IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Nawiedzony Okręt

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 9:06 pm

Odwróciła się w kierunku nadchodzących żywych trupów, wciąż klęcząc. Optymizm Amerykanina zdecydowanie nie podniósł jej na duchu.
-A-a-alfred... N-nie p-podoba mi się t-to... - powiedziała, zaciskając dłoń coraz mocniej na jego ramieniu. Jej dłoń odruchowo skierowała się w stronę paska, przy którym miała przypięte pistolet i sztylet. Nie wyjęła jednak żadnego z tych przedmiotów. Nie miała pewności, czy którykolwiek zadziała przeciwko dziwnym stworzeniom. Zaczęła drżeć. Spojrzała na chłopca stojącego pod ścianą, jednak nie wiedziała, jak mu pomóc. Przecież nie rzuci mu noża, jeszcze zrobi mu krzywdę. Nie było jednak czasu na wymyślanie czegoś innego. Szybkim ruchem wyjęła sztylet z pokrowca i rzuciła w drewnianą ścianę. Ostrze wbiło się w deski, a rękojeść zadygotała obok twarzy chłopca.
-Trzymaj - rzuciła do niego, wydobywając pistolet. Nadal jednak nie strzelała. Nie ma co marnować kul, jeśli miałyby nie zadziałać. Uważnie obserwowała więc kościotrupa trafionego uprzednio przez Alfreda.
Powrót do góry Go down
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 9:17 pm

Kościotrup, którego chłopak trafił, rozpadł się, a kości wylądowały bezwładnie na ziemi. Tak! Chociaż tyle. Ale Alfred postanowił pozostawić nieżywą załogę na statku reszcie. Sam chciał zając się kapitanem. Spojrzał na kościotrupa, który cały czas trzymał jego rękę, po czym zaczął się śmiać. Kościotrup się śmiał?! Cholera, tym razem po plecach Alfreda znów przeszedł nieprzyjemny dreszcz, ale nie oznaczało to, że ucieknie! Oj nie, nie teraz, kiedy skarb był jak na wyciągnięcie dłoni. Amerykanin zachichotał, a jego, jak i nieżywego kapitana śmiechu, zgrały się w jedno. Alfred strzelił dwa razy w kościotrupa, jednak jemu nic się nie stało, tylko tyle, że się wściekł, mocniej zaciskając kości na ręku chłopaka. Zacisnął zęby i znów strzelił i znów i znów... W końcu ten go puścił. Alfred szybko złapał klucz i zerwał z szyi kapitana, po czym kucnął przy skrzyni. Otworzył ją. W środku znajdowało się niezwykle wiele złotych monet, przez co w oczach Alfreda pojawiły się wesołe iskierki. Spojrzał na pozostałą dwójkę. Widząc, że kapitan wstaje, znów strzelił, a ten w końcu się rozpadł, tak jak i reszta martwej załogi.
-Patrzcie! Mamy złoto!-zawołał.
Podniósł skrzynie, ale po chwili ją puścił. Cholera, ciężka jest...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 9:35 pm

Gdy kościotrupy był już tak bardzo blisko, że, gdyby były żywe, Galante poczułby ciepło ich ciała. W tym wypadku czuł jedynie świst powietrza. Jego spojrzenie, gdy lustrował otoczenie w poszukiwaniu jakiejkolwiek pomocy, zarejestrowało spojrzenie kobiety w jego stronę. Widząc, że ta dobywa nóż, nadal go obserwując, usłyszał szum krwi w uszach. Czyżby planowała rzucić w niego?
Myślał, że już będzie musiał pożegnać się z tym światem. Pomyślał, że nie za ciekawe będzie tak umrzeć - w wieku zaledwie czternastu lat, wśród jakimś cudem ożywionych szkieletów...Zwłaszcza, że nie wszystkie były ubrane. Na szczęście jednak nóż trafił obok jego głowy i...och, ona chciała mu pomóc.
Łotysz szybko skoczył na nogi, wiedząc, że nie ma chwili do stracenia i przez jakiś czas szamotał się z bronią wbitą w deski, po chwili jednak dzierżył nóż w dłoni. Nigdy nie był zbyt dobry w walce, był raczej pokojowo nastawiony do świata, chociaż obecna sytuacja wymagała od niego czegoś innego, tak więc chłopiec spróbował przeciąć najpierw dłoń, która sięgała po jego szyję. Na szczęście broń okazała się dość ostra i przecięła kość.
Tchnięty jakąś dziwną myślą kopnął trupa w to, co niegdyś było kolanem i, na szczęście, trafił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 10:10 pm

Widząc, co się stało z przestrzelonym napastnikiem, zaczęła strzelać do pozostałych. Celowała powoli, by nie zmarnować żadnej kuli. Już około sześciu kościotrupów leżało startych na proch, gdy spostrzegła, że skończyła jej się amunicja. Cholera, czemu nie wzięłam więcej kul?! zbeształa się w duchu. Pomogła chwycić Alfredowi skrzynię. Razem akurat udało im się ją unieść, mimo, że trochę zaczęła się chwiać na nogach.
-Spadajmy stąd - rzuciła krótko. Wystarczyło tylko pobiec w przeciwnym kierunku. Spojrzała na walczącego dzielnie chłopca. Oby tylko udało mu się przedrzeć, a bez problemu uciekną. Spojrzała znacząco na Alfreda. Najwyższy czas iść jak najdalej stąd.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 10:27 pm

Co ja tu robię?
To było pierwsze, co pomyślał stojąc przy okręcie, a raczej już jego wraku i czekając na Bóg wie co. Próbował zrozumieć, dlaczego zrezygnował z powrotu na ich statek, na rzecz tak nieprzyjaźnie zapowiadającej się przygodzie. Tym bardziej, że przeczuwał, iż nic dobrego się dziś nie wydarzy i jak na złość nie potrafił takich myśli zignorować, tak jak to zwykle robił. Nawet okolica nie była wybitnie ładna, a jeżeli się mylił, to nie miał jak skorygować tego błędu, a wszystko dzięki mgle. Nie mówiąc, że otoczenie było wyjęte rodem z opowieści grozy, którą kiedyś miał okazję czytać w pochmurne i deszczowe dni, przebywając jeszcze w domu. Swoją drogą, o ile dobrze pamiętał, tamta powieść nie przypadła mu do gustu. Był to kolejny argument by się stąd wynieść jak najszybciej i zapomnieć, że w ogóle widział coś niepokojącego. W sumie, najdziwniejsze z tego wszystkie było jednak to, że chociaż nie chciał tu być, to w magiczny sposób się tu znalazł. Najłatwiej zwalić to na siłę wyższą i mieć spokój, ale musiał przed samym sobą przyznać, że im dłużej patrzył na ten wrak, tym bardziej go intrygowało co jest w środku. Może miał ukrytą drugą osobowość i nawet o tym nie wiedział? Szybko skarcił siebie za takie nierozważne myśli, bo wejście tam byłoby przecież najgłupszą rzeczą, jaką człowiek mógłby zrobić, prawda? Dlatego właśnie powinien się teraz odwrócić i spokojnym krokiem pójść w przeciwną stronę, z dala od kłopotów i niepokojących statków. Tak zrobiłby każdy przezorny i dbający o swoje bezpieczeństwo obywatel świata, ale najwyraźniej Walijczyk się do takich osób nie zaliczał. A przynajmniej nie dziś, bo jak inaczej wyjaśnić, że zaczął się rozglądać za wejściem?
Psiamać, oczywiście musiał jakieś znaleźć. Czemu nie ma takiego szczęścia w normalnych, bezpiecznych sytuacjach?
Tak jak się spodziewał, wnętrze statku było tak samo zniechęcające do jego zwiedzania jak wygląd z zewnątrz. Czy to go ostatecznie przekonało do zawrócenia? Oczywiście, że nie, ba, nawet z większą chęcią skierował się w głąb. Pewnie jego wędrówka trwałaby spokojnie, gdyby nie usłyszał wystrzałów i jakiś głosów, odbijających się echem po ciemnym korytarzu.
- ... - Nie, nie wolno tam iść, to przecież pierwsza zasada człowieka, który chce przeżyć. Poza tym, jak ktoś strzela, to musi mieć jakiś powód, a Owen chyba wolał go nie poznawać.
Powrót do góry Go down
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Czw Lis 01, 2012 11:01 pm

Chłopak spojrzał na Charlotte i pokiwał głową, trzymając kufer pełen złota. Popatrzył na Raivisa.
-Raivis, chodź szybko do nas!-zawołał do chłopaka.
Rozejrzał się w około trochę niepewnie. Gdzie było wyjście? Nie miał pojęcia, ale przypuszczał, że po drugiej stronie. Tak więc, tam skierował swoje kroki, trzymając kufer wraz z dziewczyną. Zdawał się usłyszeć czyjeś kroki na statku, więc cały czas miał w dłoni przygotowaną broń. Zawsze trafiał tam, gdzie celował, nawet jeśli tego nie chciał. Znał się na broniach niezwykle dobrze. Rozejrzał się ponownie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Pią Lis 02, 2012 10:03 am

Słysząc ich nawoływania, szybko ruszył w stronę wychodzącej dwójki, nie chcąc samemu zostawać w tym pomieszczeniu choćby na ułamek sekundy. Dobra, może nie zostałby sam, jednak towarzystwo kościotrupów jakoś nie sprawiało mu radości, tak więc czym prędzej padł na ziemię, gdy kilka kościstych rąk wyciągnęło się w jego stronę, zapewne chcąc pochwycić chłopaka. Nie mniej jednak to tylko zmotywowało Galante, aby dołączyć do Alfreda i tej kobiety.
- N-nie wiem p-po co w-wam t-ta-a s-skrzyn-nia- powiedział, gdy skoczył obok nich na nogi. Zerknął na wspomniany przedmiot. Owszem, krył w sobie bogactwo, ale na co one komuś, kto zaraz i tak zginie?
Chłopiec odetchnął głęboko, gdy trupy nie ruszyły za nimi. Wyglądało na to, że mogły poruszać się jedynie w obrębie tamtego pomieszczenia, a oni...Tak właściwie gdzie oni byli? Raivis rozejrzał się, nerwowo połykając głośno ślinę. Wyglądało na to, że wejście do pomieszczenia z którego wyszli po prostu zniknęło. Znaleźli się w wąskim korytarzu, podłoga była wyłożona wyświechtanym dywanem, z którego unosiła się warstwa kurzu gdy się nań stanęło. Wszystko było oświetlone. Nie wiadomo czym, gdyż do ścian nie było przytwierdzone żadne źródło światła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Pią Lis 02, 2012 6:13 pm

Chwyciła w wolną rękę wciąż zapalony kaganek i uniosła go przed sobą.
-Idziemy dalej. Trzeba znaleźć jakieś wyjście - zakomenderowała. Skierowała ich dalej korytarzem. W całkowitej ciszy panującej na statku słuchać było tylko tupot sześciu stóp, z których najbardziej wybijał się mocny, rytmiczny stukot obcasów Irlandki, a także trzy nierówne oddechy. W końcu zatrzymała się. Kilkadziesiąt centymetrów od jej wyciągniętej ręki znajdowała się jedynie gruba kotara w kolorze, który wiele lat temu można było nazwać czerwienią. Stanęła jak wryta. Po około pół minuty trwania w bezruchu powoli obróciła głowę na boki. Po żadnej ze stron korytarza nie było drzwi. Musiały więc być za wyblakłą zasłoną. Odłożyła kaganek na wciąż trzymaną przez siebie i Alfreda skrzynię i odgarnęła materiał. Wytężając wzrok udało jej się dostrzec klamkę. Bez namysłu nacisnęła ją, ciągnąc drzwi do siebie. Powietrze przeszyło przeraźliwe skrzypnięcie przestarzałych zawiasów, przyprawiając ją o dreszcze. Drewniane odrzwia wydawały się tak zniszczone, jak gdyby miały się lada chwila rozpaść. Ujęła świecę z powrotem w dłoń, usilnie próbując oświetlić wnętrze pomieszczenia. Na próżno, widoczny stał się bowiem jedynie najbliższy fragment podłogi. Jeśli chcieliby coś więcej zobaczyć, muszą wejść do środka. Perspektywa ta nie była zbyt kusząca, jednak, kto wie? Może znajdowało się tam wyjście?
-W-w-wchodzimy? - spytała drżącym głosem. Może chociaż w przypadkowych towarzyszach wyprawy znajdzie jakieś psychiczne oparcie. Teraz tego jej było najbardziej potrzeba.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Pią Lis 02, 2012 11:33 pm

Zachowując resztki zdrowego rozsądku postanowił wyjść z tego przeklętego statku i już nawet zawrócił , ale zauważył, że wejście przez które się tu dostał zniknęło. Ciekawe, nie przypominał sobie, by odszedł jakoś wybitnie daleko a już na pewno nie na tyle, żeby się zgubić.
-No i pięknie. - Wymamrotał cicho i nie pozostało mu nic innego jak pójście w jedną ze stron. Oczywiście pamiętał, że gdzieś ktoś do czegoś strzelał, dlatego skierował się w przeciwną do podejrzanych dźwięków. Im dłuższej szedł, tym bardziej zaczynał otaczać go mrok i zanim się spostrzegł zaczął drżeć z zimna. Coś zbyt nagle się ta wilgoć tu zebrała... Po pewnym czasie odniósł też wrażenie, że ktoś za nim idzie, dlatego co jakiś czas się zatrzymywał i zerkał ostrożnie za siebie. A tam tylko cisza i pustka. Tak szczerze, to chyba wolałby zobaczyć już jakiegoś stwora, bo powoli zaczynał go ogarniać niepokój. A co z tym idzie, wyobraźnia zaczynała pracować na zwiększonych obrotach. Nie mając jednak innego wyjścia dalej brnął przed siebie i dopiero po chwili spostrzegł, że zrobiło się coś za cicho. Nie było nawet słychać uderzających o statek fal.
Co to za miejsce. Pomimo tego wszystko próbował zachować zimną krew i nie ulegać wpływowi atmosfery. To był najważniejszy warunek jaki sobie tu postawił: nie puszczać wodze fantazji, a będzie dobrze albo chociaż trochę lepiej. Zaklną cicho, bo ku jemu niezadowoleniu zaczynało robić się coraz chłodniej, nie wspominając już, że i ciemniej. Jeszcze trochę i przestanie cokolwiek widzieć. Podświadomie przeczuwał, że wtedy stanie się coś złego, ale czy miał inne wyjście?
Szedł tak dalej i zaczął tracić rachubę czasu. Nie potrafił określić czy idzie już naprawdę długo, czy może wręcz przeciwnie, zadziwiająco krótko. Skrzywił się brzydko, bo nie dość, że był już zdezorientowany w terenie, to jeszcze w czasie.
Cudownie, tylko pozazdrościć mi takiej sytuacji. I wtedy właśnie stało się to, czego się trochę obawiał. Było już na tyle lodowato, że nie potrafił ustać w jednym miejscu, bo chcąc mieć chociaż trochę ciepła musiał się ruszać, ale to nieważne! Ważniejsze było to, że ktoś czy tez coś dotknęło jego ramienia. Nawet się nie odwracając, szybko chwycił za swój garłacz i wystrzelił na oślep za siebie, po czym po prostu zaczął biec przed siebie. Nie chciał wiedzieć co to jest i nie zamierzał tego sprawdzać, liczyło się, by wybiec z tego mroku i zimna. Przez brak widoczności nawet nie wiedział gdzie się kieruje, ale co było dziwniejsze, tak nagle go to uczucie zimna opuściło, a sam na kogoś wpadł. Jak później zanotował była to właśnie Irlandia. Opuścił broń i zauważył też dwie inne osoby.
-Witam. - Wymamrotał cały przemarznięty i spojrzał po raz pierwszy za siebie, tylko po to by zauważyć, że pomieszczenie całkowicie się zmieniło. - Też zachciało wam się wycieczek po opuszczonych okrętach?
Powrót do góry Go down
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Sob Lis 03, 2012 1:26 pm

Amerykanin szedł przez cały czas wraz z Irlandią trzymając skrzynie. To miejsce, mimo iż bał się jedynie duchów, przyprawiało go o dreszcze. Ale cóż się dziwić, skoro ten okręt był nawiedzony?
Zerknął na Raivisa, jakby chcąc się upewnić, że naprawdę z nimi idzie. Słyszał jedynie ich kroki, oraz nierówne oddechy. Nic więcej. Po prostu, jakby nagle wszystko inne ucichło. Ani nie słychać było wiatru, który wcześniej można było usłyszeć, ani wycia duchów… Po prostu niczego. Ta cisza go przerażała. Jedynie odgłosy ich kroków jakby odbijały się echem od ścian. Blondyn przymknął powieki, po czym zatrzymał się tuż przy Charlotte. Spojrzał na czerwoną zasłonę…przynajmniej kiedyś czerwoną. Zamknął oczy i odetchnął głęboko, wstrzymując po chwili oddech. Czyżby dziewczyna chciała sprawdzić, co się znajduje za materiałem? Patrzył na nią teraz przerażonym wzrokiem, cały czas wstrzymując oddech. Kiedy Irlandia odsłoniła zasłonę, drgnął, jednak z ulgą wypuścił powietrze. Uff… Na szczęście nic takiego się za nią nie znajdowało, jedynie drzwi. Ale co za nimi? No właśnie, to było dobre pytanie. Alfred spojrzał na Charlotte, a w jego oczach znajdowała się ciekawość, ale i strach. Cóż mógł na to poradzić? Taki już był. Uśmiechnął się jak dziecko. Ciekawiło go, co może znajdować się za tymi drzwiami, bo tak niewiele widział. Wydawało mu się, że czuł proch z owego pomieszczenia. Proch wymieszany z metalem. Czyżby tam znajdywały się bronie? No cóż, zaraz to sprawdzą. Przynajmniej Al miał taki zamiar.
-Pewnie, że wchodzimy! Jak już tu jesteśmy, to można pozwiedzać, prawda?-zawołał z ogromnym zadowoleniem.
Znów można było uznać go za kompletnego idiotę. Bał się, a jednak pakował się wgłąb statku, chcąc sprawdzić co się w nim tak naprawdę kryję.
Po chwili jednak zbladł. Zrobił się biały na twarzy, widząc jak ktoś wpada na Irkę. Pisk wydał się z jego ust, a sam się cofnął, cały czas trzymając w ręku skrzynie ze skarbem. Widząc jednak twarz, jak i słysząc głos niezwykle mu znajomy, odetchnął z ulgą. Już myślałem, że to duch… Ale się przestraszyłem!
-H-Hello O…Owe…n…-powiedział roztrzęsionym głosem mimo starań, aby tak to nie brzmiało.-Taaa, dzisiaj jakoś sporo osób się t-tutaj wybra…ło…!
Nagle można było usłyszeć, przedzierający się przez ciszę i ciemność, przerażający i zapierający dech w piersiach śmiech. Do tego dziwny, kobiecy krzyk i świszczący odgłos wiejącego wiatru. Amerykanin zbladł bardziej niż dotychczas. Czuł panikę, która coraz bardziej w nim wzbierała. W oczach chłopaka zaiskrzyły się łzy od strachu.
-C…C…Co… co to b-by…ło…?!-pisk jaki wydał z siebie mówiąc to, a raczej jąkając się ze strachu, wydawał się jak u pięcioletniej, przestraszonej czymś dziewczynki.-D-Du…ch..y….! To d-duchy…!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Sob Lis 03, 2012 2:51 pm

Szczerze mówiąc Łotysz najchętniej ruszyłby w stronę wyjścia już dawno. Ba, nawet nie wchodziłby na statek! Nie dość, że na statku było niemal przerażająco zimno, to jego ubranie było czymś całe ubabrane. Nie wspominając, że breja jakimś cudem znalazła się na twarzy, a teraz powoli zasychała, twardniejąc na skórze i sprawiając Łotyszowi nie mały dyskomfort.
Cały czas się trząsł, co chwilę zerkając do tyłu czy aby ktoś nieproszony za nimi nie idzie. Na szczęście okazało się, że teren był względnie czysty. Względnie, gdyż Raivis cały czas czuł na swoich plecach nieprzyjemny powiew, jakby oddech. Słyszał cichy świst i odgłos wciąganego powietrza, jednak skoro pozostała dwójka tego nie usłyszała, to może Łotyszowi się po prostu przewidziało...?
Tak, na pewno mi się zdaje!, pomyślał, ściskając mocniej trzymany w dłoni nóż. Jest dobrze... Jest dobrze...Jest dobrze... powtarzał w myślach niczym mantrę, licząc, iż to oraz powolne oddychanie sprawi, iż przestanie drżeć.
- N-nie, n-i-ie wcho-odźmy!- wykrzyczał przestraszony chłopak, jednak, co najdziwniejsze, żaden dźwięk nie wydobył się pomiędzy jego warg. Spróbował jeszcze raz powtórzyć te słowa, jednak nadal nic. Odchrząknął, lecz to też pozostało bez dźwięku. Szeroko otworzył oczy, które momentalnie się zaszkliły.
Co do cholery...?
Słyszał głosy pozostałej dwójki...Czyli tylko on stracił głos? Ale dlaczego? I jakim, psia krew, cudem?!
Raivis cały czas szedł tuż za kobietą, rozglądając się na boki i gorączkowo rozmyślając nad swoją niedolą. Stracenie głosu nie musiało być spowodowane ingerencją nadnaturalnej siły - szczerze mówiąc Łotysz odczuwał nieprzyjemne drapanie w gardle i palący ból. Zapewne był to omen przyszłej choroby. Zwykłej, normalnej choroby.
Nie mniej jednak, z racji tego, że szedł tuż tuż za Irlandią, gdy ktoś na nią wpadł, a ona się cofnęła...Cóż, Galante, który akurat śledził ich cienie na ścianie, poleciał niezgrabnie do tyłu, na plecy. Z jego płuc wyleciało całe powietrze, gdy uderzył głową w podłogę, a przed oczami zrobiło mu się ciemno. Jednak czy jego towarzysze go usłyszą? Dywan, mimo że miał lata świetności dawno za sobą, był gruby i wyciszał wszelkie dźwięki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Japonia

avatar

Orientacja : T-To nie jest miejsce na takie wyznania...|!
Ekwipunek : Szabla, dwa japońskie sztylety - po jednym w każdej cholewie buta, stary i wyświechtany zwój przedstawiający rysunek gejszy, zgrabna, japońska fajka.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Gdyby się to wydało, miałbym bardzo poważne problemy...
Multikonta : brak
Liczba postów : 200
Join date : 14/10/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Sob Lis 03, 2012 4:31 pm

Ledwie zlustrował Łotysza, kiedy nagle Charlotte uznała za stosowne potraktowania jego persony jako osobistego "schodka", dzięki któremu już w chwilę później, bezproblemowo znalazła się na okręcie. Wyrazu swojego oburzenia jednak. już nie dane mu było okazać, bowiem naraz najpierw Alfred, a później i nieznany mu chłopak poszli w jej ślady.
- Bakayaro... - mruknął w stronę dziury w burcie, by już po chwili obrócić się do niej tyłem. Nie... Nie zamierzał iść ich śladem. Nawet jeśli samo zjawisko było fascynujące, nie będzie bezsensownie ryzykował jak tamta, pomylona trójka. Jeśli życie im niemiłe - proszę bardzo. On nie zamierzał się w to mieszać.
- ... - a mimo swego postanowienia, nie zrobił ani jednego kroku aby oddalić się od okrętu...
Spojrzał w stronę dalej ciągnącego się wybrzeża, skrytego teraz w mlecznej, mgielnej masie. Gdzieś tam stała zacumowana ich Victoria... Tylko czy w ogóle będą w stanie stąd odpłynąć jeśli na pokładzie zabraknie Nawigatora...? O nowego kanoniera można by się postarać przy najbliższym wypadzie na Tortugę, ale co jeśli zostaną zaatakowani przez wrogą flotę? Nigdy nie można było być niczego pewnym. A i nadkładanie drogi nie przysporzyłoby im dodatkowych ilości złota na które wszyscy byli tak chytrzy.
- ... - był w kropce. Co powinien z tym zrobić...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Sob Lis 03, 2012 5:01 pm

Stał w mgle, nie zauważony przez nikogo. Niezauważony czy po prostu zignorowany? Trudno było to określić. Zrobił to co mu pozostało- obserwował co się działo na jego oczach. Rozmawiali, chociaż słabo ich słyszał. Nagle w jednym z piratów rozpoznał członka jego własnej załogi, Raivisa. Nie za bardzo mu się spodobał fakt, że ktoś groził Łotyszowi ostrzem. Nawet jeśli ten był jedynie zakładnikiem, to jednak i tak podróżowali na tym samym pokładzie. Już miał iść i coś z tym zrobić, jednakże chłopak zręcznie wyminął wrogo nastawionego mężczyznę i zniknął w dziurze. Tak samo jak reszta towarzystwa, oprócz jednego z nich.
Zamrugał parę razy. Też miał ochotę dostać się na pokład. Jednakże obcy człowiek, który zdawał się być dla Chilijczyka dość nerwowy, stał na drodze pomiędzy nim, a „wejściem”. Miał dziwne wrażenie, że próba podejścia bliżej mogła być dla niego tragiczna w skutkach.
Statek jednak go ciągnął, nęcił. Jose wiedział, że najlepszym rozwiązaniem byłoby odwrócenie się i odejście. Normalnie słuchał swojego głosu rozsądku, teraz jednak nie było to dla niego takie łatwe. Westchnął z irytacją, przystępując z nogi na nogę. Poszedł parę kroków do przodu, zbliżając się do czarnowłosego.
-Ahoj- rzucił głośno, nie chcąc, żeby wyglądało to jakby się skradał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chiny



User : Katze-Fresse
Liczba postów : 348
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Sob Lis 03, 2012 7:29 pm

Post od Ir. Forum jej nie działa, więc służę w roli pośrednika xd


Już miała przestąpić próg ciemnego pomieszczenia, gdy coś, lub raczej ktoś z niego wybiegł. Nie zdążyła nawet dostrzec twarzy. Cofnęła się o krok pod naporem rozpędzonego ciała. Zamrugała i przyjrzała się osobnikowi.
-Owen? – zapytała głupkowato. Akurat jego się tu nie spodziewała. Kto jak kto, ale Walijczyk rzadko pchał się w kłopoty. Nagle usłyszała głuche tąpnięcie. Obróciła się i ujrzała tego chłopca leżącego na podłodze. Podeszła do niego i przyklęknęła, próbując go obudzić poprzez delikatne poklepywanie po policzku. Wtedy rozległ się mrożący krew w żyłach śmiech, krzyk i pisk Alfreda. Podniosła głowę i rozszerzonymi ze stracho oczyma przebiegła po pozostałych.
-C-co t-to u licha b-było? – rzuciła, chociaż przecież nikt tego nie wiedział. Czyżby znów jakieś upiory? Po tym co dziś zobaczyła nie miała najmniejszej ochoty na spotkanie jakiegokolwiek innego stworzenia oprócz istot ludzkich. A te dźwięki stanowiły już trochę za dużo jak dla jej zszarganych nerwów. Pobladła i kontynuowała budzenie chłopca. Jeśli chcą przeżyć, muszą stąd zwiewać i to jak najszybciej.
-Halo? Hej, obudź się! – wołała do niego sciszonym głosem. Podniosła mu głowę i przejechała palcami po rzęsach. Jeśli biedak się nie obudzi, będą musieli go ponieść, co może znacznie utrudnić wydostanie się z tego przeklętego statku. Zaczęła sobie w duchu zadawać pytanie, po co tu w ogóle przyszła i dlaczego wbrew wszelkim zasadom rozsądku wlazła na okręt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Sob Lis 03, 2012 8:26 pm

Z całej tej przygody, o ile wyjdzie cało, wyciągnie na pewno jeden wniosek. Nigdy, ale to przenigdy nie wchodzić na opuszczone statki. Niby każdy to wiedział, ale podobno lepiej poczuć na własnej skórze, skąd biorą się takie zakazy i wtedy nie będzie się kwestionować żadnego punktu. Dopiero teraz zauważył, ile w tym jest prawdy.
Pisk Alfreda sprawił, że nawet się zbytnio nie zainteresował losem Łotysza, zakładając z góry, że nic mu raczej groźnego nie będzie. Poza tym, Lotte już przy nim kucnęła, więc zapewne udzieli mu pomocy. Rozejrzał się po całym pomieszczeniu, próbując określić skąd dochodzą te wszystkie odgłosy. Jemu również napędziły niemałego stracha, ale starał się tego w ogóle nie ukazywać. Bardzo chciałby sobie wmawiać, że to tylko jego wyobraźnia, ale problem był taki, że on od zawsze wierzył w duchy i inne stwory.
-Tylko spokojnie, nie możemy panikować. - Może i nie były to wyniosłe słowa, które ktoś tu powinien w tym momencie wygłosić, aby podnieść wszystkich na duchu, ale czegoś takiego lepiej od niego nie oczekiwać. W dalszym ciągu trzymał w dłoni gotową do użycia broń, gdyby coś zechciało na nich wyskoczyć. Na ducha to raczej nie pomoże, ale a nuż im się trafi coś bardziej materialnego?
-To nie będzie nic odkrywczego jak powiem, że musimy znaleźć wyjście, prawda? - Nie uśmiechało mu się wracać tą drogą, którą tutaj do nich trafił, ale wychodziło na to, że nie będzie wyboru. Oby jego "przyjaciela" już tam nie było. -A właśnie. - Zwrócił swoją uwagę na Irlandię i Łotwę, gdy coś sobie uświadomił. A dokładniej to, że jeżeli ten się nie ocknie, to będzie trzeba go nieść, a w razie jakiegokolwiek ataku będzie to pewnym utrudnieniem. - Co z nim? - Wskazał na nieprzytomnego chłopaka.
Powrót do góry Go down
Japonia

avatar

Orientacja : T-To nie jest miejsce na takie wyznania...|!
Ekwipunek : Szabla, dwa japońskie sztylety - po jednym w każdej cholewie buta, stary i wyświechtany zwój przedstawiający rysunek gejszy, zgrabna, japońska fajka.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Gdyby się to wydało, miałbym bardzo poważne problemy...
Multikonta : brak
Liczba postów : 200
Join date : 14/10/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Sob Lis 03, 2012 8:47 pm

Przymknął oczy i odetchnął głębiej, pozwalając nadal przesyconym odorem czegoś gnijącego powietrzu, wedrzeć się w jego usta. Dłuższy czas smakował je w skupieniu. Zdecydowanie była to paskudnie odrażająca nuta... Uśmiechnął się chłodno do swoich myśli.
Jeśli nie zgłosi tego Kapitanowi, będzie źle. Jeśli zaś zgłosi... Możliwe że nie będzie w cale lepiej. Nawet jeśli obydwojgu - nieznajomego dzieciaka nie liczył - należała się burda za taką swawolę, zdecydowanie winni ją usłyszeć na pokładzie WŁASNEGO statku. Nie byłoby więc chyba zbyt dobrze, gdyby zignorował to wszystko i pozostawił głupców na pewną śmierć. Problem generalny jednak wciąż stanowiło to, że w cale nie spieszyło mu się do wgramolenia na przeklętą łajbę...
Gryząc się z sobą, dostrzegł we mgle nikły ruch zbliżającej się sylwetki. Wzmacniając uścisk na rękojeści dobytej już wcześniej broni, przymrużył oczy, wbijając wzrok w kroczącego wyraźnie ku niemu jegomościa. Nie był to nikt z jego załogi. Nie wyglądał też na typowego zbira... Co oczywiście nie znaczyło że takowym mógł nie być.
- Ahoj... - odpowiedział mu z chłodną łagodnością, nawet jeśli w oczywisty sposób udawaną. - Należysz do załogi... Tego okrętu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Sob Lis 03, 2012 9:03 pm

Zmierzył czarnowłosego krótkim spojrzeniem. Chłód. Człowiek był zimny jak lód. Pod przykrywką obojętności Jose wyczuwał w nim niewypowiedzianą wrogość. Tak wydawało mu się przynajmniej na pierwszy rzut oka, a wiedział doskonale jak mylne mogło się okazać pierwsze wrażenie. Chociaż w sumie Chilijczyka mało obchodziło jaki obcy był naprawdę z charakteru. Ważniejsze, że stał na drodze.
-Tego okrętu?- powtórzył beznamiętnym tonem, obrzucając zniszczony statek przelotnym spojrzeniem. Jeżeli ktokolwiek pływał na jego pokładzie... No cóż. Albo kompletnie o niego nie dbał, albo przeszedł ciężkie wodne bitwy. Brunet potrząsnął przecząco głową, starając się nie okazać irytacji, że coś takiego komukolwiek mogło wpaść do głowy.- Nie, psia krew.
Przez chwilę milczał, namyślając się jak to dobrze rozegrać. Rozkaz „z drogi” nie byłoby raczej dobrym rozwiązaniem, zważywszy na to, że nie wiedział jak dobrze nieznajomy władał bronią, którą trzymał w dłoni. Z pewnością nie była to zabawka.
-Ale jeden z mojej załogi wlazł przed chwilą na tenże statek- ciągnął spokojnym głosem, cały czas nie zabarwionym żadnymi emocjami.- Zniknął dokładnie przez dziurę przed którą w tej chwili stoisz... A sądzę, iż moim obowiązkiem jest pójść za nim.
Miał nadzieję, że aluzja będzie dostatecznie zrozumiała i człowiek odsunie się na bok, pozwalając mu przejść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Sob Lis 03, 2012 10:25 pm

Amerykanin obserwował każdego. Spojrzał na Łotwę niepewnym wzrokiem. Chyba był nieprzytomny, sam nie wiedział. Po prostu nie był co do tego pewny. Mimo to, nawet nie drgnął w stronę Raivisa. Strach sprawił, że Alfred nie mógł się ruszyć. Ani przed siebie, ani w tył, ani w żaden bok… Nic. Spojrzał na Irlandię, a potem Walijczyka. Ten przerażający śmiech coraz głośniej i głośniej brzmiał w pomieszczeniu, na co Alfred znowu pisnął jak dziewczynka. Szybko złapał Raivisa, przewiesił go sobie przez ramię i zaczął uciekać jak najdalej stamtąd. W drugiej ręce trzymał skrzynie ze skarbem. No i w tym momencie pokazywał, jak silny potrafił być. Raz mu mało co wychodziło, a kiedy indziej pokazywał niezwykłą siłę i wolę walki. Po dłuższym czasie zatrzymał się i rozejrzał.
-Charlotte…? O-Owen…?-szept.
Zdawało mu się przez cały czas, że Ci biegli za nim. Wszedł do pomieszczenia za kotarą, a jako iż ci stali przy nim, sądził że pobiegną zaraz za chłopakiem. Widać nie stało się tak. Dopiero teraz poczuł mocniejszy zapach prochu i maszynerii. Maszynerii jak na te czasy przystało. Amerykanin położył Łotwę obok skrzyni, po czym zaczął chodzić i się rozglądać. Kucnął przy jednej z armat. Wydawało mu się, że była to jedna z pierwszych, która powstała. Co jak co, ale na tych sprawach chłopak znał się lepiej niż ktokolwiek inny. Przymknął powieki i rozejrzał się. Znalazł świecę. Podpalił ją i rozejrzał się ponownie. Usiadł i podświetlając sobie miejsce, w którym teraz się znajdywał, zaczął przeglądać bronie. Udało mu się znaleźć strzelbę. Palcami przejechał po rączce od broni. Wyglądała na niezwykłą. Nie za duża, jednak i nie za mała, tu i ówdzie ozdobiona złotem, oraz srebrem. Połyskująca czerń strzelby niezwykle zachwycała chłopaka. Zamknął oczy i uśmiechnął się. Nagle poczuł dziwną chęć zabrania jej, jakby sama broń kazała mu to zrobić. Jak gdyby wybrała go na swojego właściciela. Znów przejechał opuszkami palców po jej rączce.
Piękna… Do tego wygląda na starą… I to bardzo starą. Zajmę się nią, bo tutaj się zmarnuje.
Alfred uśmiechnął się do siebie i powąchał strzelbę. Na proch… Tylko czy gdzieś on tutaj był? Rozpoczął poszukiwania, oglądając wszystko, co się tam znajdywało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Nie Lis 04, 2012 2:33 pm

Nagle leżący chłopiec zniknął jej z pola widzenia. Mignął jej Alfred wbiegający do pomieszczenia za kotarą. Postanowiła nie zostawiać go tam samego z nieprzytomnym dzieckiem. Mruknęła jakieś słowa aprobaty dla propozycji brata. Dźwignęła się na nogi, chwyciła resztkę świecy i weszła za nim, ale stanęła zaraz za progiem. Amerykanin wydawał jej się bardzo zafascynowany tym, co tam znalazł. Nie zamierzała mu przeszkadzać w podziwianiu starej broni. Wiedziała już od jakiegoś czasu, że było to jego hobby.
Rozejrzała się po zakurzonym pomieszczeniu. Nie było tam raczej nic dla niej interesującego. Podeszła do wciął nieprzytomnego młodzieńca. Raczej nic nie wskazywało na to, by miał się sam z siebie obudzić. Przysunęła mu do twarzy dogasający kaganek, by w jego nikłym świetle móc się mu lepiej przyjrzeć. Jego twarz raczej z nikim jej się nie kojarzyła. Powoli podniosła jedną powiekę chłopca, pociągając za skórę pod brwią. Nie zareagował, więc powtórzyła to samo z drugim okiem. Niestety, wciąż nie odzyskiwał przytomności.
Gdyby tylko mieć trochę wody, może by się obudził… Wtedy spostrzegła, że pod maleńkim okienkiem leży jakiś spory drewniany odłamek, który mógł być kiedyś fragmentem beczki. Sama obecność takiego śmiecia nie robiła może różnicy. Znaczenie miał fakt, że ze względu na obecność okna w niewielkiej „miseczce” zgromadziła się odrobina deszczówki. Chwyciła drewienko i szybkim ruchem prysnęła chłopcu wątpliwej czystości wodą prosto w twarz. Była to ostatnia rzecz, jaką mogła zrobić. Jeśli się nie obudzi, będą go musieli nieść.
Powrót do góry Go down
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Nie Lis 04, 2012 5:38 pm

Młodzieniec przeszukiwał pomieszczenie. Czego szukał? Oczywiście prochu. Niby miał go sporo na statku, jednak nie wiedział, czy nie znajdzie jakiegoś lepszego rodzaju. Zamknął oczy i odetchnął. Wreszcie coś znalazł. Coś, co go zainteresowało. Niewielka, brązowa, zakurzona skrzynka, ozdobiona prawdziwym złotem. Z boku miał wygraderowany napis, jednak po łacinie. Chłopak nie wiedział co to znaczy, chociaż tak naprawdę znaczyło ,,Bo przygoda czasami potrafi być horrorem”. Przekrzywił głowę lekko w bok, starając się ją otworzyć. Niestety – na darmo.
Odetchnął głęboko i zaczął oglądać ową skrzynkę, kręcąc nią w rękach. Nie miała wejścia na klucz, ani niczego innego, żeby ją otworzyć. To go niezwykle zdziwiło. Bo skoro była zamknięta, to co? Może jakieś słowa ją otwierały? Powiedział cicho, tak aby nikt nie usłyszał słowa po łacinie, które znajdywały się na skrzyncę, ale nic to nie dało. Chłopak schował strzelbę za pas i rozejrzał się. Jego wzrok spoczął na Irlandii i Łotwie. Wyglądało na to, że dziewczyna była zajęta chłopcem. Uśmiechnął się do siebie i schował skrzynkę pod pazuchę. Wstał i znów się rozejrzał. Nigdzie nie dostrzegł prochu więc cóż… Takie życie. Odetchnął.
Niezwykły okręt… A ta broń zdaje się być niezwykła jeszcze bardziej… Ogólnie… Rozejrzał się patrząc przy tym na artylerie. …jest tutaj wiele przedmiotów niezwykle ciekawych… Mimo to, najbardziej zainteresowała mnie ta strzelba.
Zamknął na chwilę oczy i odetchnął głęboko, wciągając do płuc ten zapach prochu. Uśmiechnął się wesoło. Mógł przebywać w takich miejscach zawsze.
Po chwili drgnął widząc na jakiejś ,,szafeczce” starą, delikatną fajkę. Zrobił wielkie oczy i uśmiechnął się szerzej niż dotychczas. Złapał za nią i oczyścił z kurzu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Nie Lis 04, 2012 7:12 pm

Alfred tak nagle pobiegł przed siebie, że o mały włos i by znowu został sam. Nigdy mu takie coś nie przeszkadzało, ale jednak w tej sytuacji rozdzielanie się byłoby zwykłą głupotą. Czort wie, co by się im przydarzyło, jeżeli rozeszliby się w swoje strony. Owen miał już tego małą próbkę i wolał sobie odpuścić ponownie próbowanie, dlatego szybko podążył za siostrą. Rozejrzał się po kolejnym pomieszczeniu i zmarszczył lekko brwi.
-Powinniśmy iść dalej, nie mamy czasu na zatrzymywanie się. - Te słowa były szczególnie skierowane do Amerykanina, którego najwyraźniej pochłonęło oglądanie broni i poszukiwanie prochu. Myślał, że nie ma takiej potrzeby, by tłumaczyć coś według niego tak oczywistego. Coś ich straszy, próbuje przyprawić o zawał i najpewniej skręcić kark, a więc tym bardziej przebywanie w jednym miejscu nie może się skończyć czymś dobrym. Tylko on to tak widział?
-Poza tym, ruszanie cudzych rzeczy na takim statku może kogoś czy też coś rozzłościć. - Skarcił wzrokiem Al'a, zajmującego się w tym momencie zakurzoną fajką. Dalej przeczuwał, że jeszcze trochę a się doigrają. Nie potrafiłby wytłumaczyć skąd te negatywne myśli, ale po prostu tak czuł. Jego wewnętrzny wykrywacz problemów wręcz szalał.
Szybko spojrzał na wejście, mając wrażenie, że kątem oka uchwycił tam pewien ruch. Zacisnął mocniej dłoń na garłaczu i wpatrywał się w ciemność. Na pewno nie pójdzie sprawdzić, czy coś tam stoi. Samobójcą nie jest.
Wydawało mu się, czy ktoś parsknął nagle śmiechem?


Ostatnio zmieniony przez Walia dnia Pią Lis 16, 2012 10:21 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Japonia

avatar

Orientacja : T-To nie jest miejsce na takie wyznania...|!
Ekwipunek : Szabla, dwa japońskie sztylety - po jednym w każdej cholewie buta, stary i wyświechtany zwój przedstawiający rysunek gejszy, zgrabna, japońska fajka.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Gdyby się to wydało, miałbym bardzo poważne problemy...
Multikonta : brak
Liczba postów : 200
Join date : 14/10/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Pon Lis 05, 2012 1:36 pm

Oceniając chłopaka bardzo powierzchownie, na pierwszy rzut oka z pewnością odnosiło się wrażenie iż nie jest to osoba szczególnie niebezpieczna. Bardzo szczupły, żeby nie powiedzieć wręcz: chudy, raczej niewysoki(choć w porównaniu do każdego Azjaty pokroju Kiku, na pewno przekraczający średnią skali) o wątłych w zestawieniu z większością marynarzy ramionach. Kiku bardzo nie lubił tego typu ludzi... Gdyby nie aura arogancji i lodowatego opanowania przesyconego pewnością siebie, jaką sam zwykł emanować, zapewne i o nim nikt nie powiedziałby że stanowi jakiekolwiek zagrożenie, patrząc po samej jego posturze. Pozory bywały zbyt mylące...
- ... - uniósł z pewnym powątpiewaniem jedną brew, nawet jeśli faktycznie nie wyczuwał aby młodzik kłamał. Czegokolwiek by nie powiedzieć o paskudnie zaniedbanym, będącym wręcz w godnym pożałowania stanie statku, nie było możliwości aby sam z siebie zawinął do portu. O ile pamięć go nie myliła, a co do tej nie miewał zbyt wiele zastrzeżeń, opuścił okręt na rzecz portowej karczmy mniej więcej około wczesnego południa i jednego mógł być pewien w stu procentach... Tego zbutwiałego obskórstwa jeszcze w okolicach molo nie było. Jakkolwiek więc opuszczony mógłby się zdawać, ZUPEŁNIE opuszczony być po prostu nie miał prawa! Nawet jeżeli miała na nim stacjonować "przeklęta" załoga, to zawsze przecież JAKAŚ załoga!
- Ah tak... Zapewne masz zatem na myśli: "specjalistę od babrania się w mule"... - nie tyle zakpił, co najzwyczajniej w świecie nazwał rzecz po imieniu, zwłaszcza że to jedyny szczegół jaki w wyglądzie Raivisa utknął mu w pamięci. Gdyby nie to, że nie było to w jego stylu, dodatkowo zapewne pokusiłby się o wywrócenie oczyma.
- Bez obawy. Nie zamierzam cię zatrzymywać. - skomentował spokojnie, z połowiczną wyrozumiałością podaną mu jak na tacy aluzję. - Niestety... Ponieważ obawiam się, że dwoje głupców z mojej załogi również mogło tam z nim utknąć... Obawiam się że będziesz musiał ustąpić mi pierwszeństwa tej wątpliwej przyjemności. - niechętnie podjął decyzje sprowadzenia Alfreda i Charlotte z powrotem na bardziej stały grunt. Dreszcze być może i przechodziły go na samą myśl o postawieniu tam nogi, ale nie zamierzał później za nich obrywać... Ściągnie ich stamtąd choćby i siłą.
Jeszcze raz spojrzał zgorszony na dziurę w burcie. Cudownie... Nie ma nic lepszego od walącego się w posadach okrętu... - mruknął do siebie w myslach, ostatecznie chowając kordelas z powrotem do pochwy, a wyjmując na jego miejsce z cholew obu butów sztylety. Po jednym do każdej ręki.
Knykciami postukał o przegniłe, lecz jakimś cudem nadal trzymające się drewno. Oby teraz miał więcej szczęścia niż rozumu, bo najwyraźniej coś było z nim bardzo nie tak, skoro już zamierza ryzykować własnym życiem dla pary idiotów...
Podskoczył, wbijając pierwszy sztylet w jedną z desek. Podciągnął się na ręce i wbił drugi kilka centymetrów wyżej, rozpoczynając krótką wspinaczkę ku wyrwie. Niski człowiek musi jakoś sobie radzić...
W końcu wsunął się na pokład, niepewnie stawiając pierwsze kroki, bacznie nasłuchując.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Pon Lis 05, 2012 5:39 pm

Mimo jej wysiłków chłopiec wciąż się nie budził. Trudno, najwyżej go poniosą. Odłożyła drewienko i zerknęła w stronę pozostałych. Kątem oka dostrzegła coś migającego za mikroskopijnym okienkiem. A może jej się tylko wydawało? Nieważne, trzeba się było jak najszybciej zebrać i wrócić na stały ląd. Ale niestety, Amerykanina całkowicie wciągnęło przeglądanie zawartości pokoju.
-Alfred, zbieraj się - rzuciła - Musimy się pospieszyć, jeśli chcemy wrócić przed świtem...
W tym momencie wydostanie się stamtąd powinno być priorytetem. Tym bardziej, że znowu miała wrażenie, że za oknem coś przeleciało. Doszedł do tego jeszcze przeciągły, cichy świst. Przebywanie na tym okręcie stawało się coraz bardziej niekomfortowe. Gdyby tylko tak się nie grzebali, może już dawno udałoby im się wrócić. A tak to ślęczą tutaj i tylko jeden Alf się dobrze bawi. Temu to dużo do szczęścia nie trzeba...
Podeszła bliżej niego i zajrzała mu przez ramię. Z braku czegoś lepszego do roboty mogła nawet obserwować go bawiącego się jakąś starą fajką. Też coś, wszędzie można takie znaleźć. Jego oczywiście musiała zainteresować ta znajdująca się na najprawdopodobniej nawiedzonym statku o 'wędrującym' wyjściu. I to w środku nocy.
Charlotte właśnie przypomniało się jak wcześnie jadła kolację. Po tak długim poście można się było spodziewać, że za godzinkę lub dwie padnie z głodu. Na starym statku próżno by szukać czegoś jadalnego, więc miała nadzieję, że chłopak w końcu usłucha i się ruszy. Oby.
Powrót do góry Go down
Ameryka

avatar

Orientacja : Nie wiem...jeszcze! >3<
Ekwipunek : Nóż i zwykła strzelba za pazuchą~.
Wątki i powiązania : Wychowanek Anglii(Francja też miał w tym niewielki udział), brat Seszelii, Kanady, Dominici itp. oraz bratanek Irlandii, Walii i Szkocji.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Bo na takim statku przyda się taki zajebiaszczy superhero!!! >D
User : Inulka/Dojcz/Ame
Liczba postów : 155
Join date : 15/09/2012
Skąd : Waszyngton w Ameryce oczywiście!

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Pon Lis 05, 2012 8:37 pm

Młodzieniec bawił się fajką z zaciekawieniem. Może i oni nie widzieli w niej nic wyjątkowego, ale on wręcz przeciwnie. Wyglądała ona jak fajka, którą kiedyś posiadał Arthur, jeszcze kiedy sam Alfred był dzieckiem. Dlatego ta niezwykle go zainteresowała. Chłopak po chwili zamknął oczy i odetchnął, wkładając przedmiot do kieszeni. Wstał i spojrzał na nich nadąsany.
-Toż nic się nie stanie, a to co zabrałem jest już moje.-stwierdził zadowolony jak dziecko.
Każdy wiedział, jaki był Alfred. Częściej zacieszny i roześmiany, niż spokojny i poważny. Ostatnio często był smutny, ale to już inna inszość. Rozejrzał się wesoło z szerokim uśmiechem. Aleś oni bojaźliwi… No naprawdę…
Mimo wszystko po chwili drgnął, czując jakiś ciepły, przyprawiający o ciarki oddech na karku. Zdawał się być cały czas rozbawiony, nie wystraszony. Bał się jedynie duchów, a wiedział, że ciepło do nich nie pasuje. Odwrócił się do tyłu, jednak nic nie dostrzegł. Odetchnął.
Widać mam jakieś omamy… Nikt przecież za mną nie stał… Ale mają rację, powinniśmy wracać, Arthur może się wściec… Poza tym, może się coś stać…
Ach, był to jeden z pierwszych razów, kiedy Alfred myślał logicznie. Dziwne? Ależ tak. Zamrugał kilkakrotnie powiekami, czując że coś go tutaj zmienia. Stawał się bardziej łapczywy jeśli chodziło o rzeczy materialne, myślał logicznie… Miał ochotę zastrzelić swoich towarzyszy. Wydawało mu się teraz, że chcą mu to wszystko odebrać. W jego oczach pojawił się dziwny, złowieszczy błysk. Uśmiech, który tkwił na jego twarzy, poszerzył się. Jednak wydawał się on być wredny i groźny. Zupełnie nie pasował do Alfreda. Wyjął zza pazuchy strzelbę, jednak nie tą stąd, a swoją, po czym wycelował to w Owena, to w Charlotte. Zaczął się śmiać, ale po chwili spoważniał.
-Nie odbierzecie mi mojego skarbu, psiakrew! Pod ścianę, ale to już, szczury lądowe!-zawołał trochę chrapliwym głosem.
Cały czas celował w nich strzelbą. Amerykanin zachowywał się jak nie on. Wydawał się być zupełnie kimś innym. Jakby coś przejęło nad nim kontrolę. Tak właśnie było. Młodzieniec zachowywał się, jakby znał ten statek jak własną kieszeń. Zwłaszcza że podszedł do jakiejś skrzyneczki, wyjął klucz ze schowka obok i otworzył ją. Wyciągnął ze środka następną strzelbę i wycelował jedną broń w Charlotte, a drugą skierował w Owena. Groźny uśmiech cały ten czas tkwił na jego twarzy. W pewnym momencie zamknął jedno oko.
-Phe, przeklęte ciało… Przyzwyczaiłem się do braku jednego oka… Trudno, będę musiał się go wyzbyć, psiakrew.-burknął tym samym, chrapliwym głosem co wcześniej.
Jedną z broni schował, drugą celując to w Charlotte, to w Owena. Wyciągnął za to po chwili nóż i sięgnął nim do swojego prawego oka. Spoważniał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   Pon Lis 12, 2012 2:14 pm

Czy faktycznie nie był niebezpieczny? W jego przypadku była to raczej kwestia sporna, można by o tym toczyć godzinne dyskusje. Zapewne przegrałby w starciu jeden na jednego w typie zapasów czy siłowanie się na rękę, fakt. Ale już w szermierce niekoniecznie- w końcu nie tylko sama siła fizyczna była w niej ważna, ale również technika. Chociaż i w posługiwaniu się ostrzem Jose nie był najlepszy.
Nie był jednak piratem dla zabawy. To z pewnością. Nazwanie go dzieciakiem, który zaciągnął się na piracki statek, mimo iż się tam nie nadawał, byłoby głupstwem. Miał swoje atuty i, jeśli ktoś zaszedł mu za skórę, mógł stać się naprawdę nieprzyjemny.
-...- Tak naprawdę nie wiedział jakiego specjalistę mężczyzna miał na myśli, stał wtedy za daleko, żeby ujrzeć, że Łotysz był brudny w błocie. Nie przejął się jednak kompletnie tym komentarzem. Gdyby przejmował się każdym zasłyszanym ostrym słowem, dawno by się już pewnie załamał. Bruneta nie obchodziła opinia większości społeczeństwa.
-To dobrze- mruknął tylko. Dobrze, że jego rozmówca był na tyle rozumny, żeby pojąć aluzję. Gdyby wszyscy ludzie, z którymi Chilijczyk miał do czynienia, byli na tyle inteligentni, życie może przestałoby być aż takie irytujące.
W milczeniu obserwował jak pirat się wspina, pomagając sobie sztyletami. Nagle gdy perspektywa wejścia na statek zbliżała się, stracił na to chęć. Nie zamierzał się już jednak cofnąć, za późno.
Przyjrzał się wszystkiemu uważnie. Miał całkiem duże doświadczenie w wyznaczaniu odległości. Kolejne sekundy spędził na szybkim porównaniu długości ze swoimi fizycznymi zdolnościami i krótkich obliczeniach. Uśmiechnął się pod nosem z satysfakcją.
Cofnął się o parę kroków, a potem podbiegł szybko w kierunku burty i w odpowiednim momencie skoczył. Zderzenie z deskami było nieco bolesne, jednak nie przejmował się tym. Osiągnął swój cel- chwycił się krawędzi pokładu. Przez chwilę zwisał tak, żałując nieco, że nie miał więcej krzepy. Ostatecznie podciągnął się na drżących już nieco rękach i wczołgał się na górę. Wstał, ignorując nieznośne pieczenie w mięśniach.
Zmarszczył brwi. Nastrój był bardzo dziwny. Instynkt podpowiadał, żeby Jose cofnął się i uciekł.
Obrzucił Azjatę krótkim spojrzeniem, a potem wolnym, cichym krokiem udał się do przodu. W końcu miał coś do roboty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Nawiedzony Okręt   

Powrót do góry Go down
 
Nawiedzony Okręt
Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pirate Hetalia :: 
 :: 
E v e n t y
 :: 
-
Skocz do: