IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Konnichiwa, minna. Watashi wa 日本国 desu.

Go down 
AutorWiadomość
Japonia

avatar

Orientacja : T-To nie jest miejsce na takie wyznania...|!
Ekwipunek : Szabla, dwa japońskie sztylety - po jednym w każdej cholewie buta, stary i wyświechtany zwój przedstawiający rysunek gejszy, zgrabna, japońska fajka.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Gdyby się to wydało, miałbym bardzo poważne problemy...
Multikonta : brak
Liczba postów : 200
Join date : 14/10/2012

PisanieTemat: Konnichiwa, minna. Watashi wa 日本国 desu.   Pią Paź 19, 2012 12:16 am

Imię: Kiku

Nazwisko: Honda

Ekwipunek: Kordelas, dwa japońskie sztylety - po jednym w każdej cholewie buta, stary i wyświechtany zwój przedstawiający rysunek gejszy, zgrabna, japońska fajka.

Hierarchia: Quartermaster? ...lub Nawigator?

Charakterystyka: Typowo szczupły, blady i niewysoki Azjata o ciemnych, hebanowych oczach. Jeśli jego twarzy nie towarzyszy zwyczajowy brak emocji, można na niej znaleźć lekki, sztuczny uśmieszek.
Jak każdy samuraj, a takim miał się przecież niegdyś stać, Kiku to ostoja opanowania lecz jednocześnie przy tym człowiek niezmiernie gwałtowny jeśli tylko nadepnąć zbyt mocno na jego dumę. Wartości które mu wpajano, może i do pewnego stopnia się zatarły, ale niektóre z nich pozostały dlań ważne także w pirackim życiu. Ma swoje własne poczucie sprawiedliwości i moralności, także nieważne jak wielkim szacunkiem darzy kodeks, na pierwszym miejscu stawia jednak własne wartości niźli przyjęte przez ogół zwyczaje.
"Nie buntuj się przeciwko tradycyjnym zasadom.
Nie poszukuj dla siebie przyjemności.
Pozostań bezstronny wobec wszelkich zjawisk.
Traktuj siebie lekko, a innych poważnie.
Nie gań i nie krytykuj siebie, ani innych.
Nie miej serca pełnego przywiązań i miłości.
Nie pożądaj rzeczy.
Nawet, jeśli odrzucisz swoje ciało, nie odrzucaj swojego honoru.
Nie oddalaj się nigdy od Drogi Wojownika." - obierając za swą drogę kunszt piracki, odrzucił te z zasad, które nie były mu potrzebne zupełnie podświadomie.
Sprawiedliwość i prawość? Był sprawiedliwy i prawy w takim zakresie, jaki uważał za stosowny. Tradycje? W jego pamięci nie ostało się nic, co mogłoby być zbliżone do prawdziwego znacznie słowa o którym wspominał samurajski kodeks, więc i tę zasadę odrzucił z czystym sumieniem. Przyjemności i pieniądze? A cóż złego było w pożądaniu ich? Samuraj może i mógł pozwolić sobie na ignorancje odnośnie dóbr materialnych, ale pirat... Dla pirata, przecież właśnie to było podstawą do prowadzenia życia jakie prowadził, chociaż także w tym temacie Kiku wydawał się mieć własne zdanie. Był w końcu znacznie bardziej roztropny niż większość rozrzutnych, morskich szumowin. Posiadał bowiem tzw "GUST". Jeśli coś zasługiwało na to by to zdobyć, zdobywał to. Poczucie piękna i estetyki, które jego skromnym zdaniem przydałoby się większości śmierdzącej, portowej i okrętowej hałastry, było w nim zakorzenione najprawdopodobniej od urodzenia.
Odwaga, honor, skromność i opanowanie - owszem. W odpowiednich proporcjach każde z osobna.
Lojalność...? Tylko jeśli jest to dla niego opłacalne. Lecz prawdziwą i szczerą lojalnością, byłby w stanie darzyć jedynie osoby, które rzeczywiście zasłużyłby na jego zaufanie, co nie jest rzeczą najłatwiejszą i pomimo najlepszych chęci, często trwa latami. Jeśli jednak już zdoła się takowe zdobyć, gotów jest zaryzykować życiem aby bronić honoru, godności i zdrowia towarzysza.
W stosunku do otoczenia, zachowuje maksymalny dystans. Swym zwyczajem mówi bardzo cicho(albo nie odzywa się wcale, jeśli nie musi) i spokojnie, posługując się przy tym swoim ozdobnym językiem, przez co zdaje się roztaczać pewien rodzaj "dworskiej" atmosfery, którą na każdym kroku jedynie podkreśla, nie tylko stoicko spokojnym obyciem i powściągliwością, ale nawet sposobem poruszania.
Jest zazwyczaj poważny, pracowity i zdyscyplinowany, wymagając tego samego od swoich zwierzchników. Wypełnia wszystkie swoje obowiązki skrupulatnie i nienagannie, poświęcając temu większość czasu i energii. Raczej grzeczny i ostrożny w słowach - czasami aż do przesady, mało kiedy okazuje wprost nawet silną niechęć, woląc pozostawić sobie szersze pole do popisu, kiedy już będzie musiało dość do bezpośredniej konfrontacji. A kiedy już do tego dochodzi, nie omieszka ośmieszyć, zachowując się przy tym iście arogancko. Poza tego rodzaju sytuacjami, nigdy nie mówi nic prosto w oczy i trzeba wiecznie głowić się, co tak naprawdę może mieć na myśli. Wszystko posiada drugie dno.
Zamiast narzekać i drzeć szaty po doznanym nieszczęściu, zbiera się w sobie i odbudowuje to co zniszczone, cierpliwie, systematycznie i skutecznie. Nie nawykł do paniki w żadnych okolicznościach, a ze względu na zupełne opanowanie, ciężko jest powiedzieć czy w danej chwili cieszy się, smuci, czy też złości. Nie bez powodu mówi się, że każdy Japończyk ma pięć twarzy, z czego żadna nie jest tą którą uważa się za prawdziwą. Jedynie, zwykle nieprzeniknione oczy Kiku są w stanie zdradzić jego prawdziwe emocje, a i do tego żeby je z nich odczytać, trzeba być naprawdę wnikliwym obserwatorem.

Relacje:
Anglia - ciężko określić co tak właściwie czuje względem niego... Kiedy spotkali się po raz pierwszy - zaintrygował go. Już na pierwszy rzut oka można było stwierdzić kim jest tak naprawdę, z czym też właściwie nieszczególnie się krył, w przeciwieństwie do samego Japończyka. Wako, podobnie jak shinobi(lub jak kto woli - ninja), nie zwykli zbytnio wyróżniać się na twardym lądzie, o ile nie stanowiła go typowo piracka przystań.
Przyodziany w nowe kimono - wyjątkowo nie pochodzące z rabunku a świeżo i prawie uczciwie zakupione, wędrował po uliczkach ni to wsi, ni miasteczka portowego, słynącego z produkcji najlepszych(choć nie do końca legalnych) trunków. To tam po raz pierwszy dał się namówić na coś innego niźli sake - rum. Właśnie w jednym z tamtejszych, bardziej "luksusowych" pubów, wpadł na Kirklanda. Prezentując się o wiele bardziej niewinnie niż normalnie(z czego doskonale zdawał sobie sprawę i potrafił to wykorzystać), udał zupełny brak pojęcia tak w piciu jak i zachowaniu względem pirata.
Był to, jak się szybko okazało, klucz do łatwego i szybkiego zdobycia czegoś na kształt wotum zaufania - a w każdym razie, przynajmniej braku większych podejrzeń.
Nie rozmawiali być może zbyt wiele, ale kiedy już sam Kiku "zdobył się" na zadanie jakiegoś pytania, z pozoru nieśmiało i z miną pod tytułem: "nie musisz odpowiadać, więc proszę nie kłopocz się jeśli to dla ciebie problem...", z reguły otrzymywał bardziej szczerą odpowiedź niż się z góry spodziewał. Jakże miła odmiana.
Kiku spędził na tamtej wyspie prawie tydzień, Arthur zaś około pięciu dni, podczas których widywali się... co tu dużo mówić, o wiele częściej niżby pewnie wypadało. Jak to mówią: "ciągnie swój do swego" i nawet jeżeli Arthur nie zdawał sobie sprawy z tego kim jest Japończyk, bardzo prawdopodobne że coś wewnątrz niego kazało mu doszukiwać się tego "czegoś", co sprawiało że nawet spędzając czas w milczeniu, nie nudzili się sobą. Dziwne było to uczucie... Dobrze pamięta jak często zerkał na niego ukradkiem, przyglądając się fascynującej biżuterii na uszach, której u niego nie nosiły kobiety, a co dopiero mężczyźni, oraz BRWIĄ, niespotykanym... NIGDZIE indziej.
Rozstając się, szczerze liczył na kolejne spotkanie gdzieś w przyszłości. Tyle tylko... że na pewno nie spodziewał się tego na pełnym morzu. A już na pewno nie podczas abordażu ICH statku.
Tamtego, deszczowego dnia, ledwie wypłynęli z portu. Nic więc dziwnego że nie zdążyli zmienić flag ani uniformów... W tedy właśnie zaatakowali ich PIRACI. Pewni że ich ofiara to nikt inny jak zwykły handlowiec, bez ostrzeżenia ostrzelali ich z prawej burty. Zdezorientowani kompani Hondy, dopiero po dłuższej chwili ogarnęli się na tyle by chwycić za broń. Jednak przeciw sile wrogiej jednostki, stanowili zaledwie pył na wietrze... Queen Victoria's Revenge oraz jej załoga, wyrżnęli ponad połowę jego ludzi, zanim ci zdołali się w jakikolwiek sposób zorganizować. Rozwścieczony i równie spanikowany sytuacją co i reszta Kiku, bez większego zastanowienia doskoczył do tego, który chwilę wcześniej uśmiercił ich kapitana. Jakże wielkie było jego zdziwienie kiedy strąciwszy mu z głowy kapelusz, ujrzał te znajome, turkusowe oczy. Ten Brytyjski barbarzyńca... Żeby w tak łatwy sposób doprowadzić go do ruiny...
Walka nie trwała długo. Nie widząc cienia szansy na wygraną z przeważającą siłą wroga, wycofał się w stronę rufy i stamtąd, pożegnawszy kapitana Queen Victoria's Revenge głębszym ukłonem oraz przeszywającym na wylot spojrzeniem lodowatych oczu, skoczył w morską toń. Gdyby piracki duch nie był w nim silniejszy niż tamten, mały samuraj... zapewne poległby tamtego dnia w bogi.
Po dziś dzień, gardzi Kirklandem i jednocześnie go podziwia... Obiecał sobie odbić to co stracił - Anglika. Czy to jednak znaczy że go nienawidzi? Wręcz przeciwnie. Uważa za to za godnego przeciwnika i człowieka wartego jego zainteresowania. Właśnie dlatego bez przerwy daje mu do rozumienia jak bardzo "zrobił go w konia" podczas ich wcześniejszych spotkań. Odnosi się doń z pozoru łagodnie i uprzejmie, ale niemal każde, wypowiedziane w jego kierunku słowo ma drugie dno.
Ameryka - nie jest pewny tego, co tak właściwie powinien o nim myśleć. Z pewnością stanowi typ zdecydowanie zbyt głośny i... żywotny jak na gusta Kiku. Zwłaszcza jeśli wciąć pod uwagę jego tendencje do nawiązywania kontaktów fizycznych. Dlaczego nawet zwykłe powitanie(bp uścisk ręki) musi się sprowadzać do wzajemnego dotykania czy to dłoni, czy całego ciała...? Ponad to, duży dzieciak wydaje się niepokojąco wręcz... szczęśliwy otaczającym go światem, a jego wyskoki są zazwyczaj szalenie niepoważne i nieracjonalne.

Chiny - przez krótki okres czasu, jego opiekun i nauczyciel.. To on nauczał go kartografii zarówno japońskiej jak i chińskiej. Yao bardzo widocznie polubił wówczas swojego podopiecznego, jednak ciężko powiedzieć by Kiku odwzajemniał owe uczucia. Powodem mogło być jego zamknięcie w sobie.

Tajwan - jeszcze jako maluch, bawił się z nią nieraz na cesarskim dziedzińcu, jednak odkąd opuścił Kyoto wraz z ojcem, nigdy więcej jej nie widział.

Holandia - bardzo możliwe że jedna z niewielu osób na jaką Kiku kiedykolwiek otworzył się w równie dużym stopniu.
Po raz pierwszy spotkali się oni na jednej z japońskich wysp i jednocześnie pirackiej przystani, wyjątkowo bezpiecznej przed ingerencją nieproszonych gości, otoczonej z wielu stron ostrymi klifami oraz licznymi mieliznami, których nieznajomość skończyć się może tylko w jeden sposób.
Statki holenderskie znane były we wszystkich możliwych przystaniach - a przynajmniej takie właśnie pogłoski krążyły dookoła kontynentu Azji i Europy, a kto wie? Może i dalej?
Holender dość bezinteresownie(a przynajmniej tak na początku myślał...) pomógł w tedy Hondzie, zaatakowanemu w cieniu zaułków przez dość liczną zgraję rzezimieszków. Nie żeby nie mógł poradzić sobie z nimi sam...! Co to to nie! Aczkolwiek, trzeba przyznać, iż okazał sie znacznie bardziej przydatny niż można by stwierdzić na pierwszy rzut oka. Co prawda usiłował później wyłudzić od Kiku pieniądze w zamian za okazaną pomoc, twierdząc iż sama wdzięczność nie napełni mu żołądka, ale po długich negocjacjach z nieprzekupnym zwykle Japończykiem, zgodził się na przyjęcie jego oferty w formie obiadu i sake. Dalej wszystko potoczyło się już samo... i zupełnie przy tym nieprzewidzianie. Przyciągając się w sposób dziwnie magnetyczny, natrafiali na siebie w najrozmaitszych okolicznościach. Holender, co niezmiernie dziwiło Kiku, okazał się mieć o wiele ciekawszą naturę niż sądził. Prawie nie zauważył kiedy przestał się pilnować w jego obecności, pozwalając mu ujrzeć tę delikatniejszą część jego samego. Ogólnie więc rzecz biorąc, można powiedzieć że chyba uważa go za kogoś, zbliżonego do przyjaciela.

Grecja - podobnie jak z Holendrem - tyle że Heraklesa poznał dużo później, na kontynencie europejskim, podczas swojej tułaczki w poszukiwaniu okrętu na który mógłby się zaciągnąć lub który tylko przetransportowałby go na Tortugę.
Raz, kiedy zbyt dużo popili, obudził się nawet obok niego... zupełnie nago... Po dziś dzień nie zna szczegółów tego, co w tedy między nimi zaszło.

Turcja - starał się spełniać funkcje mediatorem między nim a Grekiem nie raz i nie dwa. Dzięki jego gościnności i życzliwości, nie musiał spędzać nocy w brudnych karczmach. Umożliwił mu także zarobienie na opłatę za podróż przez ocean, chociaż szerze powiedziawszy, jeszcze chętniej sam by za nią
zapłacił czy po prostu pożyczył odpowiedniej ilości złota, na co nie przystawała tylko i wyłącznie duma Kiku. Czuje się w jego towarzystwie całkiem dobrze.

Hiszpania - nie przepada za nim... najprawdopodobniej przez jego chrześcijańskich pobratymców, napastujących Japonię swoją chorą religią.

Historia: Kyoto - cesarska stolica Japoni, było jego kolebką. Miejscem narodzin, najmłodszych lat życia oraz wychowania. I choć ukończywszy lat sześć, nigdy już nie było dane mu go oglądać, aż do teraz, w czuje głębi duszy dziwny pociąg i nostalgię na samo jego wspomnienie.
Nawet jeśli pamięć z dawnych czasów niemal kompletnie się zatarła.
Jego życie zapowiadało się w barwach kwiatu sakury...
Pierworodny syn Shinji'ego Hondy - głowy rodu Honda, prawej ręki cesarza Tsunayoshi Tokugawy oraz samuraja.
Jego drogą życia miało stać się Bushido, zaś możliwość służenia cesarskiej rodzinie, największym zaszczytem i powodem do dumy. A jednak, zdradliwy los sprawił, że miało stać się zupełnie inaczej.
Nikt nie wie co popchnęło Shinji'ego do zdrady, lub też kto w owa zdradę go wrobił. Faktem było natomiast, że z pewnością znajdował się on w tłumie zbuntowanej ludności japońskiej, plądrującej domy kupców oraz magazyny żywnościowe, podczas jednego z "ryżowych buntów", kiedy to oskarżano lokalną władzę o przyczynę ich głodu.
Zdaniem rodu Honda, oczywistym było kogo należy winić za wygórowane ceny ryżu, którym nie sposób było sprostać miejskiej biedocie. Nic więc dziwnego, że jeden, zły ruch ze strony ich Głowy, doprowadził do szybkiego rozprzestrzenienia się plotek, docierających nawet do cesarskiego dworu. Być może oskarżenia były nieprawdziwe i mające za zadanie zrzucić go z piedestału... Być może znalazł się on jedynie w złym miejscu o niewłaściwej porze - tego już nikt nie miał tak naprawdę szansy się dowiedzieć.
Zostali skazani za zdradę w przeciągu kilku godzin od zajścia, na mocy rzekomych "dowodów" i za to też, wszyscy bez wyjątku mięli być straceni. Mężczyźni, kobiety i dzieci. WSZYSCY w których żyłach płynęła krew rodu Honda.
Ale Shinji, choć tak mocno respektował kodeks... Choć powinien poddać się wyrokowi cesarza, zdradził przysięgę i uciekł z miasta, porywając z sobą jedynie najstarszego syna - sześcioletniego Kiku.
Stając się Roninem, tylko umocnił możnowładcę o swojej winie. Rozgniewany Cesarz, nie zamierzał puścić tego płazem, wysyłając za zbiegiem najlepszych shinobi jakimi wówczas dysponował z rozkazem przyniesienia mu głów obu, ostatnich, pozostałych przy życiu członków rodu okrytego hańbą.
Dopadli Shinji'ego u brzegów zatoki Osaka, i mimo iż bronił się on dzielnie, jak na samuraja przystało, nie był w stanie poradzić sobie ze znacznie liczniejszym, równie dobrze wyszkolonym oddziałem. Kiedy więc jego głowa potoczyła się w końcu po mokrych, muskanych falami piaskach, błyskawicznie podjęto kroki odnalezienia dziecka, jednakże bez skutku.
Za ostrym rozkazem ojca, ukrył się on w jednej z niewielkich, nadmorskich grot, o wiele bardziej przypominających szczeliny w kamiennych występach klifu. Miał stamtąd nie wychodzić, dopóki ojciec po niego nie wróci, lu to nie nastąpi, nie dostrzeże jak przez niewielkie uskoki, woda wdziera się do środka jego kryjówka , co miało za zadanie zasygnalizować wieczory przypływ. I tak też się stało. Dzielnie trzymając fason, sześcioletni chłopiec nie wystawił nosa ze swej kryjówki, zanim jego stopy nie wyczuły jak zbiera się pod nimi woda.
Przemarznięty, wypełznął z groty i brodząc dłuższy czas wodą, trzymając się skalnych występów, dotarł w końcu do piaszczystych brzegów by zdezorientowany, rozpocząć poszukiwanie opiekuna. Nikt nie wytłumaczył mu sytuacji w jakiej się znaleźli. Zupełnie nie pojmował dlaczego musieli uciekać, lecz może to i lepiej, bo wątpliwym byłoby żeby zrozumiał jak Cesarz, któremu ojciec służył przecież tak lojalnie i do którego sam wpajał mu obowiązek szacunku, mógłby dopuścić do śmierci całego ich klanu.
Pół nocy minęło nim wreszcie odnalazł ciało... Ciało może i pozbawione głowy, lecz z pewnością należące do Shingie'go Hondy. Z początku przerażony malec, usiłował wzywać pomocy, która przecież nie miała nawet skąd nadejść. Zaraz potem jednak... Przypomniał sobie. Był przecież samurajem i nawet jesli dane mu było nosić jeszcze miecza, jeśli nie liczyć małej, drewnianej atrapy, winien jest zachować swoją dumę i płakać jedynei w ciszy... Aby bogowie nie usłyszeli jego rozpaczy i nie zezłościli się na niego za słabość i niemoc.
Wykopanie odpowiednio dużego dołu przy wydmach oraz przetoczenie tam ciała, zajęło mu całą noc.
Poza szumem fal oraz wyciem wilków gdzieś w dalekim lesie, towarzyszył mu tylko dźwięk własnego pociągania nosem od czasu do czasu.
Na ledwo przytomnego chłopca, tuż przed wschodem słońca, natrafili zaś... Piraci! Wako - jak ich nazywano, stanowili zlepek piractwa o charakterze wielonarodowym. W szeregu jednej załogi, znajdowali się zazwyczaj nie tylko Japończycy, ale także Chińczycy, Koreńczycy czy nawet Portugalczycy. I tak też było w przypadku bandy, która najdelikatniej mówiąc, "uprowadziła" małego Kiku na swój pokład. Nie zagłębiając się już w szczegóły, wychowali go jak swojego, tym bardziej zadowoleni kiedy swą wiedzą i podstawowymi umiejętnościami władania mieczem, udowodnił o niegdysiejszej przynależności do szlachty samurajskiej.
Z początku przerażony tym co się dookoła niego działo - nawet jeśli starał się tego nijako nie okazywać, z czasem zaczął przyzwyczajać się do warunków panujących na statku oraz ludzi na nim obcujących.
Nauka walki okazała się mocno różnić od tej do której go przyzwyczajano od najmłodszych lat, podobnie jak kodeks "honorowy" pirata różnił się od bushido. Sprzeczności było co niemiara, ale jeśli zinterpretować niektóre rzeczy po swojemu, lub po prostu stworzyć więcej zasad dopasowanych do jego własnego poczucia sprawiedliwości czy moralności, wszystko zdawało się o wiele łatwiejsze.
Dorastając między innymi wako, nabywał umiejętności i nim się obejrzał, został mianowany pierwszym oficerem. Nie doszedł do tego może i do końca uczciwie, ale czyż nie liczył się efekt? A jednak, pewnego pięknego, wietrznego popołudnia na pełnym morzy, jego młodociany zapał do dążenia ku jeszcze wyższym szczytom... udaremnił pewien Anglik.
Ograbieni i pociągnięci na dno przy pomocy dział Queen Victoria's Revenge, nie mieli innego wyboru jak ratować się ucieczką przy pomocy beczek, lub innych, dobrze trzymających się na powierzchni wody rzeczy.
Sztorm który nawiedził morze zaraz po zniknięciu bocianiego gniazda ich statku pod wodą, nie ułatwił sprawy. Kiku nigdy się nie dowiedział czy ktokolwiek poza nim przeżył. A przynajmniej, kiedy po długich miesiącach tułaczki, zbierania sił i "środków", dotarł w końcu na Tortugę, nie doszły go na ten temat żadne pogłoski.
Wyczekując odpowiedniego momentu, postanowił wypatrywać znienawidzonego okrętu i wyczekiwać odpowiedniej chwili by dołączyć w poczet załogi TEGO, który doprowadził do klęski jego pirackiej kariery. Zemsta czy raczej potrzeba przynależenia do tych "silniejszych" i pewnych zwycięstwa...? Ciężko powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: Konnichiwa, minna. Watashi wa 日本国 desu.   Sob Paź 20, 2012 12:19 pm

...łał


Załoga: Queen Victoria's Revenge
Hierarchia: Kwatermistrz
Ekwipunek: Kordelas, dwa japońskie sztylety - po jednym w każdej cholewie buta, stary i wyświechtany zwój przedstawiający rysunek gejszy, zgrabna, japońska fajka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Konnichiwa, minna. Watashi wa 日本国 desu.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pirate Hetalia :: 
 :: 
A r c h i w u m
 :: Stare Karty Postaci
-
Skocz do: