IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Tawerna w porcie

Go down 
AutorWiadomość
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Tawerna w porcie   Nie Paź 28, 2012 10:20 am

Jedyna tawerna w porcie przez co, przez większość czasu, przesiadują tutaj dziesiątki osób. Duże pomieszczenie z niewielką ilością okien, tak więc także w ciągu dnia panuje tutaj półmrok oraz, nawet w trakcie upałów, przyjemny chłód. W powietrzu unosi się słony zapach wody wymieszany z dymem cygar czy oparami alkoholu serwowanego tutaj w dużych ilościach. Nieduże okienka są najczęściej otwarte, tak więc do pomieszczenia dostaje się gwar z zewnątrz, jednakże, z racji tłoku, który panuje w tawernie, rzadko jest od słyszalny i bywa najczęściej zagłuszony.
Klienci mogą usiąść przy dużym i masywnym barze wykonanym z jakiegoś ciemnego drewna lub przy stolikach, które lepsze czasy miały już za sobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Nie Gru 16, 2012 4:06 pm

Raivis wślizgnął się, uprzednio otworzywszy drzwi. Jednak zrobił tylko małą szparę, chcąc wejść do pomieszczenia jak najbardziej niezauważonym. Ledwie kilka nieprzychylnych spojrzeń skierowało się ku niemu, gdy znalazł się we wnętrzu tawerny. Szybko przemknął między stolikami, kierując się ku celowi - jeden wolny stolik, ustawiony w odpowiedniej odległości miedzy pozostałymi. Ku niemu nie dochodziło żadne światło, więc zdawał się być miejscem idealnym, zwłaszcza, że dodatkowo był oddalony od baru.
Chłopiec usiadł na krześle, za plecami mając ścianę, a przed sobą widok na całe pomieszczenie. Zasłonił rękawem usta, gdy gryzący dym wymieszany z powietrzem zaczął go wyjątkowo drapać w gardle, a i wyciskać niechciane łzy z oczu, które szybko starł.
Galante skulił się na siedzeniu, przymykając oczy. Gwar w tawernie nie dział zbyt dobrze na jego ból głowy, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Sro Gru 26, 2012 5:38 pm

Ten wieczorny, chłodny wieczór Arthur Kirkland spędzał samotnie w tawernie z butelką rumu. Siedząc przy barze, nie zauważył nawet przyjścia pewnego małego osobnika. Lub może go zwyczajnie nie poznał. Tak czy inaczej nie zmienił swojego położenia sprzed kilku minut. Jedynie zawartość butelki drastycznie zmalała. Żeby temu zaradzić, pociągnął kolejny, większy łyk i wpatrzył się w barek tuż za ladą. To zapewne w towarzystwie tych butelek spędzi noc, a zakończy ją jakąś bójką. Naprawdę dobry plan, ale nie dla osoby, która jest w porcie tylko przejazdem. Szkoda, że Arthur albo o tym nie wie, albo nie przywiązuje to tego wielkiej wagi. W końcu, hej, nie schleje się tak szybko. ...Prawda? Szybkość, z jaką trunek znikał mówiła stanowczo co innego. Ogarnął spojrzeniem wszystkich, którzy mieli dzisiaj takie same plany jak i on. Pirackie niechluje i banda kretynów - skomentowało drugie Ja o naturze dżentelmena. To pierwsze Ja pomogło mu to sprawnie zignorować i wrócić do szukania czegoś wśród tłumu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Sro Gru 26, 2012 6:53 pm

Gdy był w trakcie masowania swoich pulsujących uporczywym bólem skroni, podeszła do niego kelnerka, błyskając na jego widok wybrakowanym w kilku miejscach uśmiechem. Zapytała się czy czegoś nie chce, opierając się dłonią na stoliku przy którym samotny chłopiec siedział, wciskając się w siedzenie. Ustawiła swój pokaźny biust tuż przed jego oczami, Raivis niemal czuł jej śmierdzący oddech.
- Cz-czekam n-na k-kog-goś- wyszeptał, mając nadzieję, że ta zaraz sobie pójdzie, dając mu tym samym upragniony spokój.
Kelnerka czekała jeszcze chwilę, ale gdy Galante wbił wzrok w stół, starając się aż tak bardzo nie drżeć, w końcu dała za wygraną i ruszyła dalej wykonywać swoje powinności. Blondyn wypuścił cicho powietrze, rozglądając się. Kilka nieprzychylnych spojrzeń było skierowanych w jego stronę, ale Łotysz był już do tego przyzwyczajony, tak więc nie utrzymywał z nimi dłuższego kontaktu wzrokowego, aż w końcu zauważył kapitana drugiego statku, siedzącego przy ladzie.
Chłopiec zmarszczył brwi, przypominając sobie informacje o tamtym, które posiada. Przede wszystkim z Gilbertem za sobą nie przepadali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Sro Gru 26, 2012 7:51 pm

Anglik wędrował nadal znudzonym spojrzeniem po pijackich mordach. Niekoniecznie było to fascynującym zajęciem, ale Arthur nie mógł znaleźć innego. Być może jeszcze wyjdzie i zajmie się czymś ważnym? Zadba o zaopatrzenie statku, załogę, okręt... Wtem ujrzał parę oczu wpatrzonych w niego, wyraźnie zainteresowaną. Nieduży chłopak siedział w rogu wyraźnie odstając od towarzystwa. Nie pasował tu, a nawet nie czuł się swobodnie, jak zauważył Kirkland. Rozpoznał go od razu; czyż to aby nie... Łotysz? Nieznane mu było jego imię, a nawet nie był go ciekawy. Posłał mu ironiczny uśmiech, zastanawiając się, czego taka osoba jak on może szukać w tawernie. Dlaczego Gilbert go nie pilnował? W końcu był zakładnikiem, yes? Skąd on wie takie rzeczy? No nic, ważniejsze w tym momencie było to, po co ten przypadek przywędrował w tak nieprzyjazne dla jego osoby miejsce. Nie wyglądał, jakby zrobił to z własnej woli. Chociaż...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Czw Gru 27, 2012 10:33 am

Nadal wpatrywał się w Anglika, a w jego głowie odbywała się gonitwa myśli, gdy pirat odwzajemnił jego spojrzenie. Czuł jak wzrok butelkowych oczu ślizga się po nim, wywołując gęsią skórkę. Czy to było TO COŚ co miał w sobie każdy dobry kapitan? Mimo że Raivis już nie raz słuchał o tym, jaki głupi i niedorastający do pięt Gilberta jest Anglik.
Jak on miał na imię? Robert...? Mark...? Nie, to nie to, pomyślał, krzywiąc się lekko i unosząc lekko głowę do góry, unosząc przy tym lekko brew. Nieważne jak tamten miał na imię. To było w tej chwili nieistotne. Istotnym faktem było natomiast to, że jakiś rosły facet przedzierał się przez tłum siedzący przy stolikach, robiąc to dość umiejętnie, gdyż używał do tej czynności łokci. Zastanawiające było to, że gdy jakiś z obecnych piratów podnosił się odruchowo do pionu (co oczywiście było okraszone chwianiem się i podpieraniem o niemiłosiernie skrzypiący stół) i spotykał się spojrzeniem z owłosioną personą, to siły jakby go opuszczały. Było to naprawdę dziwne zjawisko dla chłopca, nie mniej nie chciał zbyt długo się nad tym zastanawiać.
Raivis rozejrzał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu jakiekolwiek pomocy. Tamten mężczyzna górował nad nim dobre 20 centymetrów a i ważył ze dwa razy tyle co sam blondyn. A może nawet trzy. Chłopiec przełknął nerwowo ślinę. Przecież on się nie nadawał do walk, Natura w tym wypadku zawiodła, obdarowując chłopca wątłym i kościstym ciałem.
Cóż mógł w tej chwil począć? Suma summarum mógł czekać tu, na tym stołku, na jakieś zbawienie, które, nie oszukujmy się, nie nadejdzie. Drugą możliwością było znalezienie kogoś, kto mu pomoże. Niekoniecznie z własnej woli.
Galante korzystając z tego, że kojarzył z wyglądu tamtego kapitana, szybko wstał i zwinnie przeszedł między stolikami. Wsunął się na stolik obok Anglika, zerkając na tamtego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Pią Gru 28, 2012 2:14 pm

Powędrował spojrzeniem za Łotyszem, a w rezultacie tego czynu napotkał umięśnionego faceta zmierzającego pewnie w kierunku Łotysza. Zorientował się, że raczej nie miał on przyjaznych zamiarów względem zakładnika. On sam wyglądał na przerażonego. O wiele bardziej przerażonego, aniżeli przed chwilą, kiedy siedział cicho, trzęsąc się z nieznanych nikomu przyczyn. Zapewne, gdyby go znał choć trochę, wiedziałby, że taka jest natura tego młodego chłopaka. Niechybnie zostawiłby ich samych, pozwalając załatwić prywatne sprawy, gdyby nie sam Raivis (?), który wspaniałomyślnie postanowił się do niego dosiąść, szukając ochroniarza. W Arthurze? Posłał mu niezadowolone spojrzenie, ale na tym się skończyło. I aby przy tym przystać, pociągnął kolejnego łyka ze swojej butelki, która przestała być jego jedynym kompanem tego wieczoru. Wyglądało na to, iż Łotysz był ochotnikiem.
Duży gość nadal kierował się ku Łotyszowi (i poniekąd Arthurowi). Zatrzymując się kilka metrów przed nimi, wyglądał, jakby się zastanawiał. Po chwili ruszył ponownie, by stanąć w mniejszej odległości. Arthur podniósł nań swe zmęczone i teraz już wściekłe spojrzenie. Wyglądał na pewnego siebie, aż nazbyt. Czekał jeszcze chwilę, aż tamten postanowi sobie odpuścić, albo przemówi ludzkim głosem. Na próżno. O ile miał choć trochę rozsądku w głowie, zauważyłby, kim jest. Jego ubiór, pewność siebie z jaką spoglądał na niego z dołu i ta cisza, która nastał między nimi powinny mu podpowiedzieć, że jeżeli zrobi błąd, na zawsze pożegna się ze służbą na jakichkolwiek okrętach pirackich. A może nawet z życiem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Pią Gru 28, 2012 9:04 pm

Tak, zdecydowanie przybycie blondyna nie wprawiło Anglika w zachwyt. Cóż, zdecydowanie kapitan nie skakał z radości, a wręcz przeciwnie, więc chłopiec postanowił czmychnąć czym prędzej z tawerny gdy sytuacja się uspokoi, nie narażając się na ucieleśnienie gniewu zielonookiego, co skończyłoby się dla samego Raivisa dość...boleśnie. Tak, zapewne boleśnie. Bardzo boleśnie. Ktoś, kto nawet w ułamku dorównywał Prusowi był osobą na którą należało uważać. Smutne, ale prawdziwe. A ten osiłek zdawał się nie mieć instynktu samozachowawczego, gdy tak pruł przez morze stolików pośród ludzkich fal.
Bywa.
W tej chwili ważne było, iż Galante miał pewnego rodzaju ochronę. A potem sobie wesoło ucieknie, prosto na swój statek i zaszyje się w jakimś milutkim kąciku. I będzie względnie szczęśliwy, zdecydowanie.
Wracając jednak do osiłka, któremu nie straszne były kapitańskie charakterystyczne brwi - stanął przed Łotyszem i Anglikiem, po czym spojrzał na tego drugiego, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. Błysnął drwiącym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Wto Sty 01, 2013 1:48 pm

A pewnego rodzaju ochrona nie była przekonana co do tego, że chce nią być. Do cholery, co go obchodziły losy zakładnika i t oz zupełnie innej załogi? I co zyskałby, ratując jego tyłek? Pociągnął kolejnego i ostatniego łyka z butelki, wgapiając chłodne spojrzenie na osiłka, który w przeciwieństwie do niego, wyglądał na rozbawionego jakiś faktem. Z czego ten kretyn się, psiakrew, cieszy - zapytał się, rozdrażniony. Odważny czy lekkomyślny? Arthur kiwnął na kelnera, coby podał mu rum. Przecież nie przyszedł tutaj po to, żeby siedzieć znużonym, wpatrując się na jakiegoś człowieka pozbawionego piątej klepki.
- Kapitan Arthur Kirkland - skoro ich nowy przyjaciel nie miał najmniejszych zamiarów popisać się umiejętnością mówienia, Anglik zrobił to sam. - Co ci, psiakrew, przeszkadza? - dorzucił jeszcze, chcąc podtrzymać konwersację z tym człowiekiem. Jakiż on rozmowny, naprawdę. Nawet zamiast odezwać się, rzucił znaczące spojrzenie na Łotysza, na co Artur zareagował jeszcze większym grymasem. Trwając tak w ciszy, która podsycała niepokój małego zakładnika z innej załogi. Czy nie pomógł by sobie, gdyby o jednego takiego na statku Gilberta było mniej? Chyba niezbyt...
Wzruszył ramionami, na co ich towarzysz nie wydawał się być aż tak uradowany. Jego wyraz twarzy stał się ostrzejszy, ale grymas w niczym nie dorównywał grymasowi Arthura. Ha, lata wprawy.
-Na cholerę? - spytał Anglik, popijając rum z nowej butelki. Przy takiej asyście smakował o niebo lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Wto Sty 01, 2013 4:02 pm

Odpowiedzią na to krótkie pytanie zadane przez Arhura, był uśmiech. O ile to w ogóle można było nazwać uśmiechem. Ot, zwykłe wykrzywienie warg, które nie nosiło w sobie ani krzty radości. Natomiast nosiło w sobie pewnego rodzaju obietnicę - obietnicę bólu i rychłej śmierci.
- A co ci szkodzi?- zapytał cicho pirat. Jego głos był cichy, a przy tym jednocześnie zdarty. Oddech mężczyzny natomiast przesiąknął alkoholem i...czymś innym, jakby brakiem dbania o swoją higienę ustną. W tym samym czasie wpatrywał się w Raivisa. Taksował go spojrzeniem, niczym myśliwy swoją zwierzynę będąc pewnym swego zwycięstwa. Chłopiec tylko nerwowo przełknął ślinę z charakterystycznym dla tej czynności dźwiękiem, co sprawiło, że mężczyzny zaśmiał się głośno, niemal buńczucznie.
Sam blondyn zerknął wręcz błagalnie na Arthura. Tak, teraz dokładnie przypomniał sobie wszystko co o nim słyszał, ale nie była to ocena obiektywna persony kapitana. Wiadomo co Glibert o nim mówił, ale jak tak Galante patrzył na Kirklanda... Nie wydawał się aż taki niedorozwinięty, ale być może pozory mylą.
Nie mniej jednak spojrzenie chłopca składało pewną obietnicę - jeśli mu pomoże, to ten będzie miał wobec niego dług, który jakoś spłaci. Oczywiście jeśli cena nie będzie zbyt wygórowana, ponad możliwości chłopca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Wto Sty 01, 2013 9:08 pm

Powędrował wzrokiem za ich nowym gościem i kątem oka ujrzał błagalne spojrzenie Łotysza. Musiał przyznać, że był w tym dobry, co jednak nie zmieniło faktu, iż Arthur K. pozostał niewzruszony na ten widok. Naprawdę, lata na pirackim okręcie uczą czegoś więcej, niż żeglugi. Bezwzględności. Arthur pociągnął kolejnego łyka trunku, nie przeszkadzając sobie i, co ważniejsze, nie przeszkadzając im.
Jednocześnie zastanawiał się, w jaki inny sposób może wykorzystać chłopca. O ile przeżyje. Niekoniecznie jego postawa, zachowanie, wzrok, wyraz twarzy... i wiele innych cech, których Arthur nie zdążył wyłapać, musiały przesądzić o braku bystrości i przydatności chłopca.
Anglik, przypatrując się mu dłużej, mógł jednak stanowczo zaprzeczyć tej tezie. Nie widział go jako szpiega; zapewne zdradziłby swoją misję, zbytnio się denerwując wielkością tego zadania albo jego konsekwencjami. Jako morderca - no proszę... Poza tym, Gilbert nie jest godzien, aby kłopotać się śledzeniem jego parszywej osoby.
Tymczasem, kiedy Arthur głęboko zastanawiał się nad użytecznością tego niskiego pirata, osiłek nie wykonał żadnego innego ruchu - Może przyszedł sobie popatrzeć, cholera? - co właściwie rozbawiło Arthura. Toteż uśmiechnął się półgębkiem.
- Tobie zaszkodzi - odparł, zwracając swoją uwagę. - Ale to nie mój pieprzony problem - dodał, rzucając mu szyderczy uśmiech. Pirat niekoniecznie był tego przekonany, gdyż spojrzenie zatrzymał na Kapitanie, który w międzyczasie taksował go uważnym spojrzeniem, szacując jego przydatność na Queen Victoria's Revenge. Choć mina jego mówiła zupełnie co innego, Arthur był niemal pewny, że ich nowy kamrat czułby się świetnie na jego usługach. Szkoda tylko, że...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Czw Sty 03, 2013 7:28 pm

Cóż, w pewnym momencie chłopiec stracił wszelką nadzieję. Jeszcze chwilę temu mała iskierka tliła się, dzielnie przeciwstawiając się chłodnym powiewom, gdy w pewnym momencie wiatr okazał się silny. Tak bardzo silny, że aż zgasił płomyczek...bezpowrotnie. Ostania partia nadziei jakby wyszła z ciała Raivisa wraz z cichym westchnieniem.
Tymczasem osiłek uniósł w zdziwieniu coś, co można by, przy wyjątkowo słabym wzroku, zaliczyć do brwi.
- Mnie zaszkodzi?!- wręcz huknął, zaciskając pięść i wyciągając ją w stronę Arthura.- Nie wiesz co mówisz, kurduplu!- istotnie, mężczyzna górował nad kapitanem statku o dobrą głowę, nie mniej jednak jego głośno wypowiedziane słowa wywołały ciszę w tawernie. Niektórzy, siedzący dalej, wstali lub wyciągali szyję, chcąc na własne oczy zobaczyć kłótnię, których co prawda w ich pirackim życiu było niemało, lecz któż by nie chciał się przednio zabawić? Barman odwrócił się od swojego rozmówcy i również zerkną na źródło zamieszania.
A młody Galante? Cóż, chłopiec powoli zsuwał się z krzesła, chcąc szybko czmychnąć z tawerny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Pią Sty 04, 2013 6:19 pm

Arthur wpatrywał się w osiłka, co chwila upijając łyk rumu. Impulsywna reakcja pirata doprowadziła Kirklanda do suchego i przesiąkniętego szyderstwem śmiechu. Cisza panująca w pomieszczeniu tylko podsyciła jego oddźwięk, wypełniając tawernę. Najwidoczniej Anglik nie przywiązał wagi do cholernej publiczności. Ich cisza była wymowna - czekali na to i tego wieczoru. Krótki teatrzyk, po którym każdy, kto nie zdoła uciec z lokalu, wróci z kilkoma siniakami. Gdzieś w oddali było słychać czyjś jęk; zapewne właściciel, czy też kelner zdążyli przeliczyć straty. Arthur nie miał najmniejszej ochoty dawać tej przyjemności tym brudnym psom, czekającym na jego krew. Śmiech powoli ucichł, butelka została odłożona na blat z cichym brzdękiem. Arthur podniósł się z krzesła, dyskretnie wyjmując sztylet. Niektórzy ludzie koniecznie potrzebują lekcji pokory. Szczególnie ten pan przed nim. Zapowiada się na kolejnego ucznia Kirklanda.
- To ty powinieneś uważać na słowa, brudny kundlu - wysyczał jadowicie, zbliżając się do niego. Co prawda był wyższy, jednak nie zmieniało faktu, iż dla Kapitana nie będzie to problemem. - Odszczekasz to, albo będziesz musiał się pożegnać z mamusią. - rzucił, przyciskając do jego gardła sztylet. Widząc niepewny wzrok osiłka, który dopiero teraz spostrzegł grożące mu niebezpieczeństwo, Arthur wykrzywił usta w kpiącym uśmiechu.
Gdzie w tym momencie czaił się sam sprawca zamieszania? Zdążył już uciec do Gilberta?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Nie Sty 06, 2013 11:03 am

Raivis usiadł na swoim poprzednim miejscu. Z tym wyjątkiem, że teraz nikt nie zwrócił na niego uwagi, wszyscy byli zajęci małą potyczką przy barze. Chłopiec oparł dłonie na blacie stolika, wygodniej się układając. Z tego miejsca co prawda miał odrobinę zły widok, ludzie wyciągający swoje szyje robili swoje, ale nie narzekał. Przecież jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.
Tymczasem, wracając do cudownej parki, wyższy pirat zdecydowanie poczuł się mniej pewnie. Być może zarejestrował by fakt, że sam posiada broń, a jeśli nie to jest większy i cięży od Arthura, ale zapewne był z tych, co alkohol odbiera im pewność siebie. Smutne.
Osiłek cofnął się o krok, wyciągając przed siebie dłonie. Cała odwaga z niego uleciała, być może bezpowrotnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Sro Sty 09, 2013 10:22 pm

Osiłek wcale nie był tak wielkim tchórzem, na jakiego sprawiał wrażenie. Być może to instynkt podpowiedział mu, aby się bronił. Czegokolwiek by teraz nie wymyślił i tak przebywał ba straconej pozycji. Jak zabawnie-
Anglik posłał znaczące spojrzenie na jego drugą rękę, która usiłowała dosięgnąć broni. Wykrzywił się w lekkim grymasie.
- Zostaw to - warknął, a potem spojrzał na Łotysza - Jego też.
Osiłek wycofał się na dalszy plan, ludzie w tawernie wydali z siebie odgłos zawodu i wszystko skończyło się happy endem.
Anglik schował sztylet, kiedy poczuł się już w miarę bezpiecznie. Obiektem jego zainteresowań znowu był niski chłopiec z załogi tego kretyna. Nawet pofatygował się do niego i spojrzał nań z góry, oznajmiając mu bezsłownie, że jest mu coś winien. A nawet troszeczkę więcej. Tylko co on dla niego mógł? Anglik podrapał się w tył głowy; najprawdopodobniej zrobił bezinteresowny, dobry uczynek. Będzie musiał to nadrobić.
Ostatecznie mógł wdać się w tą pieprzoną bójkę. Byłoby o butelkę rumu ciekawiej, ale czy nie byłoby to przesadnym poświęceniem się dla bliźniego? Powinien zacząć się pilnować z tą dobrodusznością, jeszcze tamci na górze umorzą mu grzechy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Nie Sty 13, 2013 1:06 pm

Sytuacja kryzysowa została zażegnana - to sprawiło, że Łotysz odetchnął z niemałą ulgą, wygodniej siadając. Oparł się plecami o oparcie krzesła i starł z czoła kilka kropelek zimnego potu, które pojawiły się na jego czole podczas tej potyczki.
Pozostawała kwestia odwdzięczenia się. Chłopiec już myślał, że Anglik pominie tę kwestię, gdy do niego podszedł.
Tylko co Raivis mógł zrobić dla kapitana? Może mógłby szybciutko wyjść? Nie, pomyślał, rozejrzawszy się. Anglik blokował mu jedyną drogę ucieczki, tak więc chłopcu nie pozostało nic innego jak się odezwać.
- Ummmm...- zaczął bardzo cicho.-Dziękuję, kapteinis-cóż, wazeliny nigdy za dużo. Blondyn obdarował mężczyznę nieśmiałym uśmiechem pełnym jego słodkości, jednak bez przesady. Pozostała mu nadzieja, że do Anglika trafi łotewski dziecięcy czar.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Nie Sty 13, 2013 7:49 pm

Niestety Raivis mógł się pożegnać ze swoim sprytnym planem, bowiem Anglik przywykł już to wzroku słodkich oczu. Tak słodkie, błagalne spojrzenie zostało machinalnie skojarzone z małym Alfredem, a ciche "nie wyjeżdżaj" obiło mu się o uszy. Dźwięk wydał mu się być na tyle realny, że niemalże był gotów przyodziać się w uśmiech pełen czułości i zapewnić, że niedługo wróci. Szmer zebranych piratów i zapach alkoholu sprowadziły go na ziemię, a sam Arthur skrzywił się tylko.
- Jesteś mi winien przysługę. - odparł bezceremonialnie, nadal spoglądając nań z wyższością. Ale na pewien sposób także z odrazą, wszak wszystko, co pruskie na to zasługuje. - Nie pytaj się. Nie wiem jaką. Jeszcze.
Spojrzeniem począł szukać rumu, którego było tu pełno. To był pierwszy raz, kiedy zirytował go ten fakt. Po chwili można było zauważyć, iż drażni go wszystko. Dziecinny urok Łotysza osiągnął niezamierzany efekt i frustracja z żalem zaczęły wypełniać Anglika od środka, wzbudzone przez wcześniej wypity rum. Sam dokładał wszelakich starań, by nie było widać na zewnątrz jego rozterki. zdradzało go jedynie spojrzenie, które aktualnie wbite było w bliżej nieokreślony punkt przy barze i delikatnie zaciśnięte zęby. To idealny moment, aby stąd spadać, Raivis. Wymiń go.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Nie Sty 13, 2013 8:33 pm

Chłopiec widział, że coś się działo z Anglikiem. Coś niekoniecznie przyjemnego - kto wie, może chłopiec wywołał jakieś duchy przeszłości? Nie te przyjemne, które wywoływały uśmiech. Ależ skąd. Chodziło o te drugie - one siały spustoszenie w umyśle, przywołując niechciane obrazy, dźwięki czy uczucia. Było to niestety smutne, ale prawdziwe. I mimo że Raivis kilka razy miał nieprzyjemność spotkać angielskiego kapitana i przepadał za nim, chłopcu zrobiło się go żal.
Delikatne łotewskie serduszko czułe na cierpienie innych. Nieważne jacy ci inni byli.
Galante podsunął Arthurowi butelkę rumu, która podczas potyczki w niewyjaśniony sposób pojawiła się na stole. Oczywiście zrobił to tak, żeby tamten musiał się pochylić albo usiąść chcąc sięgnąć po butelkę. A żeby nie zrobił tego pierwszego, zacisnął palce na szyjce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Wto Sty 15, 2013 5:13 pm

To co niekoniecznie przyjemnego już odeszło, zostawiając go w tym miejscu. I w tym momencie, choć Anglik nie chciał się do tego przyznać, poczuł się niezmiernie samotny. Czuł wręcz przerażającą pustkę, wypełniającą jego klatkę piersiową.
Spojrzał w dół, pozwalając temu trwać i niszczyć jego skamieniałe serce. Rum. Tak, rum to teraz idealne wyjście. Nawet nie zauważył w tym podstępu, gdyż opadł na siedzenie z cichym westchnieniem. Po pierwszym łyku mu przeszło, a bynajmniej chciał, aby tak było. Jednakże w tym momencie nie potrzebował skruchy czy pocieszenia. To intymny moment tylko dla niego. Można by nazwać go pokutą.
To kolejnej wypitej połowie butelki rumu, leżał z brodą opartą o stół i mruczał cicho przekleństwa. Zupełnie zapomniał gdzie jest i z kim. Co się działo dookoła także nie robiło mu większej różnicy. Został tylko on i jego smutna melancholia. Ah, kretynie, co ty ze mną zrobiłeś? - zdawał się pytać między urwanymi bluzgami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Sro Sty 16, 2013 5:40 pm

Kapitan Kirkland zapewne miał więcej wspólnego z Gilbertem niż by chciał. Sam Łotysz miał dziwne uczucie deja vu, gdy tak wpatrywał się w pijącego Anglika... Jednak wtedy, kilka lat temu, był przestraszony, gdyż zawędrował do tawerny zupełnie przypadkiem. Wystrojone dziecię, ot co. Miał wrażenie, że każdy na niego patrzy, nawet oczy przebiegającej cichcem myszki zdawały się śledzić każdy jego ruch, chłonąć nawet unoszenie się i opadanie szczupłej klatki piersiowej pod ciemnym płaszczem. Wtedy nie był przyzwyczajony do pirackiego zachowania, jedyną osobą z tej grupy, którą miał przyjemność poznać był Gilbert, ale jego zachowanie były zupełnie inne od tych gburów przesiadujących w tawernie. Wzięli Raivisa za dziewczynę!
Galante westchnął ciężko, spoglądając na pustą butelkę. Wywoływała u Arthura swoistą złość, ale raczej, przynajmniej zdaniem chłopca, było to coś w rodzaju żalu do Losu. Wstał, niepewnie kierując się w jego stronę. Obszedł stolik i położył dłoń na jego ramieniu.
- Uuuummm...-zaczął niepewnie.- Powinieneś wstać i wrócić na statek czy coś...- dokończył, nachylając się nad nim, aby usłyszał to, co mówił chłopiec próbując przedrzeć się do świadomości kapitana przez głośny szum, który tworzyli inni goście obecni w tawernie.
Zapowiadało się, że będzie ciężko. No bo cóż on miał zrobić z Anglikiem? Na statek Beilschmidt'a go nie zabierze przecież...Na jego własny tym bardziej. Chociaż może znalazł by się po drodze ktoś, kto mógłby odprowadzić Kirklanda...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   Czw Sty 17, 2013 2:02 pm

No tak, jakkolwiek źle by nie było, jego statek go potrzebuje. Co więcej, jego statek potrzebuje go trzeźwego. Albo przynajmniej nie spitego do nietrzeźwości. Haha.
Westchnął głęboko, a następnie podniósł się. Rzucił jeszcze Łotyszowi zamglone spojrzenie na pożegnanie i obrócił się na pięcie. A właściwie zachwiał ostro, tracąc równowagę. Obecność stolika obok pozwoliła zapobiec bolesnemu upadku. Anglik wyburczał wiązankę przekleństw, rozzłoszczony. Czy wszystko musiało się kręcić?
Tak czy inaczej, nie miał wyboru i powrót na okręt był przymusem, wiec Arthur skupił się na swoich ruchach i odszedł.
- Do zobaczenia. - dodał jeszcze, uśmiechając się lekko w swój ironiczny sposób. Szanse na to, ze jeszcze uda im się spotkać - niewątpliwe. Najprawdopodobniej nastąpi to na czyimś z okrętów w mniej sympatycznych warunkach. No chyba, że Anglik go porwie. Prusak byłby stanowczo niepocieszony takim obrotem spraw. Uśmiechnął się do siebie na samą myśl. To mogłoby wywołać kolejną większą bójkę pomiędzy nimi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Tawerna w porcie   

Powrót do góry Go down
 
Tawerna w porcie
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pirate Hetalia :: 
 :: 
A r c h i w u m
-
Skocz do: