IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Nawiedzony Okręt

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Nawiedzony Okręt   Sro Paź 31, 2012 9:37 pm

Tuż po zachodzie słońca dało się poczuć obecność czegoś nieludzkiego. To coś miało specyficzny zapach, który w połączeniu z wonią morskiej wody tworzył niemiłą mieszankę dla ludzi mieszkających w samym porcie, tuż przy wybrzeżu Morza Karaibskiego. Jakby odór czegoś gnijącego zatruwał powietrze w całej okolicy, a jednak robił to tak subtelnie, że zraził tylko tych z doskonale wyczulonym węchem.
Mogłoby się wydawać, że w miarę zapuszczania się wgłąb brzegu, mgła gęstnieje, tworząc białą powłokę zlewającą się z taflą wody. Wchodząc w nią, miałeś nieodparte uczucie przytłoczenia. Jakby za chwilę miała cię przygnieść. Jej rolą było przysłonięcie wraku starego statku wyrzuconego na brzeg. Spowity nocną ciemnością oraz spoistą mgłą, stał w osamotnieniu, zostawiony sam sobie na wieczne potępienie, zapomniany przez wszystkich. Co jakiś czas fale rozbijały się z łomotem o jego burtę; niegdyś solidne deski poddawane były ich torturom. Zapewne okręt z powrotem zniknie, gdy tylko przyjdzie przypływ, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.
Teraz jednak raczył odwiedzić to ciche wybrzeże. Wraz z nim przywędrował niepokój. Podłoga zaskrzypiała, coś uderzyło o klawisze starego fortepianu i nastała chwila dla kociej muzyki. Urwała się krótko po sekundzie i znów dało się usłyszeć tylko szum fal rozbijanych o deski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Sro Paź 31, 2012 9:52 pm

Wędrowanie po brzegu było czymś co robił bardzo często, przynajmniej wtedy kiedy ich statek stał w porcie. Niektórym mogło się wydawać, że jedyne co robił to siedział na pokładzie i rysował mapy, ale byli w błędzie. Wszyscy. Jak mógł w sumie rysować mapy jeżeli nie miał rozpoznania w terenie?
Zawsze na takiej wyprawie odczuwał podniecenie, teraz jednak chodziło o coś innego. Czuł to głęboko w kościach, widział po gęsiej skórce na własnych ramionach. Miał ochotę się cofnąć, a jednocześnie coś jednak pchało go do przodu i do przodu.
I nagle zobaczył to. Statek. Wyglądał strasznie. Najprawdopodobniej opuszczony, ocenił Jose. Żaden szanujący się kapitan nie doprowadziłby swojego statku do takiego stanu. Chyba że miał do czynienia ze zgrają idiotów.
Coś go niepokoiło. Zdrowy rozsądek, który zazwyczaj zwyciężał z uczuciami, tym razem nie zdał się na nic. Mimo wszystko ciekawość zwyciężyła. Rozejrzał się za jakimś sposobem na wejście na pokład. Chciał poszukać wartościowych rzeczy. Palcami przejechał po deskach, wciągnął zapach unoszący się w powietrzu. Gdzieś na jego ustach zatańczył słaby uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 10:37 am

Rzadko wypuszczała się tak daleko od statku, nawet, gdy akurat byli w porcie na dłużej. Ogarnęła ją dziś jednak nieodparta chęć dłuższej przechadzki. Dlatego więc można było tego wieczora ujrzeć rzadki obrazek, jakim jest błąkająca się wzdłuż brzegu Charlotte.
Statek widziała już z daleka. Ciemny, przechylony, zniszczony. Normalnie nigdy by nawet do niego nie podeszła. Miał on jednak w sobie jakiś dziwny magnetyzm. Jak zahipnotyzowana szła w jego stronę. W końcu stanęła na tyle blisko, że okręt był na wyciągnięcie jej ręki. Rzecz jasna nie widziała mężczyzny stojącego dokładnie z drugiej strony. Obejrzała się dookoła. Pusto. Przesunęła się o kilka kroków wzdłuż burty. Wciąż nikogo. Dostrzegła za to sporą wyrwę w burcie statku. Gdyby udało jej się podejść trochę do góry i przecisnąć się przez nią... Nie będzie to łatwe. Ale co komu szkodzi spróbować? Nie miała jednak ani na czym się podciągnąć, ani na czym stanąć. Stała więc z zadartą do góry głową, usilnie myśląc, jak mogłaby dosięgnąć tych oryginalnych wrót.
Powrót do góry Go down
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 2:08 pm

Amerykanin szedł rozglądając się. Choroba na szczęście odeszła, co niezwykle mu pasowało, zwłaszcza że stanęli w porcie. Jak to Alfred - wszystko musiał zobaczyć, zwłaszcza jeśli były to jakieś nowe dla niego miejsca.
Statek... Ten teraz przykuł jego uwagę i nie wiedząc czemu, ruszył w jego stronę, chociaż ten przyprawiał go o nieprzyjemne ciarki. Amerykanin nie bał się niczego? Jeśli ktoś tak myślał, był w błędzie. Przerażały go duchy. A ten okręt wydawał się być nawiedzony. Mimo to, coś ciągnęło go w tamto miejsce. Czuł nieprzyjemne dreszcze, które sprawiały, że przerażenie się powiększało.
W końcu podszedł do okrętu, patrząc na niego lekko dygocząc. Teraz natomiast nie mógł się ruszyć, chociaż chciał się wycofać. Jego wzrok przykuła znajoma postać, siostra Arthura, Charlotte! Alfred podszedł do niej i stanął za dziewczyną, obserwując co ta wyrabia. Wyglądało na to, że go nie zauważyła. Przymknął powieki i wsunął dłonie do kieszeni starając się uspokoić.
-Charlotte, co robisz?-zapytał nagle.
Nie interesowało go, czy ta się wystraszy, czy nie. Normalnie wręcz by mu na tym zależało, jednak teraz sam zbytnio się bał, aby straszyć innych specjalnie. Starał się udawać dzielnego, jednak nagle dało się usłyszeć żałosny jęk ze statku. Amerykanin aż pobladł cofając się o krok, przerażony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 2:19 pm

Gdy tak myślała, do rzeczywistości przywołał ją nagły dźwięk. Drgnęła lekko i odwróciwszy się, ujrzała jakże dobrze jej znanego Amerykanina.
-Och, to ty... - zaczęła - Zastanawiam się, jak by się tam dostać - wskazała na dziurę nad jej głową. Miała w głębi serca nadzieję, że chłopak jej w tym pomoże. Widziała strach w jego oczach, ale z tego co wiedziała, to miewał on więcej odwagi, niż mogłoby się wydawać.
-Pomożesz mi z tym? - zapytała od razu. Może taka otwarta prośba trochę go ożywi. Nie zamierzała stać pod tym statkiem przez całą noc nawet nie zajrzawszy do środka. Po prostu czuła jakąś siłę, wzywającą ją, by zwiedziła okręt. Była jak niewidzialna lina, przewiązana dookoła niej i ciągnąca tym mocniej, im dłużej tam stała.
Powrót do góry Go down
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 2:35 pm

Noc kryła w sobie jakieś tajemnicze piękno, które niemal wymagało podziwiania. Tak więc Raivis, jako wielbiciel przyrody, ruszył na spacer. Przechadzał się wzdłuż piaszczystego brzegu - jego brązowe, wypolerowane niemal do połysku, buty zapadały się w mokrym piasku, a gdy nagle przybyła mocniejsza fala, chcąc uniknąć zmoczenia, odskoczył. Stanąwszy, przez chwilę wpatrywał się złowrogo w wodę, taksując ją ostrym spojrzeniem fioletowych oczu. Po zachodzie słońca zrobiło się wręcz przerażająco zimno. Temperatura wprawiała szczupłe ciało chłopaka w drżenie, a gdyby zmoczyłby materiał...Cóż, zapewne rozchorowałby się, a tego wolał w tej chwili uniknąć. Zresztą chyba nikt nie lubił chorować.
Trzęsąc się na poły z zimna, na poły ze strachu, ruszył wzdłuż brzegu, tym razem kilka kroków dzieliło go od wody, więc nie miał się czego obawiać. Oczywiście do czasu. Gdy ciężkie, niemal czarne, chmury rozstąpiły się, dając szansę srebrzystemu światłu księżyca oświetlić ziemię, chłopiec ujrzał statek. Przerażający, kryjący w sobie wiele zagadek i, zapewne, będący światkiem wielu zgub ludzkich istnień. Gdy nagle dało się słyszeć głośny, niemal żałosny, jęk, w jedną sekundę temperatura spadła o kilka stopni, a jakieś zwierze przemknęło obok niego, Raivis krzyknął ze strachu. Nastąpiwszy na jakiś mokry piasek, zaczął się w nim zapadać.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!- wydarł się, a jego oczy zaszkliły się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Japonia

avatar

Orientacja : T-To nie jest miejsce na takie wyznania...|!
Ekwipunek : Szabla, dwa japońskie sztylety - po jednym w każdej cholewie buta, stary i wyświechtany zwój przedstawiający rysunek gejszy, zgrabna, japońska fajka.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Gdyby się to wydało, miałbym bardzo poważne problemy...
Multikonta : brak
Liczba postów : 200
Join date : 14/10/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 2:39 pm

Krocząc wolno pomiędzy cichymi uliczkami, śmierdzącymi stęchłymi odpadkami walającymi się w rynsztokach oraz wszędobylskim swądem rybich flaków, Kiku przemierzał maluczki i wyjątkowo cichy jak na te wody port, kierując się z powrotem w stronę nadbrzeża.
"Zakupy" musiał uznać za wyjątkowo udane. W życiu by się nie spodziewał, że w miejscu takim jak to, uda mu się natrafić na handlarzy armady Kompanii Wschodnioindyjskiej. Statki Kompanii miały całkowity monopol na handel Europy z Azją jak i monopol na wewnętrzny rynek azjatycki od Japonii do Jemenu. Móc po raz pierwszy od tak dawna posłuchać znajomych języków, opowieści z jego stron oraz co najważniejsze - zakupić te wszystkie, równie drogie jego sercu przyprawy, tytoń, odrobinkę opium oraz HERBATY...! Bogowie zdecydowanie mu tego dnia sprzyjali. A przynajmniej tak właśnie myślał, dopóki wychodząc zza zakrętu, dosłownie nie wpadł w objęcia gęstej niczym mleko mgły, ograniczającej jego wzrok do prawdziwego minimum.
Przez chwile kompletnie zdezorientowany, stał w kompletnym bezruchu, wytężając wszystkie zmysły. Pojedyncze kropelki zimnego potu wystąpiły na jego czoło i kark niemal w ułamku sekundy. Co to za obrzydliwe uczucie...? Nie tylko fizyczne, ale i psychiczne poczucie ciężkości i przytłoczenia, zwalające się na niego niewidzialna falą...
Nigdy w życiu nie czuł czegoś podobnego.
Kiedy głęboki dreszcz przeszedł go po plecach, z irytacja potarł jedno ramie, zmuszając się do wzięcia w garść. Skupił się na dźwięku fal występujących na brzeg i uderzających o burty zacumowanych na przystani statków, stawiając pierwsze, ostrożne kroki w gęstej mgle. Jedną rękę wyciągnął przed siebie, zdając sobie sprawę że zbyt niebezpiecznie było w takiej sytuacji ufać tylko i wyłącznie wzrokowi. Drugą natomiast przytknął rękawem do nosa, marszcząc go ze zgorszeniem. Jakkolwiek obrzydzały go zapachy portów, dało się w pewnym momencie żeglarskiego życia przyzwyczaić na tyle, aby móc "wyłączyć" zmysł zapachu na ich działanie. Nie zwracało się na to uwagi, ponieważ była to rutyna. Za to gdy do nosa docierała już jakakolwiek informacja o ewenemencie którego się zazwyczaj w ogóle nie czuło... w tedy sprawa zaczynała się nieco komplikować. Tak samo było teraz.
- ... - nieufnie obserwując otoczenie, szedł przed siebie dopóki mgła nie zaczęła się wyraźnie przerzedzać. Im bliżej nadbrzeża, tym pewniejsze stawały się jego nogi, dotychczas niepokojąco drętwe i ociężałe. Co za przerażająca atmosfera... Czuję się zupełnie jakbym odwiedzał jedno z miejsc nawiedzanych przez jakieś youkai... - zwrócił się do siebie w myślach, wspominając zasłyszane opowieści.
W pewnym momencie GO dostrzegł. Oczy rozszerzyły mu się diametralnie. Statek był olbrzymi... Olbrzymi, stary i... groźny. Nie rozumiał dlaczego właśnie to ostatnie sprawiło że miał ochotę zawrócić, ale zdusił w sobie przekleństwo i nagłą chęć opieprzenia samego siebie. To TYLKO statek...
Jeszcze raz ogarnął go wzrokiem, po czym ruszył wzdłuż doku, nie zamierzając się nawet zbliżać do tego przeklętego miejsca. Mógł być tym zafascynowany... Ale zdrowy rozsądek miał w zwyczaju przeważać nad ciekawością. A przynajmniej dopóty, dopóki nie dostrzegł znajomych sylwetek ma tle jakimś cudem utrzymującego się na wodzie wraku. Nawet jeśli w dokładnej weryfikacji przeszkadzała mu mgła... W porcie nie było zbyt wiele kobiet odzianych jak pirat... Skupiając wzrok i układając rękę na rękojeści, niechętnie ruszył ku nim.
- Alfred-kun... Charlotte-san...? - zwrócił się do nich, a jego uwadze nie umknęło jak resztki mgły wyciszają jego kroki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 2:55 pm

Spojrzał znów na dziewczynę pytającym wzrokiem. Od razu na twarz chłopaka powróciły kolory, chociaż przez cały czas czuł przerażenie. Uniósł brew i wypiął dumnie tors do przodu. W końcu był super hirołem, jak pomagać to właśnie on. Pstryknął palcami i uśmiechnął się wesoło do kobiety. Lekko się pochylił, składając ze sobą dłonie, robiąc dziewczynie jakby schodek, aby ta mogła wejść na górę.
-No dobra, to wskakuj!-zawołał wesoło.
Mimo wszystko nie był przekonany co do tego, aby tam wejść. Cały czas czuł przerażenie i te okropne ciarki przechodzące po jego ciele. No i usłyszał krzyk. Dość znajomy głos, jednak nie rozpoznał go. Czemu? Przez przerażenie, które go teraz znów unieruchomiło. W oczach chłopaka pojawił się strach, do tego łzy. Nigdy nie wystraszyłby się czegoś takiego, jednak przez ten okręt...nie potrafił się uspokoić. Jak zawsze wpychał się w miejsca ciekawe, tak teraz nie chciał tego robić. Zamierzał tylko pomóc Irlandii wejść do środka, po czym szybko wrócić na ich statek. Marzył teraz tylko o tym, by jak najszybciej wypłynąć w morze. Szokujące, zwłaszcza jeśli chodziło o Amerykanina, który zdecydowanie wolał ląd. Znów to przerażające wycie z okrętu, przez które Alfred aż krzyknął i zacisnął powieki.
No pięknie, co to było, dzień straszenia Alfreda? Głos Japonii przyprawił go o ciarki, zwłaszcza iż zawsze był spokojny. Spojrzał w stronę Hondy pytająco. Odetchnął głęboko. Na szczęście miał broń, więc jak coś by się do nich przywlekło ze złymi intencjami, chłopak po prostu by strzelił.
-K...Kiku! ...Słyszeliście tamten krzyk? Czy tylko mnie zdawał się jakiś znajomy?-zapytał roztrzęsionym głosem, czekając aż którekolwiek z nich mu odpowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 3:11 pm

Zanim zdążyła skorzystać z pomocy Alfreda, usłyszeli dziwny wrzask, a zanim zdążyła zareagować pojawił się dobrze jej znany Japończyk.
-Dobry wieczór, Kiku... - zaczęła - Nie wiem, co to było... - Cóż, taka była prawda. Ale przydałoby się zorientować, co się dzieje. W końcu okręt nie ucieknie, szczególnie ten.
Aż sama się zdziwiła, że nie czuje aż tak dużego strachu jak mogłaby. Trochę drżała, ale sama nie wiedziała czy z zimna, czy z przerażenia. Nie, nie mogło być aż tak źle. Gdyby się bała, nie ciągnęło by jej tak do odwiedzenia tego statku. A może jednak? Sama nie wiedziała. Tak czy inaczej, zbierało się coraz więcej osób. Może przynajmniej nie będzie sama w swojej 'wyprawie'? Trzeba się przekonać. Była trochę zaniepokojona, że Alfred może stchórzyć, zaś Kiku nie był jej wymarzonym towarzystwem. Nie mogła jednak narzekać, ważne, że ktokolwiek się zjawił. Teraz trzeba było "tylko" sprawdzić, co się tak właściwie dzieje...
Powrót do góry Go down
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 3:36 pm

Ugh. Piasek był zimny i mokry. Blondyn zapadał się w niego co raz bardziej - Najpierw nogi do kolan, w końcu jego biodra i klatka piersiowa również zatopiły się w gęstej i nieprzyjemnej brei. Suma summarum nie mógł to być piasek, jednak Łotysz w tej chwili wolał nie rozwodzić się nad ową tajemniczą substancją. Najgorsze było to, że nieważne czy szarpał się czy trwał w bezruchu - ciemna substancja i tak wciągała go uparcie wgłąb ziemi.
I, watro wspomnieć, zapewne położyłaby kres jego życiu gdyby nie gałąź, którą w ostatniej chwili zauważył chłopiec, gdy już chwile dzieliły go od dostania się brei do jego ust. Cały drżąc, złapał się za nią, wyciągając się. Miał śliskie ręce, a gałąź była omszała, jednak Galante chciał żyć. Pragną zobaczyć jeszcze wschód słońca, zjeść coś dobrego... Litości, miał dopiero naście lat ! Nie poznał dobrze życia i miał tego pełną świadomość. Najgorsze było to, że błoto, lub czymkolwiek to było, przylepiło się do jego ubrania, zwiększając masę Łotysza. Na szczęście po kilku chwilach, które zdawały się być dla chłopca wdzięcznością, wydostał się.
Stanąwszy na własnych nogach, odszedł kilka kroków. Odgarnął dłońmi włosy do tyłu, przy okazji brudząc sobie tym czymś włosy. Ruszył w stronę statku, widząc z daleka zarys jakiś postaci. Szedł powoli, utykając na jedną nogę, jednak nie wiedział kiedy się w nią zranił - łydka paliła go niemal żywym ogniem. Z każdym krokiem postacie stawały się co raz wyraźniejsze - blondyn rozpoznał w nich piratów. Była ich trójka... Jakby mężczyźni, chociaż jeden z nich miał zaokrąglenia tu i ówdzie. Czyżby kobieta?
Gdy był tuż za plecami trójki piratów, odezwał się cicho ochrypłym od krzyku głosem:
- P-przepraszam...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 4:05 pm

Spędził parę dłuższych chwil, starając się wymyślić łatwy sposób na dostanie się na pokład. Nic jednak nie przychodziło mu do głowy, więc tylko stał, wpatrując się w bok statku.
Nagle do jego uszu dotarło coś. Ludzki głos, zwierzęcy jęk czy po prostu złudzenie, wywołane dziwnym klimatem tamtego miejsca? Napiął mięśnie, rozglądając się szybko. Czyżby coś miało zaraz wyskoczyć z cienia i go zaatakować?
Jako iż wszystkie jego zmysły były wyostrzone i spodziewał się czegoś bliżej nieokreślonego, nawet aż tak bardzo się nie zdziwił na krzyk. Wzdrygnął się. Duchy? Statek wyglądał tak jakby mógł być nawiedzony. Gdyby Jose miał w sobie trochę więcej wiary w istoty nadprzyrodzone może nawet kupiłby takie wytłumaczenie i uciekał.
Chciał jednak wiedzieć co to było. Dlatego też powoli, ostrożnie, ruszył do przodu, cały czas trzymając się jednak wraku. Nie chciał go zgubić, gdyż był to pewnego rodzaju punkt rozpoznawczy. Trudno było jednak przejrzeć mgłę. Już miał się poddać, gdy nagle ujrzał zarysy jakiś postaci. Ruszył w ich kierunku jak najciszej umiał. Na szczęście piasek mu sprzyjał, tłumiąc jego kroki.
-Psia krew!- rzekł, gdy zdał sobie sprawę, że to byli piraci. Skojarzył Łotysza, tego blondyna też skądś znał... Widział go kiedyś w porcie. Chyba nazywał się Alfred.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Japonia

avatar

Orientacja : T-To nie jest miejsce na takie wyznania...|!
Ekwipunek : Szabla, dwa japońskie sztylety - po jednym w każdej cholewie buta, stary i wyświechtany zwój przedstawiający rysunek gejszy, zgrabna, japońska fajka.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Gdyby się to wydało, miałbym bardzo poważne problemy...
Multikonta : brak
Liczba postów : 200
Join date : 14/10/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 4:10 pm

Nie cofając dłoni, w końcu miał okazję z bliska przyjrzeć się starej łajbie, której deski wyglądały na nieprzyjemnie oślizgłe i przegniłe. Zadziwiające że całość w ogóle jeszcze trzymała się w kupie... Chociaż z drugiej strony, jeśli miał mocny szkielet... Tylko czy aby tylko o szkielet tej łodzi chodziło...?
Pokręcił głową i skarcił się za poświęcanie uwagi zbędnym myślom, które jedynie co mogły przynieść, to jeszcze większe kłopoty. A te nie były mu szczególnie do szczęścia potrzebne. Wiedział za to co było...! Gorąca herbata i kąpiel, coby zmyć z siebie niewidzialną powłoczkę czegoś lepkiego i obrzydliwego, która zdawała się owiewać całe jego ciało coraz intensywniej. To miejsce było złe i niebezpieczne... Tyle że w zupełnie innym sensie niż to wszystko, czego dotychczas w życiu doświadczył. Być może był po prostu przeczulony, ale nie zamierzał ignorować ostrzeżeń dawanych mu przez ciało i instynkt który nie raz i nie dwa uratował mu swym istnieniem życie.
- Nie powinno was tutaj być... - zwrócił się do nich spokojnie acz stanowczo, nie odrywając wzroku od okrętu. Doprawdy... cóż za gorszące uczucie...
Nie zareagował na krzyk, a i postanowił go przemilczeć. Czy to naprawdę było takie ważne, kto krzyczał i dlaczego? W porcie równie dobrze mógł być to znak, że jakaś grupa opryszków ma właśnie świetny ubaw z dorwanej gdzieś po drodze niewiasty. Nie trzeba się było tym przejmować... Acz niespodziewane pojawienie się dzieciaka, którego kroków dzięki mgle nie mieli nawet szansy dosłyszeć, budziło już pewne obawy.
Bez chwili namysłu wyciągnął kordelas, taksując go chłodnym wzrokiem.
- ...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 4:24 pm

Wpatrywał się w Charlotte i Kiku cały czas widocznie przerażony. To wszystko wydawało mu się jak z jakiegoś filmu grozy(były wtedy filmy? O.o Chyba nie, nie? No nie ważne xD). Okręt cały czas go do siebie ciągnął, im dłużej przy nim stali, z tym większą siłą to robił. Jakby coś chciało, aby tam weszli, mimo strachu. Alfred wolałby uciec. Czuł przerażenie większe, niż kiedykolwiek w swym niezbyt długim życiu. Czuł się, jak kawałek metalu, który był przyciągany przez dziwny magnez, nie mógł nawet temu się sprzeciwić. Zrobił krok w stronę statku. Nie wiedział dlaczego, ale chciał tam wejść, mimo strachu. Po chwili jednak drgnął, słysząc nowy, ochrypły głos. Czy to jego krzyk słyszeli? Tak, najprawdopodobniej właśnie tak. Słów Japonii jednak nie skomentował, dobrze wiedział, że nie powinni byli tutaj przychodzić. Spojrzał na Łotwę.
-Raivis…? Co Ty tutaj robisz?-zapytał po chwili.
Jose’a jednak nie słyszał. Jakby po prostu bycie tutaj wyłączało narząd słuchu, przynajmniej na czyjeś kroki. Po chwili Amerykanin poczuł większy strach, niż dotąd udało mu się odczuć. Coś jakby go ciągnęło w stronę dziury, nieznana i niewidoczna siła. Amerykanin pobladł, zapierając się z całej siły, mimo to jednak czuł, że przesuwa się do niej coraz bardziej i bardziej. Zaschło mu w gardle, a z ust wydobył się krzyk przerażenia. I bum! Po prostu wylądował na okręcie, nie wiadomo skąd. Gdy wcześniej zacisnął powieki, był jeszcze z innymi, a teraz… po prostu sam na nawiedzonym statku… Zaczął się cofać, nie wiedząc co jest granę, a ciemność spowiła jego oczy. Rozglądał się teraz w każdą stronę.
-H-Halo…? Jest tu k-ktoś…?-zawołał dygoczącym głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 4:35 pm

Ledwo spojrzała na Łotysza. Nie znała go, ale najwyraźniej Alfred go znał. Zaraz też dostrzegła, że ten, dzięki swojemu wzrostowi znalazł się już tam, gdzie ona już tak dawno zamierzała. Pozazdrościła mu trochę, więc nie czekając dłużej na pomoc postanowiła działać. Chwyciła stojącego bliżej Japończyka za ramiona, przyciągnęła w stronę burty i wciąż się na nim opierając podskoczyła. Gdy jej ręce były już całkowicie wyprostowane, wyciągnęła jedną z nich sięgając w stronę ziejącej ciemnością dziury. Potem obok jej dłoni pojawiła się druga. Podciągnęła się raz jeszcze, jednym susem znajdując się w mrocznym wnętrzu okrętu. Zaraz też odnalazła wzrokiem Alfreda, który stał niedaleko. Wyglądał na przerażonego, postanowiła więc podnieść go nieco na duchu.
-To co, herosie, cały statek przed nami otworem! - zawołała. Podeszła do niego bliżej, żeby móc lepiej zobaczyć jego twarz w tych ciemnościach.
-Idziemy dalej? - zaproponowała.
Powrót do góry Go down
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 5:02 pm

Raivis westchnął cicho z ulgą, gdy rozpoznał Alfreda. Przynajmniej był tu ktoś, kogo znał. Wyglądało na to, że pozostała dwójka należy do znajomych Amerykanina - nie wyglądało żeby tamci mieli się nawzajem pozabijać, tak więc Galante również był bezpieczny. Przynajmniej myślał tak do czasu, aż Azjata wykonał swój ruch.
Łotysz zrobił zaskoczony krok w tył, wpatrując się w wyciągnięty kordelas. Wcześniej już drżał przez zmoknięte i upaprane breją ubrania, ale teraz, gdy przestraszył się...Zaczął drżeć mocniej.
- J-j-ja-a...- wykrztusił tylko, próbując odpowiedzieć Alfredowi, lecz cały czas wpatrywał się w wyciągniętą broń.
Odetchnął jednak z ulgą, gdy kobieta przebrana za faceta zabrała tamtego. Widząc, że wszyscy zbierają się do wejścia na statek, sam znalazł sobie jakieś dogodne miejsce. Wspiął się na pokład, zadowolony ze swojej małej masy. Rozglądając się, szybko podbiegł do owej dwójki i złapał pod ramię Alfreda.
- I-idę z w-wam-mi...- wyjąkał, cały czas lekko drżąc. Wtulił się w Amerykanina, podejrzliwie lustrując otoczenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 5:10 pm

Chłopak rozglądał się po statku niepewnym wzrokiem. Cholera, gdyby było tutaj przynajmniej jakieś źródło światła… Chociaż mógłby coś dostrzec. Drgnął słysząc głos Charlotte. Poczuł się lepiej, kiedy ta znalazła się przy nim. Odetchnął głęboko.
-Nie chciałem tutaj wchodzić… Coś mnie ciągnęło, jakby do tego zmusiło i… nie chcę iść dalej!-pisnął trochę jak dziewczynka.
Przerażenie wcale mu w tym wszystkim nie pomagało. Tak, miał się za hiroła do tego najdzielniejszego na świecie, ale tym razem nawet nie chciał zwiedzać owego miejsca. Chociaż nagle poczuł ogromne zimno. Spojrzał przestraszony za siebie, a potem na Irlandię. Niby wszystko było w porządku, ale czyż to nie dziwne, że nie wiedział nawet, jak dostał się na statek? Mogło to przyprawić o jeszcze większe ciarki. Spojrzał na Łotysza, który przybiegł do niego i przytulił do ramienia Amerykanina. Alfred odetchnął, po czym pogłaskał go po głowie. Skrzywił się lekko, a po chwili dostrzegł jakąś nieznaną postać niedaleko nich. Zmrużył powieki. Skoro duchy były niewidzialne, to nie był nim na pewno...a może jednak? Amerykanin przełknął głośno ślinę i szturchnął lekko Irlandię, oraz Łotwę.
-E-ej… Czy Wam też się wydaje, że ten statek jest faktycznie niebezpieczny i przerażający…?-zapytał po krótkiej chwili.
Nagle jakby cała odwaga chłopaka wróciła. Wesoły podszedł do postaci, która rozpłynęła się prawie natychmiast. Zamrugał zdziwiony powiekami. Czyli jednak to był duch…? A może po prostu bogata wyobraźnia Amerykanina dała o sobie znać? Tak sobie by to tłumaczył, jednak zaczął nagle panikować i biegać wokoło przerażony, drąc się w niebogłosy.
-Ghost, ghost, ghost, ghooooooooooooooooooost!-krzyczał piszczącym jak u dziewczyny głosem machając przy tym rękami.
Wyglądało to trochę komicznie, ale chłopak bał się duchów najbardziej na świecie, zwłaszcza że w nie wierzył. Anglia jest podobno najbardziej nawiedzonym krajem, a chłopak spędził tam dość sporo czasu. Poza tym, wierzył nawet w magię, ale zawsze przez to śmiał się z Anglika, który w nią wierzył. Amerykanin jednak udawał, że uważał to za głupstwo. Tak samo jak magiczne istoty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 5:29 pm

Obrzuciła spokojnym spojrzeniem wciąż nieznanego jej chłopca. Nie było dla niej żadnym problemem, by się do nich przyłączył. Zaniepokoiło ją dziwne zachowanie obojga, rzeczywiście się bali. Ją też zaczynały przerażać te dziwne dźwięki. W pewnym momencie zdało jej się, że zobaczyła coś w ciemności. Wstrząsnął ją dreszcz, ale starała się nie panikować. Ktoś musi zachować zimną krew. Jednak krzyki Alfreda wytrąciły ją nieco z równowagi. Ale nie potrafiła stać w jednym miejscu. Chwyciła więc oby chłopaków za ręce i lekko pociągnęła w przeciwnym kierunku niż ten, skąd przyszli i skąd teraz wydobywały się dziwne dźwięki.
-N-nie ma się c-czego o-obawiać... - powiedziała, bardziej próbując uspokoić siebie niż ich. Zaczęła ciągnąć ich za sobą mocniej, przez co wszyscy zrobili kilka kroków, chcąc lub nie. Robiło się coraz zimniej. Charlotte dostała gęsiej skórki.
-C-chodźmy stąd... - zaproponowała, wciąż ciągnąc obydwóch wgłąb okrętu. Była przerażona, ale nie mogło jej to powstrzymać od zwiedzenia statku. Nie teraz, gdy już zaszli tak daleko.
Powrót do góry Go down
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 6:51 pm

Alfred był przerażony i blady tym, co się w owym miejscu działo. Jedno, wielkie, przerażające miejsce. Do tego, czuł się gorzej. Zdawało się, że gorączka powracała. Tym samym, na jego policzkach pojawiły się czerwone plamy, tzw. rumieńce, od wzrostu temperatury. Spojrzał na Irlandię, lekko dygocząc ze strachu, zwłaszcza że dziewczyna pociągnęła ich wgłąb tego okropnie strasznego statku. Nie wyglądało na to, by Amerykanin chciał tam iść. Zaczął zapierać się przed tym rękami i nogami, jakby nie wiadomo co tam było.
-N-Nie pójdę tam, nie ma opcji! Tutaj straszyyy!-pisnął.
Po chwili zamarł, znów słysząc to żałosne wycie ducha. To go wręcz przerażało, do tego usłyszał jakby muzykę zapierającą dech w piersiach, jak i śpiew do niej. Poruszał ustami, jednak z tych nie wydobył się żaden dźwięk. Nic nie powiedział. Spojrzał na Irlandię, a potem na Łotwę ze strachem.
-W-wracajmy na nasze statki... Błagam...!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 7:00 pm

Przerażeni chłopcy nie mogli jej powstrzymać, co to, to nie. Coraz mocniej ciągnęła ich dalej.
-Teraz już tam nie wrócimy - uświadomiła Alfredowi, bo przecież te przerażające odgłosy wydobywały się z drugiej strony korytarza. Nie mogli wyjść tą samą drogą, którą weszli, chyba, że chcieliby umrzeć ze strachu. Tak więc, skoro praktycznie byli w ślepym zaułku, nie mieli innego wyjścia, jak tylko iść dalej.
-Spokojnie, znajdziemy inne wyjście - uspokoiła ich, a także siebie. Wtedy dostrzegła mały kaganek stojący na stoliczku. Podciągnęła obydwóch chłopców w tym kierunku. Uwolniła młodego nieznajomego z żelaznego uścisku i przetrząsnęła szufladkę stoliczka. W końcu udało jej się zapalić świeczkę w kaganku. Wciąż jedną ręką chwyciła go i trzymając przed sobą usiłowała rzucić trochę światła na korytarz. Skierowała swoje i Alfa przy okazji kroki dalej, przyświecając sobie kagankiem.
Powrót do góry Go down
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 7:54 pm

Amerykanin przełknął głośno ślinę i spojrzał za siebie. Przerażające jęki i krzyki zapierające dech w piersiach zdawały mu się być coraz cichsze, jakby z każdym krokiem odsuwali się od wydobywania się dziwnych dźwięków. Szedł za Irką, rozglądając się. Przywyknął już do ciemności, do tego widział dziwną, ogromną skrzynie, leżącą z boku, a przy nim kościotrupa, ubranego jak kapitanowie chodzili ubrani. Wrócił wzrokiem na Charlotte, kiedy ta zapaliła świecę. Szedł za dziewczyną, jednak po chwili z całej siły pociągnął ją w tył.
-Charlotte, patrz! To nie jest jakiś skarb? Chodź tam, zobaczymy, pliiiis!-wymamrotał proszącym głosem.
Wyglądało to jakby strach po prostu wyparował. Amerykanin zdawał się być teraz zaciekawiony tym, co widział.
-Piracki skarb, trrruhuuu! Ja chcę!
Znów poczuł się jak małe dziecko, wtedy kiedy szukał skarbów na lądzie, kopiąc w piachu i mając nadzieje, że ktoś tam coś zakopał. Zawsze chciał przeżywać przygody, zwłaszcza przez Arthura, który czasami opowiadał mu bajki o piratach i życiu na morzu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 8:01 pm

Zachwiała się odrobinę, ale poszła za nim. Skarb? Na takim statku było to całkiem możliwe. Nie traciła czasu na przyglądanie się trupom. Przyświeciła tam, gdzie wskazywał Al. Skrzynia wyglądała na dużą i mocną. Podeszła bliżej. Była zamknięta na sporą, solidną kłódkę. Przyklęknęła obok i położyła kaganek na płaskim wieku skrzyni, wciąż mocno trzymając rękę Amerykanina.
-Nie wiem, jak ją otworzyć... - zmartwiła się. żeby sforsować zabezpieczenie, będą musieli odnaleźć klucz, co oznaczało dłuższe przebywanie na statku. Ucieszyła się jednak, bo perspektywa skarbu podniosła Alfa na duchu na tyle, że przestał panikować. Co znaczyło, że może nie będzie się tak już rzucał. Oby.
Powrót do góry Go down
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 8:13 pm

Zaczął chichotać na jej słowa. Wyrwał rękę z jej uścisku i podszedł do kościotrupa. Jak było wspomniane wcześniej - bał się jedynie duchów. Niczego więcej. Zaczął go przeszukiwać, zadowolony, ale dłoń kościotrupa zacisnęła się na jego ręku. Chłopak drgnął i zaczął się śmiać.
-Łahahahaaha, jaki fajny! Ahoj, kapitanie!-zawołał wesoło.
Pewnie wiele osób uznałoby go za idiotę, że się nie bał. No tak, nie bał się. Nawet widząc, jak trupia czaszka kieruje się na niego, jakby chciała spojrzeć na Alfreda. Ten jeszcze szerzej się uśmiechnął, dalej szukając klucza.
-Trrruhuuu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 8:18 pm

Spojrzała na kościotrupa i dostrzegła jego ruch. Zaniepokoiło ją to.
-A-a-alfred... T-ten K-kapitan się rusza... - ostrzegła go, gdy ten dalej obmacywał ludzkie szczątki. Rozległ się dziwny dźwięk. W odruchu przerażenia zacisnęła palce na jego ramieniu. Nagle w nikłym blasku świecy dostrzegła metalowy przedmiot przyczepiony pod płaszczem.
-Alf! Po lewej! - zawołała przyduszonym tonem. Na chwilę zapomniała o strachu, podniecona nadzieją rychłego dobrania się do zawartości tajemniczej skrzyni.
Powrót do góry Go down
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 8:29 pm

Drgnął i spojrzał rozbawiony na Irkę. Wyglądało na to, że teraz to ona była przerażona. Alfreda jednak wręcz bawiła owa sytuacja. Drgnął, słysząc jej słowa. Wbił wzrok w klucz i prawie natychmiast złapał go w ręce z lekkim rozbawieniem. Ale po chwili zbladł. Usłyszeć mogli jakiś trzask, a dziura przez którą tutaj wleźli, zniknęła. Popatrzył w ową stronę przestraszony, a ku nim zaczęła zmierzać grupa kościotrupów. Wyglądało na to, że była to załoga owego statku w dawnych czasach. Jedną rękę Alfreda trzymał ,,kapitan", więc drugą złapał szybko za strzelbę. Wycelował w kościotrupy i strzelił.
-HA! ...Chyba powinniśmy stąd wiać, co?-spojrzał rozbawiony na Charlotte.
Wiedział, że ta powie, iż powinni, ale sam przestał się już bać. Zdawał się być zadowolony i uważał, iż jest to super przygoda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 8:52 pm

Łotysz cały czas szedł obok nich dziwnie milczący - drżał cały czas niczym w febrze, jednak dopóki czuł na sobie dotyk któregoś z piratów był w stanie iść dalej. Oczywiście, że chętniej cofnąłby się do wyjścia. Ba, zrobiłby to w jak najkrótszym czasie, zyskując tym samym swój życiowy rekord, którego nigdy by nie pobił. Wiadomo, że adrenalina jest najlepszym motorem do działania w sytuacjach kryzysowych, nie mniej jednak Raivis wolałby nie poddawać się pod jej działanie. Źródło światła przywitał z niejaką radością, której okazanie postanowił zostawić na inną okazję. Lustrował otoczenie, taksując fioletowym spojrzeniem liczne spróchniałe deski, pająki niemal kolosalnych rozmiarów, które szybko przemykały tuż pod ich nogami i zacieki na drewnie.
- A-a-alfr-e-ed- wyszeptał, gdy ten podszedł do zmarłego kapitana, jednak zrobił to tak cicho, że tamten mógł go spokojnie nie usłyszeć. Skarb wyjątkowo nie nęcił chłopaka - o wiele bardziej chciałby być daleko stąd, najlepiej w przytulnej kajucie...Nawet w jakiejś obskurnej tawernie, wszędzie byleby wśród żywych i w jakimś suchym, w miarę bezpiecznym miejscu.
Gdy trup się poruszył, chłopiec cofał się do tyłu, aż wreszcie trafił plecami na ścianę. Warto wspomnieć, że była ona mokra i zimna, co wywołało u niego nerwowe podskoczenie w miejscu i przyłożenie dłoni do serca. Po chwili jednak osunął się do ścianie, skulając się w kącie, gdzie nie dochodziło światło. Trwał tak, głuchy na otoczenie, aż do chwili, gdy kichnął a część z żywych trupów ruszyła w jego stronę.
Galante pisnął w bardzo niemęski sposób, obejmując kurczowo swoje kolana. Najgorsze było to, że nie miał się czym bronić - jako zakładnik nie posiadał żadnej broni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   

Powrót do góry Go down
 
Nawiedzony Okręt
Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pirate Hetalia :: 
 :: 
E v e n t y
 :: 
-
Skocz do: