając prawdziwość uczuć chłopca. Skiną głową, wprawiając w ruch blond włosy nadające mu niemal anielski wygląd. Tworzyły one jak gdyby aureolę. Galante nadal miał rumieńce na policzkach, a po chwili oblizał powoli spierzchnięte wargi, spuszczając w tym czasie spojrzenie na swoje drobne dłonie. Jego długie, jasne rzęsy rzucały cienie na policzki. Łotysz na chwilę uniósł nieśmiała spojrzenie na Francisa, by sekundę później znowu zerknąć w dół.
- Ummm...dz-dziękuję ci- wyszeptał, zająknąwszy się. Odchrząknął, jak gdyby zbierając się w sobie, lecz tylko jedno słowo wyszło spomiędzy różowych warg:- Znowu.
W jego głosie bynajmniej nie było słychać złości czy żalu. Było to zwykłe stwierdzenie, odrobinę zabarwione ulgą. W końcu co by się stało, gdyby chłopiec był sam? Zapewne panikowałyby jeszcze bardziej, co nie koniecznie było wskazane w takowej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Kuchnia    Wto Paź 16, 2012 7:28 pm

Na usta Francisa wpełzł koci uśmiech, upodabniając go do mruczącego czworonoga. Niczym przysłowiowy kocur obserwował z rozbawioną fascynacją swoją małą, łotewską myszkę - zapewne mógłby za nim teraz podrygiwać puszysty ogon, reagujący pojedynczym ruchem na każde słowo chłopaka. Podążając dalej za tą imaginacją, blondyn zapewne mruczałby cicho, wyraźnie zadowolony z obecności młodego załoganta. Może nawet liznąłby jego policzek w przypływie ulgi? Byłoby to bardzo prawdopodobne... gdyby jakimś niewyjaśnionym, magicznym sposobem Francuz autentycznie zamieniłyby się w rozkoszne, wdzięczne, kocie stworzenie. A Raivis mieniłby się mu jako miseczka pełna słodkiego, ciepłego mleka.
Na szczęście dla Łotysza, nic podobnego nie miało miejsca. Żadna niepożądana transformacja w zwierzę/przedmiot się nie dokonała.
- Nie masz za co, cheri. Nabawiłem się przez ciebie ataku paniki, ale dreszcz przerażenia był wskazany. - uśmiechnął się pocieszająco, strzepując żabot. Z precyzją naznaczoną latami ćwiczeń, zawiązał aksamitny szal na swojej szyi. Obdarował chłopca przyjacielskim mrugnięciem i krótkim, ulotnym pocałunkiem w czoło. Zaraz zmazał wszelkie ślady z miejsca zbrodni - zmiótł dłonią włosy Łotysza tak, że niesforna grzywka przysłoniła mu pół światu.
Francuz wstał jednym, płynnym ruchem. Doprowadził swój strój do porządku - żadnych zabrudzeń, ni grama kurzu. Do tego wszystko eleganckie i dostojne, jak zawsze.
- Zdaje się, że musimy się rozstać, mój braciszku~ - znów przemawiał do chłopca melodyjnym, śpiewnym głosem z nieodłączną różą w dłoni. Skąd wytrzasnął drugi kwiat? Shh~ Francuzka tajemnica.
Powrót do góry Go down
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pon Paź 22, 2012 5:27 pm

- Miło było cię poznać- wyszeptał Galante, uśmiechając się do mężczyzny. Lekko skinął głową w szacunku, a rumieniec, który cały czas błąkał się na jego policzkach, przybrał na sile. - Mam nadzieję, że niedługo się spotkamy ponownie.- dodał, splatają ze sobą palce i nerwowo je wykręcając.-I przepraszam- westchnął mając wrażenie, że zaraz popłacze się ze wstydu. Głupi, głupi, powtarzał w myślach niczym mantrę, jak gdyby była jakaś magiczna liczba powtórzeń i gdyby chłopiec ją przekroczył, to minione wydarzenia zmienią się: brzuch Raivisa nie wydawałby takich nieprzyjemnych dźwięków, a on sam nie zemdlałby niczym panna na wydaniu, która chciała zwrócić na siebie uwagę obiektu swoich intensywnych westchnień.
Zaskoczony, zrobił krok do tyłu, gdy w smukłych palcach pojawiła się róża. Jak? Przecież Galante cały czas obserwował Francisa i tamten zdawał się nie sięgać do kieszeni ani schylać po różę, która upadła przy jego nieszczęsnym upadku. Chłopiec zerknął na pozostawiony samotnie kwiat. Jeden z czerwonych płatków spadł, gdy Raivis podniósł ją, uprzednio podszedłszy do róży i schyliwszy się, by sięgnąć po zieloną łodyżkę. Wyprostował się, przytulając do piersi kwiat, którego płatki z jednej strony były przygniecione i poprzecinane dziwnymi śladami, które zabarwiły się na brązowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Paź 26, 2012 3:06 pm

Uśmiechnął się znów. Malec jednak zyskał sobie jego sympatię. Cóż z tego, że nie znali się za długo? Chłopaczyna doceniał uroki francuskiej kuchni, dał się grzecznie nakarmić, był pięknym stworzonkiem i do tego słodko się rumienił. Dla Francisa to były wystarczające powody by Raivis należał do szerokiego grona jego znajomych. Oczywiście istniały jeszcze aspekty charakterologiczne obu jegomościów, które sprzyjały podobnej sympatii. Z jednej strony był Francuz ze swoją skłonnością do miłości całego świata, włączając nawet takich niewdzięcznych osobników jak Anglik. Po przeciwnej stronie stał drobny Łotysz, nieśmiały a zarazem obdarzony nad wyraz ciętym językiem, zdający się czerpać przyjemność z każdego towarzystwa. Taka koniugacja musiała poskutkować nicią sympatii.
- Nie masz za co przepraszać, cheri. Każdemu może się zdarzyć~ - szepnął cichutko i ostatni raz zbliżył się do Raivisa. Z lekkim, przyjacielskim uśmiechem pogładził jego jasne włosy, odruchowo zmiatając z czoła niesforne kosmyki. Mała drobnostka, do której się przyzwyczaił gdy jeszcze regularnie odwiedzał Mathieu. Przez kilka długich sekund wpatrywał się w chłopca z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony czuł, że powinien go zostawić, a z drugiej nie chciał. Któż wie jakie niebezpieczeństwa nań na statku? Wszak zakładnik, prawda?
W końcu złożył na jego czole delikatny pocałunek i, kłaniając się jeszcze szarmancko przed drzwiami znikł, zostawiając Łotysza samego. Na wietrze jeszcze długo kołysało się jego melodyjne "Adieu"...
Powrót do góry Go down
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Paź 27, 2012 6:29 pm

Raivis jeszcze długo wpatrywał się w miejsce, w którym przed chwilą stał Francuz. Zamrugawszy kilkakrotnie oczami, pokręcił lekko głową, jak gdyby odganiając od siebie natrętną muchę. Cicho westchnął, po czym uśmiechnął się do siebie. Francis, mimo popełnienia kilku gaf przez Galante, zdawał się być pozytywnie do niego nastawiony, tak więc chłopiec mógł liczyć na ponowne spotkanie. Kto wie, może by się zaprzyjaźnili? Odpowiadając samemu sobie na to pytanie, blondyn wzruszył lekko ramionami.
Co ma być to będzie.
Pomyślawszy to, ruszył w stronę wyjścia z pomieszczenia. Nim je opuścił, zerknął przez ramię. Zapach grzanek, róży i mężczyzny nadal unosił się w pomieszczeniu, aczkolwiek był już mniej wyczuwalny. Raivis uśmiechnął się, po czym wyszedł z kuchni.

<zt>
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kuchnia    

Powrót do góry Go down
 
Kuchnia
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pirate Hetalia :: 
 :: 
A r c h i w u m
-
Skocz do: